MENU

Dodano:   /  Zmieniono: 
KSIĄŻKA

Zmierzchy i poranki" Piotra Szewca zaczynają się o poranku. To opowieść o jednym dniu z życia miasteczka. Polecam ją czytać zmysłami, by wchłonąć wszelkie zapachy, barwy, odgłosy (nie trzeba się przy tym za bardzo wysilać, bo tutaj "cisza tętni"). To są główni bohaterowie, których do życia powołuje narrator-poeta. Ludzie kłębiący się na ulicach miast i po jego najbliższych okolicach są tylko dodatkiem. Ich małe, ale często trudne sprawy nie mogą się ukryć tylko przed bacznym spojrzeniem świętych, zerkających z witraży kościoła. Święty Józef, apostoł Piotr czy Magdalena są świadkami codziennej krzątaniny, spowolnionej na kartach "Zmierzchów i poranków". Być może winą za to należy obarczyć letnie słońce, które niemiłosiernie przygrzewa, a być może wykreowany przez Szewca czas, symbolizowany przez zegar. Wskazówki zegara mają władzę: biegną po tarczy tylko wtedy, gdy się nie patrzy na nie; kiedy się spojrzy, nieruchomieją, tkwią w tej samej pozycji. "Ich stan mówi o tym, że cokolwiek się dzieje, dzieje się bez ich udziału". Bo tak naprawdę zegar jest tylko czymś, co pozoruje życie i zainteresowanie dla biegu toczących się spraw - stwierdza autor. Napisana w latach 1998-1999 powieść Szewca jest kolejną po "Zagładzie", utworze przetłumaczonym na sześć języków. O autorze literaturoznawca Michał Głowiński powiedział: "To Faulkner powiatu zamojskiego". Podobnie jak w dziełach noblisty, w "Zmierzchach i porankach" przeplatają się plany czasowe - i to w ciągu jednego dnia. W utworze Piotra Szewca dzień się więc wydłuża. Jak na współczesne realia jest on nużąco długi. Stanowić może kąsek wyłącznie dla koneserów. 



Wydarzenia: Polska

Polskę, jakiej młodsi nigdy nie widzieli, a starsi zdążyli zapomnieć, można zobaczyć na wystawie zdjęć Zbigniewa Furmana, szefa fotoreporterów tygodnika "Wprost", w Laboratorium Fotografii Profesjonalnej Profilab w Warszawie. Prezentowane czarno-białe fotogramy z lat 1979-1981 przedstawiają życie codzienne w PRL - siermiężne, ubogie i brzydkie. Na wielu pojawia się motyw biesiady i jedzenia, czyli charakterystyczne dla tych czasów obtłuczone blaszane miski z trudną do zidentyfikowania zawartością. Obok ludzie - zmęczeni, znudzeni, starzy i chorzy. Wszędzie nędza i bylejakość. Obrazy te skontrastowano z transparentami donoszącymi o sukcesach Polski Ludowej. Większość fotografii zrobiono na wsi i w miasteczkach, co jeszcze dobitniej oddaje atmosferę minionych lat - ich szpetotę i szarość.

Światowa prapremiera opery "The Music Programme" Roxanny Panufnik, córki Andrzeja Panufnika, odbyła się 7 kwietnia w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej w Warszawie. Jednoaktowa opera kameralna jest pierwszym dziełem scenicznym tej artystki. Libretto napisał Paul Micou. Akcja rozgrywa się w afrykańskiej dżungli na zorganizowanym przez ONZ obozie muzycznym. Miałka fabuła stanowi pretekst do nawiązań lub cytatów z różnych stylów muzycznych. Są tu więc odwołania do twórczości Bacha i Mozarta, jazzu, muzyki popularnej, afrykańskiej, latynoskiej i nowoczesnej. Taka koncepcja postawiła przed autorką trudne zadanie łączenia motywów muzycznych i stworzenia własnej kompozycji. I to okazało się najsłabszą stroną dzieła. Przedstawienie zostanie zaprezentowane również w Covent Garden w Londynie.
Ewa Jastrun

W warszawskim Muzeum Narodowym prezentowane jest (do 28 maja) arcydzieło Petera Paula Rubensa "Zdjęcie z krzyża". W baroku obrazy o tematyce pasyjnej często umieszczano na ołtarzach. Były wizualnym dopełnieniem misterium mszy świętej. Scenę zdjęcia ciała Chrystusa z krzyża odczytywano jako symbol wspólnoty Kościoła w służbie Corpus Christi. Klęcząca u stóp Zbawiciela Maria Magdalena w czasach Rubensa uosabiała grzeszną ludzkość skruszoną w akcie pokuty. Wystawiony w warszawskim muzeum obraz jest trzecią malarską wersją ołtarzową. W latach 1611-1625 pracownia Rubensa podejmowała temat zdjęcia z krzyża kilkanaście razy. Dzieło, pochodzące z kolekcji cesarzowej Józefiny z zamku Malmaison pod Paryżem, wraz z dwoma szkicami (olejnym, zwanym modello, oraz rysunkiem wykonanym piórkiem) wypożyczono z Państwowego Ermitażu w Sankt Petersburgu.
Sylwia Żołnacz


PŁYTA
Trzeci solowy album Justyny Steczkowskiej "Dzień i noc" to przede wszystkim nowoczesna muzyka z kręgu bass & drum i pop. Steczkowska - niczym Madonna - nie boi się eksperymentów z brzmieniami. Wszystkie utwory skomponowała sama, a teksty napisała jej rodzina i koleżanki: Edyta Bartosiewicz oraz Kasia Nosowska. Może to świadczyć o tym, że Steczkowska mocno wierzy we własne siły. Nieco pretensjonalny image nie przynosi ujmy talentowi, szczególnie wokalnemu, tej niespokojnej artystki, ale w sukces komercyjny płyty wątpię.

Więcej możesz przeczytać w 16/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0