Życie droższe niż życie

Życie droższe niż życie

Dodano:   /  Zmieniono: 
Aż 438 tys. polis na życie anulowali w ubiegłym roku klienci firm ubezpieczeniowych
Spada zaufanie do towarzystw ubezpieczeniowych

To czterokrotnie więcej niż dwa lata temu! 14 proc. z zawartych w 2001 r. umów zerwano jeszcze w tym samym roku. To nie koniec: z przeprowadzonego w lutym tego roku przez instytut Pentor badania koniunktury w placówkach zakładów ubezpieczeń wynika, że 26 proc. ankietowanych spodziewa się, iż wzrośnie liczba osób rezygnujących z ubezpieczeń na życie.

Zbyteczny luksus?
- Trudna sytuacja gospodarcza zmusza klientów do poszukiwania oszczędności, a uważają oni, że polisa na życie nie jest produktem pierwszej potrzeby - tłumaczy Ireneusz Arczewski, prezes Compensy Życie. W 2001 r. przeznaczyliśmy na ubezpieczenia na życie 9 mld zł, czyli o 11,1 proc. więcej niż w 2000 r., jednak w poprzednich latach nakłady te rosły średnio o 20 proc. rocznie. Okazuje się, że dla wielu z 10,7 mln posiadaczy polis na życie miesięczna składka w wysokości 100-200 zł jest teraz zbyt wysoka, dlatego rezygnują z ubezpieczenia. Likwidowane są zwłaszcza polisy z funduszem inwestycyjnym, które oprócz gwarancji odszkodowania w razie wypadku lub śmierci służą gromadzeniu i pomnażaniu oszczędności na przyszłą emeryturę. - Po stracie pracy jedyną szansą spłaty kredytów stało się dla mnie wycofanie 5 tys. zł wpłaconych składek ubezpieczeniowych - tłumaczy swoją decyzję Tomasz Drobik z Poznania. - Tym, którzy mają przejściowe kłopoty finansowe, oferujemy kredytowanie składek, czasem zmniejszenie sumy ubezpieczenia lub zamianę polis na bezskładkowe, z zakresem ochrony proporcjonalnym do dotychczasowych wpłat - informuje Iwona Ochocka, członek zarządu Amplico Life, które ubezpiecza ponad 800 tys. osób. Wysiłki towarzystw na niewiele się jednak zdają.
Duża liczba rezygnacji zaskoczyła większość ubezpieczycieli. Do biura rzecznika ubezpieczonych napłynęły skargi między innymi od klientów PZU Życie, którzy na likwidację polis Pogodna Jesień i wypłatę pieniędzy musieli czekać po 3 miesiące, choć towarzystwo ma na to 30 dni. W 2001 r. zakłady ubezpieczeń sprzedały 619 tys. polis na życie; w tym samym czasie anulowanych zostało 438 tys. Towarzystwa wypłaciły świadczenia brutto w wysokości 312,8 mln zł, o 28,24 proc. więcej w porównaniu z poprzednim rokiem. Najwięksi ubezpieczyciele - Commercial Union, ING Nationale-Nederlanden, Amplico Life (mają łącznie ponad 2,5 mln klientów) - zanotowali ponaddwukrotny wzrost wypłat. - Od 1 stycznia 2002 r. do naszego inspektoratu centralnego wpłynęło o wiele więcej wniosków o przedterminową likwidację ubezpieczenia niż w poprzednich latach - przyznaje Mikołaj Skorupski z PZU Życie, którego udział w polskim rynku ubezpieczeń na życie wynosi ponad 50 proc.

Polisa z niespodzianką
Jeśli potrzebujący nagłego zastrzyku gotówki zdecydują się na przedterminowe zerwanie polisy na życie z funduszem inwestycyjnym, czeka ich niemiła niespodzianka. Ryszard Warchoł, inżynier z Puław, cztery lata temu wykupił taką polisę. Gdy jednak złamał nogę na nartach, a Commercial Union stwierdził, że 6 tygodni w gipsie nie jest warte odszkodowania, postanowił rozwiązać umowę ubezpieczenia. - Przez cztery lata systematycznie płaciłem niemałą składkę 700 zł miesięcznie, podobnie moja żona i dwie córki. Sam wpłaciłem łącznie ponad 30 tys. zł, lecz kiedy anulowałem polisę, otrzymałem tylko 15 780 zł - mówi Warchoł. Resztę pochłonęły opłaty, koszty ochrony ubezpieczeniowej źycia i zdrowia, a także nieudane inwestycje towarzystwa. Z niedawnych wyliczeń "Rzeczpospolitej" wynika, że na przykład 35-letnia kobieta likwidująca po pięciu latach polisę z częściowo inwestowaną składką w najgorszym wypadku otrzyma 82 proc. wpłaconych pieniędzy, a w najlepszym - 107,5 proc. Trzydziestoletni mężczyzna w podobnej sytuacji odzyska od 77 proc. do 107 proc. wpłaconej sumy. Wartość wykupu, a więc pieniądze wypłacane przez towarzystwo przy wcześniejszej likwidacji polisy, jest zatem niewiele wyższa, a czasami nawet niższa, niż suma wpłaconych składek.

