Superpremier

Superpremier

Dodano:   /  Zmieniono: 
Aż do 1958 roku prezydent Francji nie miał realnej władzy
Jeden z największych skandali obyczajowych we Francji końca XIX wieku wybuchł w 1899 r., kiedy prezydenta republiki Félixa Faure znaleziono martwego w paryskim burdelu. Zmarł na zawał serca w trakcie miłosnych igraszek. Prasa pisała potem, że Faure życie miał wprawdzie bezbarwne, ale śmierć piękną. Francuski prezydent prawdopodobnie dlatego tak często odwiedzał domy publiczne, że z powodu braku obowiązków miał za dużo wolnego czasu. Silna prezydentura pojawiła się we Francji dopiero w ustanowionej w 1958 r. V Republice. Wcześniej, w III i IV Republice, prezydenci pełnili raczej funkcje dekoracyjne.

Mistrz ceremonii
Po klęsce Francji w wojnie z Prusami (w latach 1870-1871) i upadku cesarza Napoleona III kilka lat trwały przepychanki w sprawie ustroju państwa. Ostatecznie w styczniu 1875 r. zgromadzenie konstytucyjne większością jednego głosu uchwaliło przepis o wyborze prezydenta, co było równoznaczne z formalnym ustabilizowaniem porządku republikańskiego. Podobno o zwycięstwie republiki przesądził głos posła Louisa Wolowskiego, z pochodzenia Polaka. Na wieść o tym marzący o przywróceniu monarchii prezydent Marie-Edmé-Patrice Mac Mahon miał stwierdzić: "Zawsze mówiłem, że nie należy ufać tym Polakom!".
Mac Mahon był pierwszym i zarazem ostatnim prezydentem III Republiki próbującym w zdecydowany sposób wzmocnić rolę głowy państwa. Przedterminowe wybory parlamentarne, do których doprowadził w październiku 1876 r., zakończyły się jednak wielkim zwycięstwem republikanów. Nowa izba oskarżyła prezydenta o "negację praw narodu i parlamentu". W styczniu 1879 r. Mac Mahon podał się do dymisji. Po tych doświadczeniach deputowani postanowili nie powierzać prezydentury wybitnym politykom. Prezydent Jean Paul Casimir-Périer, którego parlament zmusił do ustąpienia w 1895 r., trafnie określił pozycję głowy państwa, mówiąc: "Prezydent Republiki jest ministrem ceremonii". Tacy właśnie ministrowie ceremonii przewodzili Francji aż do upadku III Republiki w 1940 r.

Zatrzymać de Gaullea!
Po zakończeniu II wojny światowej za ideą silnej prezydentury stanowczo obstawał generał Charles de Gaulle, nowy bohater narodowy, który
- jak mówiono - "ocalił honor Francji". Konstytuanta opracowała jednak projekt ustawy zasadniczej utrzymujący słabą prezydenturę. Niewielką większością przeszedł on w referendum, a z chwilą wejścia w życie nowej konstytucji, w październiku 1946 r., powstała IV Republika.
Dotknięty do żywego takim obrotem sprawy generał de Gaulle wycofał się z życia politycznego. "Wróciły czasy - mówił - wyłącznych rządów partii. Potępiam te rządy. Ale poza wprowadzeniem przemocą dyktatury, której nie chcę i która niewątpliwie skończyłaby się źle, nie mam możliwości im przeszkodzić. Muszę więc ustąpić".
IV Republika okazała się bezradna wobec trwającego od końca 1954 r. antyfrancuskiego powstania w Algierii. Gdy po prawie czterech latach wojny władze w Paryżu zaczęły rozważać możliwość zawarcia pokoju, zbuntowały się stacjonujące w kolonii wojska francuskie. Francja stanęła w obliczu wojskowego zamachu stanu i wojny domowej. W takiej sytuacji prezydent René Coty poprosił "najznamienitszego z Francuzów" o utworzenie rządu ocalenia narodowego, a sam wyraził gotowość natychmiastowego ustąpienia ze stanowiska. De Gaulle, bo o niego właśnie chodziło, zdecydował się w czerwcu stanąć na czele rządu, pod warunkiem że jego gabinet uzyska prawo do opracowania nowej konstytucji.
We wrześniu 1958 r. w referendum olbrzymią większością głosów (za: 17,6 mln, przeciw: 4,6 mln) Francuzi przyjęli projekt konstytucji. W ten sposób narodziła się V Republika w formie postulowanej przez de Gaullea. Generał opowiadał się za systemem powściągającym absolutyzm parlamentarny i wzmacniającym władzę wykonawczą. Taki właśnie model prezydentury urzeczywistnił, a utrwalili go jego następcy w Pałacu Elizejskim.

