Jestem Izraelczykiem

Jestem Izraelczykiem

Dodano:   /  Zmieniono: 
Odporność na naukę wzrasta w Europie wprost proporcjonalnie do wzrostu bezrobocia i świadczeń socjalnych
 Niemożność uczenia się jest pierwszym poważnym sygnałem starzenia się organizmu. Proces ten dotyczy zarówno ludzi, jak i całych narodów. W wypadku ludzi problem rozwiązano za pomocą rent i emerytur, a niekiedy domów starców. Cóż jednak zrobić z narodami, które trudno umieścić w domach spokojnej starości? Starości w Europie dostatek, niestety rośnie deficyt spokoju. Na szczęście od rozwiązywania trudnych problemów, na przykład w byłej Jugosławii, Irlandii Północnej, a przede wszystkim w Izraelu, Europejczycy mają Amerykanów i dzięki temu spokojnie mogą się zajmować organizacją niezliczonych konferencji z udziałem polityków, ekspertów, autorytetów (kolejność dowolna).
Europa od ponad stu lat cierpi na swoistą niemoc agresywną. Choroba ta objawia się trwałą niemocą rozwiązywania poważnych problemów politycznych, społecznych i gospodarczych, a zarazem towarzyszy jej agresywny stosunek do tych, którzy potrafią, bo muszą rozwiązać nie cierpiące zwłoki konflikty. Nasz temat okładkowy ("Apartheid podatkowy") potwierdza, że choroba ta jest obecna w Polsce, i to od kilku lat. Jest to wprawdzie odmiana niemocy komercyjnej, gdyż widocznie opłaca się utrzymywanie ordynacji podatkowej pełnej ulg i umorzeń.
Najwyższy stopień rozwoju niemocy agresywnej osiągnięto w Europie w czasie konfliktu w byłej Jugosławii. Najpierw tzw. autorytety moralne, mężowie i mężatki stanu, zwane dalej OSM (Oburzona Społeczność Międzynarodowa), apelowały o zaprzestanie rzezi, gwałtów i czystek etnicznych. OSM oskarżała cały cywilizowany świat, czyli samą siebie, o bezczynność, po czym uzasadniała konieczność utrzymania permanentnej niemocy. Kiedy NATO pod presją Stanów Zjednoczonych podjęło działania militarne, wówczas OSM, mająca swoich delegatów także w Polsce, przeszła w fazę agresji wobec USA i innych krajów NATO.
Niestety, epidemia niemocy agresywnej rozszerza się w Europie, czego potwierdzeniem są reakcje na tragiczne wydarzenia w Izraelu. Wstyd mi, kiedy poważni politycy zachodnioeuropejscy grożą Izraelowi sankcjami gospodarczymi. Wstyd mi, kiedy Parlament Europejski zajmuje stanowisko propalestyńskie, grożąc zawieszeniem umowy stowarzyszeniowej z Izraelem. W obliczu takiej hipokryzji, wzrastającej fali antysemityzmu mogę powiedzieć tylko jedno: jestem Izraelczykiem. Jestem z narodem, który skazany na eksterminację w kulturalnej Europie, dokonał cudu - zbudował demokratyczne państwo w morzu totalitaryzmu arabskiego.
Dziś obowiązkiem każdego Europejczyka, nie tylko obywatela USA, jest zrobić wszystko, by byt Państwa Izrael był nie zagrożony. Już Cicero przestrzegał, że pełzanie nie chroni przed upadkiem. "Unia hipokrytów" - tekst, który we współpracy z naszymi korespondentami przygotował Jarosław Giziński, dokumentuje niestety, że Europa wybrała pełzanie, choć doprowadziło ono w przeszłości Stary Kontynent do tragicznego upadku. Ale cóż, Stary Kontynent przestał się uczyć. Jestem Izraelczykiem, dlatego rozumiem rozgoryczenie Oriany Fallaci oraz rozczarowanie Europą moich "rodaków", nękanych przez terrorystów samobójców. Marzę - podobnie jak profesor Szewach Weiss, ambasador Państwa Izrael w Polsce - by Palestyńczycy przyjeżdżali do jego ojczyzny pracować, a nie mordować. Czy Izrael osiągnie wymarzony pokój, jeśli dla jego przeciwników największym interesem jest terror? Jestem Izraelczykiem, bo to pozwala mi nie tracić wiary w Europę.
Więcej możesz przeczytać w 16/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0