Oszczędzać inaczej?
- Jeśli ktoś kupuje polisę na życie z funduszem i chce w ten sposób na przykład przez 20 lat gromadzić środki na dodatkową emeryturę, wówczas towarzystwa tak inwestują te pieniądze, że zyski na rachunku pojawiają się gdzieś pod koniec tego okresu - tłumaczy Tomasz Telejko, prezes Royal PBK. Klienci są jednak niecierpliwi. Szybko orientują się, że przez pięć, siedem lat, kiedy ubywa im pieniędzy na funduszu powiązanym z polisą, w bankach mogliby zarobić około 40 proc. Najlepsze fundusze inwestycyjne zwiększają wartość rachunków swoich klientów nawet o 15 proc. rocznie. - Do polis z inwestowaną składką zniechęcają mnie niejasne reguły i wyliczenia prezentowane przez firmy ubezpieczeniowe - mówi Alfred Adamiec, doradca inwestycyjny PBK Asset Management. Jeden z klientów dowiedział się, że towarzystwo określiło koszty ryzyka jego ubezpieczenia na 30,5 proc. W żaden sposób nie mógł się dowiedzieć jednak, na jakiej podstawie.
Co zatem zrobić: zerwać polisę czy dalej opłacać składki? - zastanawia się wielu ubezpieczonych Polaków. - Niedawno wypłaciliśmy klientowi poszkodowanemu w wypadku 200 tys. zł, choć suma jego składek wynosiła zaledwie 900 zł - przekonuje do ubezpieczeń na życie Telejko. - Warto kupić polisę na życie, lecz bez funduszu inwestycyjnego. Zyskamy ochronę na wypadek nieszczęścia, a oszczędności możemy ulokować w bardziej zyskowne przedsięwzięcia - radzi Adamiec. 


JarosŁaw Myjak
prezes Grupy Commercial Union Polska
Wzrost wypłat dla klientów ma bezpośredni związek z trudniejszą sytuacją gospodarczą, pogorszeniem się sytuacji materialnej wielu gospodarstw domowych i szybkim wzrostem bezrobocia. Niektórzy klienci musieli sięgnąć po oszczędności, najpierw krótkoterminowe, a następnie również po długoterminowe, w tym pieniądze zgromadzone na rachunkach polis na życie z funduszem inwestycyjnym i polis kapitałowych. Mam jednak nadzieję, że najgorszy okres już minął i coraz mniej ubezpieczonych będzie podejmowało decyzję o przedterminowym zerwaniu polisy.

PaweŁ Dangel
prezes Allianz Życie Polska SA
Likwidowanie przez ubezpieczonych polis na życie to poważne zagrożenie nie tylko dla towarzystw ubezpieczeniowych, ale i dla klientów. Rezygnując z ubezpieczenia, chwilowo poprawiają oni sytuację domowych budżetów, lecz równocześnie powinni mieć świadomość, że w razie nieszczęśliwego wypadku nie uzyskają żadnej pomocy. Niestety, u wielu Polaków wciąż pokutuje zgubne przekonanie, że w razie nieszczęścia państwo w jakiś sposób ich wspomoże.

Piotr Śliwicki
prezes Sopockiego Towarzystwa Ubezpieczeń na Życie Ergo Hestia SA
Nie dziwię się, że w sytuacji gdy coraz trudniej zaspokoić codzienne potrzeby rodzin, ludzie nie myślą o zabezpieczeniu finansowym na przyszłość. Trzeba jednak pamiętać, że osoba rezygnująca z polisy odczuje skutki tej decyzji w przyszłości: po osiągnięciu wieku emerytalnego lub w razie niespodziewanego wypadku. Żeby mógł nastąpić prawdziwy przełom w rozwoju ubezpieczeń na życie, musi się poprawić sytuacja gospodarcza, należy także wprowadzić podatkowe zachęty do oszczędzania.
Więcej możesz przeczytać w 17/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0