Szwedzki Enron?

Szwedzki Enron?

Dodano:   /  Zmieniono: 
Oddaj pieniądze, hipokryto!" - apelowały do znanego menedżera Percy'ego Barnevika szwedzkie gazety, gdy wyszło na jaw, że odchodząc w 1996 r. ze stanowiska dyrektora generalnego koncernu ABB, otrzymał 78 mln USD odprawy.
Percy Barnevik: od bohatera do zera

  Powodem oburzenia była nie tylko niebotycznie wysoka suma gratyfikacji i to, że została wypłacona w tajemnicy, ale przede wszystkim fakt, iż stan, w jakim Barnevik zostawiał firmę, nie upoważniał go do wzięcia choćby złamanego centa. ABB - duma Szwedów i Szwajcarów - znajduje się w wyjątkowo trudnej sytuacji finansowej.

Percy Barnevik jak Jack Welch
"To szwedzka wersja afery z Enronem" - uważa Klaus Eklund, szef działu ekonomicznego banku SEB. Trudno się z nim nie zgodzić. Przez wiele lat ABB i jego twórca Percy Barnevik byli przedstawiani studentom zarządzania jako wręcz modelowy przykład sukcesu. Od 1988 r., gdy Barnevik doprowadził do powstania firmy w wyniku połączenia przedsiębiorstw przemysłu ciężkiego - szwedzkiego i szwajcarsko-niemieckiego - cieszył się w Europie taką sławą, jak Jack Welch w Stanach Zjednoczonych. Kiedy jednak w 2001 r. koncern zaczął stosować powszechnie przyjęte standardy księgowości, analitycy z londyńskiego oddziału odkryli, że w latach 1998-2000 28 proc. dochodu netto pochodziło ze źródeł nieoperacyjnych - na przykład ze sprzedaży nieruchomości i przedsiębiorstw należących do ABB. Okazało się, że koncern nie był tak sprawną maszynką do robienia pieniędzy, jak sądzili inwestorzy. Wartość akcji ABB spadła w ciągu ostatniego roku o połowę. Cena będzie spadać nadal - uważa Mark Cusack, analityk Deutsche Banku. "Świat nie będzie siedział i czekał, aż ABB ze spokojem przeprowadzi restrukturyzację" - dodaje Cusack.

Rachunek za azbest
To nie koniec kłopotów firmy. Koncern musi się uporać także z problemem odszkodowań dla pracowników narażonych na kontakt z azbestem. Mogą one wynieść nawet 940 mln USD! Także za tę wpadkę odpowiada Barnevik - to on pod koniec 1989 r. zadecydował o przejęciu amerykańskiej firmy Combustion Engineering, podczas gdy wielu menedżerów wydane wówczas 1,6 mld USD uznało za pieniądze wyrzucone w błoto. Barnevik bronił się, twierdząc, że spory udział w amerykańskim rynku projektów i konstrukcji urządzeń prądotwórczych wart był tak dużych pieniędzy. Teraz okazało się, że była to tylko zaliczka, bo oprócz korzyści ABB przejęło także zobowiązania Combustion Engineering, czyli odszkodowania dla pracowników narażonych na kontakt z azbestem. Wpadki można było uniknąć - rakotwórczych właściwości azbestu dowiedziono bezspornie na początku lat 70.
Pod ostrzałem znalazła się także firma Investor, perła szwedzkiej rodziny Wallenbergów. Przez wiele lat była ona głównym udziałowcem ABB, a jej właściciele popierali Barnevika. Wallenbergowie mieli dużo do powiedzenia w wielu innych znanych przedsiębiorstwach, takich jak Ericsson, Electrolux czy AstraZeneca. Przez wiele lat tłumaczyli udziałowcom i szwedzkiemu rządowi, że ich obecność w radach nadzorczych ma bardzo duży wpływ na wyniki przedsiębiorstw. Obecnie trudno im będzie obronić taką teorię, mimo że zaraz po wybuchu skandalu rodzina Wallenbergów rzuciła Barnevika na pożarcie. "Uważam, że tak wielka odprawa była całkowicie nierozsądna. Część tej sumy powinna zostać zwrócona" - mówił po tym, jak sprawa ujrzała światło dzienne, Jacob Wallenberg, wiceprezes Investora i członek rady nadzorczej ABB. Jak twierdzi, dopiero niedawno zapoznał się z "pełnym obrazem sytuacji" i "zorientował w szczegółach sprawy Barnevika".

Hipokryta!
Nikt nie ma wątpliwości, że za większość kłopotów ABB odpowiedzialny jest Barnevik. Odszedł, co prawda, ze stanowiska dyrektora generalnego, ale do końca 2001 r. pełnił funkcję prezesa zarządu ABB. To dzięki jego poparciu i staraniom wybrano w 1996 r. Gorana Lindahla na zwolnione przez niego stanowisko. Lindahl nie poradził sobie z restrukturyzacją firmy i odszedł pod koniec 2000 r. Sprawa odprawy Percy?ego Barnevika rozjątrzyła Szwedów, którzy nigdy zresztą nie przepadali za szefem ABB. Teraz wszyscy wylewają pomyje na upadłego bohatera. Przedstawiciele związków zawodowych obliczają, ilu zwolnionych pracowników nie straciłoby pracy, gdyby Barnevik nie dostał tak olbrzymiej odprawy. "Bardzo trudno mi zrozumieć, dlaczego Barnevik zdecydował się na tak nieprzemyślany krok" - dziwił się szwedzki premier Goran Persson. Percy Barnevik uchodził za zwolennika silnego i przejrzystego zarządzania. Dziś Szwedzi mówią o nim krótko: hipokryta.

Więcej możesz przeczytać w 15/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

Opracował:
 0