Teatr na ulicy

Teatr na ulicy

Dodano:   /  Zmieniono: 
Spotkanie z OLGIERDEM ŁUKASZEWICZEM, aktorem i prezesem Związku Artystów Scen Polskich

 

Andrzej Kropiwnicki: Celiński - menedżer w skansenie. Zgadza się pan z taką oceną obecnego ministra kultury?
Olgierd Łukaszewicz: Mamy raczej do czynienia z początkiem dialogu między środowiskiem a ministrem. Jak ten dialog się zakończy, nie wiem. Mam nadzieję, że pozytywnie, ale trzeba pamiętać też, iż władza jest władzą?
mentorka: Ile państwo musi wyłożyć rocznie na utrzymanie jednego teatru?
- Nie wiem. I obawiam się, że państwo też tego nie wie.
ef: Dlaczego podatnik ma finansować deficytowe teatry i kiepskie przedstawienia?!
- Teatr pielęgnuje wrażliwość jak żadne inne medium. Nie wolno pozbawić Polaków kontaktu z żywą sztuką. A o poziomie teatru będziemy mówić, gdy stworzymy dla niego odpowiednie warunki.
Izka: Moi znajomi w ogóle nie chadzają do teatrów, a bez widowni zbankrutujecie...
- Wielu intelektualistów nie chadza do teatrów. Tak jest dziś i tak było zawsze. A mimo to teatr przetrwał wieki.
Kamil: Czy czuje się pan odpowiedzialny za studentów szkół teatralnych, którzy są skazani na bezrobocie?
- Czuję się odpowiedzialny. Widzę, jak młodzi aktorzy z dyplomami gromadzą się w metropolii warszawskiej, szukają pracy w telewizji, w reklamach, smażą frytki, rozwożą pizzę i biegają po castingach. To nie ich wina. Przerobiliśmy demokrację zachodnią na wariant wschodni. Zaczęliśmy dzielić zyski przed ich wypracowaniem. I to są efekty.
Paweł: I dlatego w Warszawie musi być aż tyle teatrów?
- W Warszawie nie ma teatrów bulwarowych, gdzie chodzi się po herbacie i ciastkach, ani teatrów offowych dla buntującej się młodzieży. Nie ma klasycznej operetki, nie ma kabaretów. Zanim więc przystąpimy do remanentu, musimy uświadomić sobie, według jakich kryteriów będziemy go przeprowadzać.
King: Czy istnieją teatry, które potrafią się same sfinansować?
- Istnieją przedsięwzięcia teatralne, które przynoszą dochody. Ostatnio Krzysztof Jasiński odniósł olbrzymi sukces z przedstawieniem "Hamleta" - bilety po 60 zł i pełna widownia! Ale gwiazdy tego przedstawienia wychowali przecież wybitni reżyserzy Starego Teatru w Krakowie. Kto wychowa następnych?
Irka: Czyli podatnik ma finansować teatry, które deficytowe były, są i będą?
- W Niemczech byłem pracownikiem teatru miejskiego w Bonn. Miałem dużą gażę. Otóż ten teatr, podobnie jak wszystkie inne w Niemczech, jest niemal w stu procentach dotowany przez państwo.
Arte: A u nas?
- A u nas pan minister wpadł na kilka bardzo ciekawych pomysłów! W Polsce jest tak, że jak jeden śpi, to cała reszta chrapie, a jak ten jeden ma pomysł, to ktoś inny natychmiast wpada na dziesięć nowych. Po chwili zapominają już, o czym właściwie rozmawiali. Tak pewnie będzie i tym razem.
Ruta: Co dalej? Propozycja ministra przechodzi, a teatry masowo zamykają podwoje?
- Nie jestem w stanie przewidzieć skutków tej reformy. Być może wkrótce politycy będą wydzierali sobie z rąk wizję uszczęśliwienia polskiego teatru. Nie boję się tego.
JarzyK: W Stanach Zjednoczonych nikt nie gwarantuje aktorom pensji.
- Mam nadzieję, że pseudoamerykańskie poglądy na kulturę, importowane do Polski przez ciotki z Greenpointu, przestaną przewracać nam w głowach! Na zjeździe ZASP prof. Kazimierz Braun, od dwudziestu lat pracujący na różnych amerykańskich uniwersytetach, opowiedział, jak w istocie wygląda teatr amerykański i jak go się dotuje. Polska nie ma pieniędzy ani na Broadway, ani na Hollywood, więc powinna przynajmniej zadbać o teatr wychodzący na ulice. Choćby po to, żeby nam nie było wstyd, kiedy otworzą się drzwi do Europy.
Więcej możesz przeczytać w 15/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0