Polka pachnie Niemką

Polka pachnie Niemką

Dodano:   /  Zmieniono: 
W pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych XX wieku co druga elegancka Polka pachniała "Trésorem" Lancômea (1990), nieco później modna była "Organza" Givenchy (1996), a nowy wiek rozpoczął się od zauroczenia "Angelem" Thierryego Muglera (1992, wprowadzony do Polski z kilkuletnim opóźnieniem)
Zaledwie dolara wydajemy przeciętnie w roku na zakup luksusowych perfum

Mężczyźni chętnie sięgali po dość charakterystyczne perfumy "Kenzo pour Homme" (1988) i po "Fahrenheita" Diora. W ostatnich latach na szczyt polskich rankingów sprzedaży wdarł się "Le Mâle" Jean-Paula Gaultiera (1996), pionierski zapach łączący wonie lawendy, siana i mchu dębowego z gorącym i słodkawym akordem orientalnym. Wszystkie te perfumy, może z wyjątkiem "Trésora", który stał się światowym megaprzebojem, równie wielką popularnością jak w Polsce cieszyły się jedynie... we Francji.

Zapach tolerowany przez konie
Zarówno we Francji, jak i w Polsce w ostatnich latach chętnie sięgano po zapachy wyraziste i rozpoznawalne - "Angel" i "Le Mâle" zajmowały pierwsze miejsca w rankingach sprzedaży - jednak rynki perfum w obydwu krajach bardzo się różnią. Nad Sekwaną obok legendarnego "Chanel N° 5" z 1921 r. popularnością niezmiennie cieszą się leciwe zapachy "Shalimar" Guerlaina (1925), "LAir du Temps" Niny Ricci (1948), "Eau Sauvage" Diora (1966), "Azzaro pour Homme" (1977) czy "Opium" Yves Saint-Laurenta (1977), których - z wyjątkiem "N° 5" - próżno szukać na pierwszych miejscach polskiej listy najchętniej kupowanych perfum. Polacy wolą zapachy nowe, kojarzące się z nowoczesnym stylem życia, dodające elegancji. Cenione przez klientów perfumerii zapachy pochodzą najpóźniej z końca lat 80., na przykład "Fahrenheit" (1988) czy "Cool Water" Davidoffa (1988), albo z lat 90.: "Dune" Diora (1991) "LEau dIssey" Isseya Miyake (1992), "Egoiste Platinum" Chanel (1993), "Envy" Gucciego (1996) i "5th Avenue" Elizabeth Arden (1997).
Podobne zjawisko można zaobserwować w Niemczech, gdzie dużą popularnością cieszą się marki, które zadebiutowały na rynku zaledwie przed kilkunastu laty, między innymi Hugo Boss, Laura Biagiotti i Davidoff. Z sąsiadami zza Odry łączy nas również upodobanie do zapachów określanych jako wodne i świeże - pachnące owocami (arbuz, melon), warzywami (ogórek) czy ozonem (powietrze po burzy). Do takich można zaliczyć "Cool Water" Davidoffa czy "Hugo Woman". Upodobanie Niemców do świeżych zapachów niewątpliwie wiąże się z wieloletnią tradycją używania dyskretnych wód kolońskich. Warto wspomnieć, że ulubionym pachnidłem pruskich oficerów było "4711 Echt Kölnisch Wasser" Mülhensa (1792), co miało zresztą dość prozaiczną przyczynę - ten zapach, w przeciwieństwie do wielu innych perfum, nie płoszył koni.
W Polsce popularność zapachów wodnych, takich jak "LEau par Kenzo" czy "LEau dIssey", wiąże się raczej z "poczuciem bezpieczeństwa". Są wystarczająco dyskretne i na tyle mało wyraziste, by ich zapach nie budził kontrowersji, a co za tym idzie - by ich użytkownik łatwo zyskał akceptację otoczenia. Nie zatracajmy jednak poczucia proporcji: gdy przeciętny Polak wydaje rocznie na luksusowe perfumy dolara, to Francuz - 27 USD, Amerykanin - 21 USD, Niemiec - 
17,5 USD, a Wenezuelczyk - 4,5 USD.