Prezydentura triumfalna
De Gaulle wyprowadził Francję z głębokiego kryzysu politycznego. Legendarna była jego skromność, pogarda dla przywilejów i całkowite oddanie głoszonym ideałom. Wszystko to łączył z osobistym urokiem i poczuciem humoru. Gdy doniesiono mu, że jedna z firm wyprodukowała papier toaletowy z jego wizerunkiem, i sugerowano skierowanie sprawy do sądu, de Gaulle oświadczył, że cieszy się, bo w ten sposób będzie obecny w każdym francuskim domu. Generał zrezygnował z prezydentury w kwietniu 1969 r. po przegranym referendum. Nie musiał tego czynić, ale jako człowiek honoru nie chciał sprawować urzędu po tym, gdy Francuzi nie zgodzili się z jego inicjatywą.
Po dość bezbarwnej prezydenturze Georgesa Pompidou, który zmarł przed upływem kadencji, o fotel w Pałacu Elizejskim rozgorzała zacięta walka pomiędzy kandydatem centroprawicy Valérym Giscardem dEstaing a reprezentującym socjalistów Fran˜ois Mitterrandem. Ostatecznie w maju 1974 r. w drugiej turze głosowania Giscard dEstaing minimalnie pokonał Mitterranda i został trzecim prezydentem V Republiki. Pomimo arystokratycznego pochodzenia Giscard dEstaing lubił odgrywać rolę "swojaka". Chciał być prezydentem liberałem w pełnym tego słowa znaczeniu. Dlatego zgodził się na regulacje prawne dopuszczające przerywanie ciąży i ułatwiające rozwody.

Koniec konsensusu
W maju 1981 r. Mitterrand wziął rewanż na Giscardzie dEstaing i pokonał go, uzyskując w drugiej turze 51,7 proc. głosów. Po raz pierwszy w powojennej Francji urząd prezydencki przypadł socjaliście. Mitterrand rozpoczął od socjalistycznych eksperymentów - znacjonalizował podstawowe gałęzie przemysłu i część banków, a także wpuścił do rządu komunistów. Z czasem jego radykalizm osłabł. Mitterrand był mistrzem politycznych wolt, często zmieniał poglądy i sojuszników. Nazywano go Floretyńczykiem, bo nie krył podziwu dla Machiavellego. W maju 1988 r. ponownie wygrał wybory prezydenckie, stając się najdłużej urzędującym prezydentem V Republiki.
Za sprawą Jacquesa Chiraca, który wygrał wybory prezydenckie w maju 1995 r., uzyskując w drugiej turze 52,6 proc. głosów i pokonując kandydata socjalistów Lionela Jospina, gaulliści powrócili do Pałacu Elizejskiego. Tegoroczne wybory prezydenckie miały stanowić powtórkę wyborów sprzed siedmiu lat. Walczący od ponad ćwierćwiecza o prezydenturę Jean-Marie Le Pen niespodziewanie jednak wyeliminował Jospina. Prawdopodobnie położył w ten sposób kres dotychczasowej tradycji V Republiki, w której zwycięzca pokonywał swego rywala w drugiej turze minimalną różnicą głosów. W tej sytuacji Chirac wydaje się pewnym zwycięzcą, ale kwestia, czy jako prezydent zdoła obronić V Republikę przed falą politycznego ekstremizmu i populizmu, pozostaje otwarta.



Pęknięta egzekutywa
W Polsce urząd prezydencki wprowadziła konstytucja marcowa z 1921 r., która jednocześnie radykalnie ograniczyła kompetencje prezydenta. W ten sposób endecja starała się zniechęcić Józefa Piłsudskiego do ubiegania się o najwyższy urząd w państwie. Marszałek zrezygnował wprawdzie z prezydentury, ale nie z władzy, którą przejął w wyniku przewrotu majowego w 1926 r. Wybrany wówczas na prezydenta Ignacy Mościcki był tylko cieniem Piłsudskiego. "Tyle znaczy co Ignacy, a Ignacy g.... znaczy" - głosił popularny wówczas wierszyk. Uchwalenie w 1935 r. konstytucji kwietniowej, przyznającej prezydentowi zwierzchnictwo nad całością władzy państwowej, tylko częściowo zmieniło sytuację. Po śmierci Piłsudskiego Mościcki rządził bowiem wspólnie z grupą polityków sanacyjnych, w której samodzielną rolę odgrywali m.in. Edward Rydz-Śmigły i Józef Beck.
Po II wojnie światowej urząd prezydenta istniał tylko w latach 1947-1952. Znacząca pozycja sprawującego go Bolesława Bieruta wynikała z przewodzenia partii komunistycznej i błogosławieństwa samego Stalina. Reaktywowanie urzędu prezydenckiego w 1989 r. było związane z planami kierownictwa PZPR, szukającego ustrojowych gwarancji dla kontraktu "okrągłego stołu". Mimo wyposażenia szefa państwa w istotne uprawnienia, wybrany na prezydenta generał Wojciech Jaruzelski nie zdołał utrzymać uprzywilejowanej pozycji komunistów w państwie.
We wrześniu 1990 r. Sejm wprowadził zasadę wyboru prezydenta w wyborach powszechnych. Ich zwycięzca Lech Wałęsa przez całą swoją kadencję dążył do wzmocnienia roli głowy państwa. Po porażce Wałęsy w 1995 r. scenę polityczną zdominowali przeciwnicy systemu prezydenckiego. Należał do nich Aleksander Kwaśniewski, który zaakceptował ograniczenie roli głowy państwa w konstytucji z 1997 r. W ten sposób ukształtował się w Polsce model definiowany niekiedy jako pęknięta egzekutywa. Wybierany w wyborach powszechnych i dysponujący silną legitymacją prezydent ma w stosunkach z parlamentem i rządem nadzwyczaj skromne kompetencje. Powstała sytuacja patowa: Polacy chcą wybierać głowę państwa bezpośrednio (świadczy o tym frekwencja - najwyższa właśnie w wypadku elekcji prezydenta), natomiast większość klasy politycznej jest zdecydowanie przeciwna systemowi prezydenckiemu.
Więcej możesz przeczytać w 18/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0