Lionel Chirac i Jacques Jospin

Lionel Chirac i Jacques Jospin

Dodano:   /  Zmieniono: 
Jacques Chirac dałby się raczej poćwiartować, niżby się przyznał, że jest z prawicy. Lionel Jospin wolałby się dać powiesić, niż przyznać, że jego program jest socjalistyczny.
Podział na "lewicę" i "prawicę" stracił w przedwyborczej Francji sens 

Żaden z nich nie chce zadzierać ze służbami publicznymi, chcą natomiast tworzyć zamknięte ośrodki dla młodych recydywistów i obniżyć podatki" - zauważał niedawno w "Le Figaro" Lexis Brézet. Efekt? Różnica w sondażach poparcia dla głównych pretendentów do Pałacu Elizejskiego, prezydenta Jacquesa Chiraca i premiera Lionela Jospina, mieści się w granicach błędu statystycznego. Prawie 70 proc. Francuzów nie odróżnia ich programów, niemal co drugi badany nie życzy sobie, by wybory wygrał którykolwiek z nich.

Czarowanie środka
Od dobrych kilku tygodni Francja sprawia wrażenie, jakby zapomniano, że powinien nią ktoś rządzić i podejmować decyzje z myślą o przyszłości odleglejszej niż następny dzień. Program niektórych posiedzeń Rady Ministrów sprowadza się do rozpatrywania takich spraw, jak działanie stacji naukowej na Antarktydzie i szkolnych placówek w Polinezji. Czy może to jednak dziwić, skoro trwa kampania wyborcza, w której głównymi - i jedynymi liczącymi się - rywalami są najważniejsze postacie tych posiedzeń: prezydent i premier?
Organizowanie pierwszej tury wyborów wydaje się stratą czasu i publicznych pieniędzy - Chirac i Jospin mają nad pozostałymi rywalami tak wyraźną przewagę, że tylko oni mogą poważnie myśleć o wygranej. Obaj rozumieją, że ich sukces w drugiej turze zależy od zdolności przyciągnięcia elektoratu spoza własnego ugrupowania politycznego. Próbują zatem uwodzić centrum, nie mając zresztą na to dobrego pomysłu.

Ślepy los
W sytuacji, kiedy ze wszystkich kandydatów tylko skrajnie lewicowa Arlette Yvonne Laguiller i skrajnie prawicowy Jean-Marie Le Pen występują z prawdziwie wyrazistymi poglądami i przyznają się do radykalności, nie sposób się dziwić, że wiatr wieje im w żagle. W sondażach oboje otrzymują po około 10 proc. poparcia. Odsetek wyborców deklarujących zainteresowanie kampanią wyborczą od wielu tygodni oscyluje jednak na poziomie zaledwie 40 proc., a sztaby kandydatów i komentatorzy prasowi obawiają się wyjątkowej absencji. Tym bardziej że pierwsza tura wypada w czasie wiosennych wakacji szkolnych. Wyniki głosowania mogą zatem okazać się dość przypadkowe. A już zupełnie nie można przewidzieć rezultatu drugiej tury. Sondaże prowadzane przy założeniu, że znajdą się w niej Chirac i Jospin, nieodmiennie od miesięcy wskazują, iż obaj mogą liczyć na około pięćdziesięcioprocentowe poparcie. Przy poprzednich wyborach prezydenckich prawie zawsze na dwa, trzy miesiące przed wyborami któryś z faworytów zyskiwał wyraźną, kilkupunktową przewagę i utrzymywał ją do końca.
Obecna sytuacja jest też wynikiem pięcioletniej kohabitacji, podczas której Chirac i Jospin nawzajem się blokowali i podstawiali sobie nogę. Utrudnia to obu panom sięganie po argumenty stanowiące na ogół trzon kampanii wyborczej polityka kończącego kadencję i starającego się o następną: te mianowicie, które obrazują jego osiągnięcia, a przy okazji błędy przeciwników. W tym wypadku rywale wiedzą, że ich bilans jest w dużej mierze wspólny, zarówno w sferze osiągnięć, jak i błędów.

Mandat za złe parkowanie
Dlaczego zatem elektorat nie zwraca się ku pozostałym kandydatom, których ma w tym roku tylu do wyboru? Czyżby wystarczyło, by za kandydatem stała duża machina partyjna, żeby był on dosłownie "skazany" na pozycję dominującą? Francuscy wyborcy nigdy jeszcze nie mieli tak szerokiego wachlarza propozycji i możliwości głosowania na kogoś innego niż na "murowanych" kandydatów, wysuniętych przez dwie główne siły polityczne. Przez sito wstępnej selekcji administracyjnej przeszło szesnaście osób, co jest rekordem. A jednak nie zanosi się na żadną niespodziankę. Problem "małych" kandydatów polega na tym, że najwyraźniej sami nie wierzą w możliwość zwycięstwa.
Duża liczba kandydatów powoduje dodatkowe rozmycie debaty przedwyborczej i sprawia, że koncentruje się ona czasami na sprawach marginalnych.
W takim układzie łatwiej wywierać presje licznym i zróżnicowanym grupom nacisku i lobbystom. Zupełnie niespodziewanie jednym z głównych tematów dyskusji przed wyborami stał się problem, czy po objęciu stanowiska nowy prezydent tradycyjnie ogłosi amnestię anulującą mandaty za złe parkowanie i inne drobne wykroczenia drogowe. Sprawa ta wywołała nieporównanie więcej emocji niż przyszłość Europy i niewiele mniej niż rzeczywiście ważne problemy związane ze wzrostem przestępczości i codziennym bezpieczeństwem obywateli. Liczne, dotychczas marginalne, nurty polityczne i grupy nacisku uważają obecnie, że wybory prezydenckie są stosowną okazją do popularyzowania swoich stanowisk i pomysłów na życie. Na razie jednak najważniejsze jest pytanie, jak Francja wybrnie z klinczu, w jakim znaleźli się dwaj faworyci wyborów - obecny prezydent i obecny premier.

Więcej możesz przeczytać w 16/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0