Czekając na papieża

Czekając na papieża

Dodano:   /  Zmieniono: 
Wizyta Ojca Świętego będzie bardziej rodzinna i mniej dyplomatyczna niż poprzednie
Wracając z weekendowej pustelni, zajrzałem do klasztoru oo. Bernardynów w Kalwarii Zebrzydowskiej. Jeszcze trzydzieści lat temu, gdy byłem świeżo upieczonym krakauerem, Kalwarię Zebrzydowską myliłem z podwarszawską Górą Kalwarią. Upatrzywszy sobie jednak tę pierwszą na jedno z ulubionych miejsc pozamiejskiego pobytu, pozostałem wierny do dnia dzisiejszego klasztorowi i jego okolicom.
Zastanawia mnie, że franciszkanie gdziekolwiek się na świecie zagnieżdżą, wybierają okolice podobne do Asyżu. Łagodne łańcuchy wzgórz i gór. Kiedyś franciszkański klasztorek odkryłem pod wulkanami, na pofalowanym płaskowyżu w Amecameca w Meksyku. W pobliżu Rzymu, w San Elias, znajduje się sanktuarium polskich księży michaelitów. Sprowadzono ich dwadzieścia lat temu na miejsce niemieckich franciszkanów, którzy obumarli z powodu braku powołań. Z balkonu włoskiego klasztoru zakonników Michała Archanioła widać horacjańską górę Sorakte!
Kalwarię Zebrzydowską ma odwiedzić w czasie sierpniowego pobytu w Krakowie Jan Paweł II. Wydaje się, że będzie to ostatni etap krótkiej podróży papieża do Krakowa i okolic. Ponieważ wielu znajomych zwraca się do mnie, jak do chrześcijańskiej Pytii, z prośbą o skomentowanie charakteru letniej wizyty (niby dlatego, że odbyłem z Ojcem Świętym wiele duszpasterskich podróży dziennikarskich), wracając z weekendu, zastanawiałem się, co im odpowiadać.
Sierpniowa podróż jest zupełnie inna niż sto kilkadziesiąt innych pielgrzymek Jana Pawła II po świecie, nie wykluczając polskich. W Polsce wizyty papieża zawsze poprzedzały dysputy polityczne. Ateistyczne władze starały się o moralne alibi wobec katolickiego społeczeństwa. Wszelcy opozycjoniści dzielili się w czasach Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej na tych, którzy byli przeciwni przyjazdowi papieża, bo będzie to oznaczać moralne sankcjonowanie "komuchów", i na tych, którzy żywili nadzieję, że papież utrze "komuchom" nosa. Potem każdy z kolejnych rządów też liczył na moralne wsparcie Ojca Świętego. Ale największą grupą oczekujących byli zawsze zwykli wierni, odbierający wizyty w kategoriach i patriotycznych, i religijnych. Chcieliśmy się modlić z naszym papieżem.
Umizgi władz, głównie totalitarnych, do biskupa Rzymu nie były typowo polskim zjawiskiem. Dyktator Filipin Ferdinand Marcos w roku 1981 został zmuszony do odwołania stanu wyjątkowego w państwie, ponieważ taki był warunek przylotu Jana Pawła II. Dyktatorski reżim "chrześcijańsko-marksistowski" w Nikaragui dawno zakończył swój żywot po burzliwej wizycie Jana Pawła II. Dawne Chile to już nie dzisiejsze Chile. Tylko Castro jest ten sam - o ile jeszcze wie, kim jest. Inaczej bywało w krajach muzułmańskich
- na przykład w Egipcie. Tu znaczącą rolę odgrywały względy ekumeniczne, a nie polityczne. Na przywitanie Jana Pawła II w Kairze (w roku 2000) orkiestra gwardii prezydenckiej odegrała na lotnisku kompletnie neutralne melodie: arię z opery "Aida" i "Nad pięknym, modrym Dunajem" .
W demokratycznych krajach wizyty nie mają politycznego znaczenia, ponieważ rządzą tam społeczeństwa, a nie "namaszczone jednostki". Tak powinno być teraz i u nas. Śmiem więc mniemać, że tegoroczna wizyta Ojca Świętego będzie jeszcze bardziej rodzinno-kościelna, rodzinno-polska i mniej dyplomatyczna niż wszystkie poprzednie pielgrzymki papieża do ojczyzny. Będzie to wizyta mistyczna, zważywszy znaczenie Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach i Sanktuarium Maryjnego w Kalwarii Zebrzydowskiej, do którego małego Karola Wojtyłę zaprowadził w pierwszej połowie XX wieku jego ojciec. n

Więcej możesz przeczytać w 18/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0