Egzamin z zabijania

Egzamin z zabijania

Dodano:   /  Zmieniono: 
Bundestag debatował właśnie nad wydawaniem zezwoleń na broń, gdy niedoszły maturzysta Robert Steinhäuser odbezpieczał automatyczny karabin
Tragedia w Erfurcie to największa szkolna zbrodnia w Europie
W toalecie gimnazjum w Erfurcie włożył maskę bojownika ninja, potem wszedł do pokoju nauczycielskiego. Po chwili rozległa się kanonada. "Na pomoc!" - napisał któryś z uczniów na kartce papieru i przykleił ją do szyby w klasie. Na pomoc było już jednak za późno. Zginęło trzynastu nauczycieli, dwoje uczniów, sekretarka i policjant. Morderca odebrał sobie życie.

Z dobrego domu
"Był inteligentny, dowcipny, interesował się polityką, zawsze lubił się znajdować w centrum uwagi" - scharakteryzowała zabójcę koleżanka Isabell Hartung. To jednak tylko część prawdy. Dziewiętnastoletni Steinhäuser wychował się w rozbitej rodzinie. Ojciec, szef działu w koncernie Siemensa, wyprowadził się z domu kilka lat temu. Matka pracuje w renomowanej klinice okulistycznej. Jak twierdzą koledzy, stosunki Steinhäusera z rodzicami były złe. Kiedy drugi raz nie dopuszczono go do matury, w jego głowie zrodził się plan szaleńczej zemsty.
Tragedia w Erfurcie jest największą zbrodnią w środowisku niemieckiej młodzieży, choć nie pierwszą. W czerwcu 1964 r. w Kolonii uczeń zaatakował nauczyciela i rówieśników miotaczem ognia. Spłonęło dziesięć osób. W listopadzie 1999 r. w Meissen piętnastolatek zabił nauczycielkę na oczach całej klasy. Zginęła od ciosów, które zadał dwoma nożami. W marcu 2000 r. w Branneburgu szesnastolatek wyrzucony z internatu zastrzelił wychowawcę. Chłopak przeżył po nieudanej próbie samobójstwa. W lutym 2002 r. były uczeń zabił dyrektora szkoły w Freising i dwóch współpracowników z firmy Deco-Pack w Eching. Wcześniej nie zdał egzaminu końcowego i został zwolniony z pracy. Po ataku wysadził się w powietrze na terenie szkoły...
Kilku dramatów uniknięto tylko dzięki przytomności rodziców i policji.
W Metten uczniowie dokonali już podziału zadań: dwóch miało urządzić w klasach krwawą łaźnię, a dla trzeciego przewidziana była rola snajpera na zewnątrz, by nikt żywy nie opuścił szkoły. Niedoszli sprawcy mieli po czternaście lat. Prokurator nakazał zatrzymanie chłopców po doniesieniu rodziców uczennicy, która opowiedziała o ich makabrycznych planach. Aresztowani przyznali, że nauczycielka i dyrektorka miały "zginąć w bólach", tak samo, jak kilkoro koleżanek i kolegów z innych klas.

Krótki kurs bezwzględności
Niemieccy pedagodzy od dawna mówią o wzroście przemocy wśród młodzieży. Hamburski psycholog Michael Grüner uważa jednak, że "uczniowie nie są częściej agresywni niż dawniej, lecz brutalniejsi". Badania środowiskowe potwierdzają obie te tendencje. Według ubiegłorocznego raportu instytutu Kids & Youth w Monachium, ofiarą napadu był co trzeci uczeń; spośród 1300 ankietowanych w wieku 6-19 lat aż 67 proc. spotkało się z fizyczną przemocą w szkole, a 40 proc. młodzieży doświadczyło tego osobiście. Wśród sprawców 81 proc. stanowią chłopcy. Zdaniem pedagogów, o większej brutalności młodzieży decydują przede wszystkim zaniedbania wychowawcze rodziców i media; rodzice mają coraz mniej czasu dla swych dzieci i ich problemów, a powstałą próżnię wypełnia wątpliwej jakości rozrywka. Jak obliczono, dzieci do trzynastego roku życia oglądają w telewizji około dziesięciu tysięcy morderstw.
Terapia narodowa
Opierając się tylko na badaniach środowiskowych, można by sądzić, że placówki oświaty są wylęgarniami kryminalistów; w drodze do szkoły następuje ponad 18 proc. napaści i prób wymuszania okupów "za spokój", 34 proc. aktów przemocy dokonywanych jest na szkolnych korytarzach, w toaletach i w klasach. W istocie sytuacja w szkołach odzwierciedla tylko zjawiska dotyczące całego społeczeństwa. Josef Kraus, szef Niemieckiego Związku Nauczycieli, zwraca uwagę na inny aspekt: to prawda, że młodzi ludzie coraz częściej zdani są na samych siebie, lecz osamotnieni są również pedagodzy. "Wiara, że nauczyciele mogą sami wpłynąć na obniżenie się brutalizacji życia młodych, jest utopijna" - uważa Kraus. Spadek przemocy można osiągnąć tylko przy współdziałaniu rodziców, pedagogów, polityków i działaczy społecznych.
Niemcy są w szoku. Flagi państwowe opuszczono do połowy masztów. Poniedziałkowe lekcje we wszystkich szkołach rozpoczynają się minutą ciszy. Erfurccy gimnazjaliści wrócą na zajęcia dopiero za kilka dni. Nad wejściem do ich szkoły wykuto sentencję "Ucz się, żeby żyć".

Więcej możesz przeczytać w 18/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0