Kto podgryza Temidę?

Kto podgryza Temidę?

Czwarta władza staje się mocniejsza od trzeciej i nie ma co się dziwić, że sędziowie są coraz bardziej sfrustrowani i zagubieni
Wymiar sprawiedliwości w Polsce przeżywa ciężkie chwile. Nie pamiętam, żeby nasza Temida była kiedykolwiek tak krytycznie oceniana przez opinię publiczną. Coraz trudniej jej bronić, bo w istocie nie można wskazać jakiejś jednej, podstawowej przyczyny upadku sądownictwa.

Wyliczany uporczywie od wielu lat katalog powodów, dla których tak się dzieje, nie robi już na nikim większego wrażenia. Wiemy, wiemy: trudne warunki pracy i niskie uposażenia sędziów i personelu pomocniczego, ciągłe niedoinwestowanie, dramatyczny wzrost liczby spraw, złe prawo. To wszystko jest prawdą, ale - po pierwsze - tak było również w PRL, a wymiar sprawiedliwości działał sprawniej i nie budził tylu emocji, po drugie zaś - w państwach znacznie bogatszych od Polski, gdzie nie ma w zasadzie problemów techniczno-bytowych, sądownictwo też nie funkcjonuje dobrze. Powiecie, że zaczynam kręcić, bo jak można porównywać peerelowski wymiar sprawiedliwości do dzisiejszego sądownictwa. Wymiar sprawiedliwości w państwie totalitarnym może i jest sprawniejszy w sensie technicznym, ale przecież jakże często stanowi zaprzeczenie sprawiedliwości, będąc instrumentem państwowej kontroli, ucisku i represji. A to, że nie było wokół niego hałasu, wynikało wprost z państwowego monopolu środków przekazu i cenzury. Nikt nie mógł się publicznie niczego czepiać, skarżyć lub krytykować. I warto pamiętać, że w walce opozycji z totalitarnym reżimem krytyka wymiaru sprawiedliwości była ważnym i mocnym orężem. Nie trzeba więc sięgać do porównań z PRL, ale zastanawiać się nad dniem dzisiejszym.
Niestety, wzory i przykłady z Zachodu nie napawają optymizmem. W wielu bogatych i bardziej cywilizowanych krajach wymiar sprawiedliwości też zaczyna się zatykać. Sprawy trwają coraz dłużej, są coraz kosztowniejsze i wielu ludziom sądowa droga dochodzenia swoich praw wydaje się nieatrakcyjna i zbyt uciążliwa.
W wielu krajach prestiż wymiaru sprawiedliwości spada prawie tak samo jak u nas. Jedynym wyjaśnieniem tego zjawiska może być hipoteza, że sądownictwo wpadło w pułapkę konieczności przestrzegania tak licznych już praw człowieka, że czynienie sprawiedliwości staje się coraz bardziej utrudnione, odległe i wręcz drugorzędne. Być może jest to objaw globalnego kryzysu znanego nam modelu wymiaru sprawiedliwości, ale to problem za trudny na felieton.
Nasze miejscowe kłopoty wyglądają bardziej siermiężnie. Media bezlitośnie nagłaśniają wszystkie głośne sprawy sądowe, czujnie szukając pomyłek i wpadek. W procesach poszlakowych najpierw przygotowują opinię publiczną do wyroku skazującego, a później trąbią na wszystkie strony, że sąd się chyba pomylił, że to skandal, bo przecież wszystko było jasne, oczywiste itd. itp. A skołowane sądy czasami istotnie podkładają się, na przykład dyskwalifikując zeznanie jedynego świadka albo z uporem godnym lepszej sprawy skazując - niekiedy na surowe kary - broniących się ludzi. Media wypowiadają się o sprawach nader swobodnie, kwestionując na poczekaniu jedyną prawdziwą wersję zdarzeń, a później - jeżeli sąd orzekł wbrew ich przewidywaniom - nie zostawiają na nim suchej nitki.
Sam się zaczynam sobie dziwić, dlaczego tak uporczywie próbuję bronić naszych sądów. "He, he, he" - powiecie. "Jesteś facet papugą i musisz się im podlizywać". Może, cholera, coś w tym jest, bo przecież wpadki sądów są coraz większe. Karci je Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu, wyśmiewa Andrzej Lepper, a i w mojej - nader skromnej - praktyce sądowej przyszło mi się zetknąć osobiście z małodusznością, formalizmem, złośliwością i niedbalstwem sędziów. Możecie mnie podejrzewać o tchórzostwo i stronniczość, ale mam wrażenie, że głównym czynnikiem, systematycznie kruszącym prestiż sądownictwa, są nasze kochane, wolne, wścibskie, szybkie i jakże pewne siebie media. Wygląda na to, że czwarta władza staje się mocniejsza od trzeciej i nie ma co się dziwić, że sędziowie są coraz bardziej sfrustrowani i zagubieni. Ich pozycja w nowym, wspaniałym świecie zdaje się chylić ku upadkowi i w dodatku nie widać na razie jakiegokolwiek istotnego powodu, dla którego ten przykry proces miałby się odwrócić.
Okładka tygodnika WPROST: 16/2000
Więcej możesz przeczytać w 16/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0