Między Ameryką a Wielką Brytanią
Krótka tradycja używania w Polsce luksusowych perfum i brak rodzimych marek uważanych za ekskluzywne powodują, że produkty amerykańskie są u nas znacznie bardziej popularne niż w innych krajach europejskich. Młodzi Polacy coraz chętniej sięgają po wyroby Tommyego Hilfingera, który z patriotycznych symboli USA uczynił znak rozpoznawczy swoich produktów. Za klasykę uważane są perfumy Ralpha Laurena, Estée Lauder, a przede wszystkim Elizabeth Arden i Calvina Kleina.
Gusty zapachowe sytuują nas dość daleko od krajów południowej Europy. W Hiszpanii na przykład dominują marki lokalne, mało znane w innych państwach Starego Kontynentu, na przykład Lina Bocardi, a największą popularnością cieszą się niezbyt cenione przez Polaków perfumy cytrusowe. Podobieństwa między rynkiem polskim i włoskim można by się doszukiwać jedynie dzięki ogromnej popularności marki Armani. Pozostałe dominujące na Półwyspie Apenińskim zapachy (Iceberg, Gianfranco Ferré czy Trussardi) nie zdobyły do tej pory nad Wisłą zbyt wielu miłośników.
Bliższe wydają się nam zapachowe preferencje Brytyjczyków. Anglia jest jedynym rynkiem na świecie, gdzie silną pozycję zajmują złożone i pełne kontrastów zapachy z arystokratycznej rodziny szyprowej, do której należy między innymi "Eau du Soir" Sisleya, "Aromatics Elixir" Clinique i znane chyba każdemu z nas pachnidło "Być może...". Perfumy warszawskiej Urody z 1963 r. na początku lat 70. biły rekordy sprzedaży - 11 mln flakoników rocznie. Dla wielu Polaków były to pierwsze perfumy, z jakimi się zetknęli, co odcisnęło piętno na ich wyobraźni zapachowej. Nie może więc dziwić, że firma Coty produkuje przypominające nieco "Być może..." pachnidło "Masumi" wyłącznie na polski rynek, a Paloma Picasso w wywiadach podkreśla, że jej kwiatowo-szyprowe perfumy najlepiej sprzedają się właśnie w Polsce.
Niewątpliwie cechą polskiego rynku luksusowych zapachów w ostatnim dziesięcioleciu było popadanie w skrajności. Wody o oryginalnych i wyrazistych nutach zdobywały rzesze fanatycznych zwolenników, ale popularnością cieszyły się też dyskretne zapachy wodne. Liczna grupa miłośników perfum sięgała po nieco zapomniane w innych krajach perfumy szyprowe. W ostatnich latach jednak coraz więcej klientów perfumerii odkrywa "pachnidła środka", które nie są ani zbyt skromne, ani zbyt zuchwałe. Można je określić jako "klasycznie eleganckie". Do tej grupy należą kwiatowe "Jadore" Diora i "Envy" Gucciego, kobiece i wyrafinowane "Allure" Chanel. Popularne są też męskie dominujące wody toaletowe "GoodLife for Men" i "N° 1" Hugo Bossa, należące do tej samej grupy co "Azzaro pour Homme", oraz zapachy z rodziny drzewnej, jak "Jungle pour Homme" Kenzo czy "Rush for Men" firmy Gucci. Polski rynek luksusowych perfum staje się coraz bardziej europejski.


Popyt na zmysłowość
Polacy poszukują w zapachach "nowej sensualności". O ile kilka lat temu zmysłowość kojarzona była z nutami orientalnymi i piżmowymi, dziś może się łączyć z lekkością i świeżością. Na listach najchętniej kupowanych w salonach Empiku perfum dla kobiet pierwsze miejsce zajmuje "Coco Mademoiselle" Chanel. Dobrze sprzedają się "Miracle" Lancômea, "Flower" Kenzo, "Truth" Calvina Kleina oraz hit Hugo Bossa "Deep Red".
Z zapachów męskich największym powodzeniem cieszy się "Le Mâle" Jean-Paula Gaultiera z nutą mięty, lawendy i pomarańczy. Nieśmiertelny jest "Fahrenheit" Diora, popularne - "DIssey" Isseya Miyake, "Acqua di Gió" Giorgio Armaniego oraz "Higher" Christiana Diora.
Więcej możesz przeczytać w 18/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0