Szwed bez volvo

Szwed bez volvo

Dodano:   /  Zmieniono: 
Katastrofa Ericssona to symbol końca szwedzkiego snu o socjalistycznym kapitalizmie
 

To początek końca państwa dobrobytu - orzekła większość Szwedów zaraz po tym, jak 22 kwietnia koncern Ericsson ogłosił raport kwartalny. Raport o finansowej katastrofie. W ów czarny poniedziałek Szwecja straciła 70 mld SEK (około 27 mld zł). Zadecydowały o tym liczone w miliardach dolarów kredyty zaciągnięte na wdrożenie telefonii komórkowej trzeciej generacji. Technologia 3G nie przynosi jeszcze żadnych dochodów, a liczba zamówień na telefony komórkowe GSM i podzespoły tej technologii zmniejszyła się o 40 proc. Na dodatek kuracja zastosowana przez Kurta Hellstroma, nowego szefa szwedzkiego giganta (zwolnił około 20 tys. pracowników i wyprowadził poza firmę segment telefonów komórkowych), okazała się niewystarczająca. Przychody Ericssona do niedawna stanowiły 7 proc. PKB naszych północnych sąsiadów, jego akcje - 20 proc. wartości wszystkich papierów sztokholmskiej giełdy, a eksport produktów tej firmy - 16 proc. szwedzkiego eksportu.
Krach Ericssona oznacza przede wszystkim zubożenie przeciętnych obywateli królestwa. Wartość akcji firmy spadła prawie dziesięciokrotnie - od maksymalnych notowań na poziomie 231 SEK (90 zł) w lutym 2000 r. do 25 SEK (9,75 zł) obecnie. W ostatnich dwóch latach rozpłynęła się niewyobrażalna suma 1,6 biliona SEK (około 624 mld zł), a przeciętny Szwed zbiedniał o 180 tys. SEK (70 200 zł), czyli o równowartość nowego volvo S40. O znaczeniu Ericssona po drugiej stronie Bałtyku świadczy fakt, że każdy Szwed jest - bezpośrednio lub pośrednio - właścicielem akcji tej firmy. Oczywiście, nie wszyscy obywatele królestwa sami inwestowali w akcje Ericssona, ale powszechne i prywatne fundusze emerytalne, kasy strajkowe związków zawodowych, a także zarządzający oszczędnościami gmin wręcz uwielbiali gwiazdę szwedzkiej gospodarki i masowo lokowali kapitał w jej walorach.
Zubożenie naszych północnych sąsiadów na razie widoczne jest tylko na papierze. Analitycy już jednak przepowiadają dramatyczne ograniczenie szwedzkiej konsumpcji. Do końca 2003 r. niemal 17 tys. zatrudnionych przez koncern Ericsson straci pracę. To jednak nie koniec redukcji - na pracownika firmy przypada co najmniej dwóch zatrudnionych u poddostawców. Bezrobocie w Szwecji wzrośnie więc z 4 proc. do 4,6 proc. Pod znakiem zapytania stoi zapowiedziana podwyżka ubezpieczeń dla bezrobotnych.
Przez cały powojenny okres rządzący Szwecją socjaldemokraci stawiali na rozwój przemysłowych gigantów. I uzależnili gospodarkę od największego z nich. To ewenement w grupie wysoko uprzemysłowionych państw. Socjaldemokraci dopiero teraz skonstatowali, że muszą zapewnić jak najkorzystniejsze warunki rozwoju również małym i średnim przedsiębiorstwom. Reforma szwedzkiej polityki ekonomicznej i socjalnej zdominuje zapewne debatę przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi. Debatę spóźnioną co najmniej o 20 lat.


Więcej możesz przeczytać w 18/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0