Teatr Wojska Polskiego

Teatr Wojska Polskiego

Dodano:   /  Zmieniono: 2
Tradycje polskiego oręża wymienia ośmiu na dziesięciu Polaków pytanych, z czego jako naród powinniśmy być dumni
Nie chcemy łożyć na armię, a bronić mają nas sojusznicy 

Od lat zaufanie do wojska jako instytucji ma (według badań CBOS i OBOP) 70-80 proc. obywateli. Jednocześnie posiadanie sprawnej armii uważamy raczej za niepotrzebny luksus. Dodatkowych funduszy dla wojska domaga się jedynie 8 proc. obywateli - o wiele ważniejsze jest dotowanie nie tylko służby zdrowia czy edukacji, ale też rolnictwa i górnictwa (30-40 proc. wskazań).

Dobra zła tradycja
Druga Rzeczpospolita, do której od dwunastu lat odwołują się nasi politycy ze wszystkich obozów, obronność kraju stawiała na jednym z pierwszych miejsc. Wydatki wojskowe, sięgające w niektórych latach nawet jednej piątej budżetu, uzupełniano licznymi zbiórkami publicznymi. Mniej chwalebny był sposób gospodarowania tymi środkami - choćby fundowanie armii flotylli bombowców Łoś. Nie sposób jednak nie przyznać, że do roku 1935 Polska dzięki ogromnemu wysiłkowi utrzymywała swe siły zbrojne na poziomie porównywalnym z armiami potężnych sąsiadów.
Jeśli w ogóle można mówić o nawiązywaniu przez III RP do przedwojennych tradycji, to dotyczy to wyłącznie niefrasobliwości w planowaniu wojskowych wydatków i lekceważenia tego, co na temat wymogów współczesnej wojny mówią prace studyjne. W 1939 r., jeszcze kilka miesięcy przed pewną już wojną, Polska sprzedawała Rumunii i Bułgarii swoje najlepsze myśliwce P-24, podczas gdy armia musiała się zadowolić przestarzałymi P-11. Generał Ludomił Rayski, dowódca lotnictwa, za próby zwrócenia uwagi zwierzchników na rolę lotnictwa w zbliżającej się wojnie został w końcu w marcu 1939 r. zdjęty ze stanowiska. Z odpowiedzialnymi za te decyzje śmiało mogą iść w zawody dzisiejsi urzędnicy MON, którzy skorzystali z okazji do zrobienia interesu i sprzedali wszystkie najnowocześniejsze polskie bojowe wozy piechoty BWP-2. Tę transakcję przeprowadzono w całkowicie odmiennej sytuacji międzynarodowej, ale cechuje ją podobny stopień troski o obronność kraju. Przetarg na kołowy transporter piechoty mogący zastąpić sprzedane BWP-2 daleki jest od rozstrzygnięcia. Z niewiadomych przyczyn największym zdecydowaniem MON wykazało się podczas starań o zakup samobieżnej haubicy, broni, która - zdaniem analityków - nie jest polskiemu wojsku najbardziej potrzebna.
Po roku 1918 odtwarzane Wojsko Polskie znalazło się od razu w ogniu walki, która stanowiła najlepszą weryfikację wartości. Mimo to po zakończeniu wojny przeprowadzono staranną selekcję, zwalniając ponad dziesięć tysięcy oficerów uznanych za najmniej wartościowych. Po odzyskaniu niepodległości w 1989 r. nie podjęto w tym kierunku najmniejszych wysiłków. Przeciwnie, stara generalicja ugruntowała swą pozycję i łatwo obroniła się przed nielicznymi próbami nominowania na istotne stanowiska oficerów bez dyplomów z Moskwy.
Selekcja w polskim wojsku nadal ma negatywny charakter. Z wojska odchodzą - ze względów materialnych - oficerowie młodzi, znający języki obce, specjaliści po wojskowych wyższych uczelniach, czyli ci, którzy radzą sobie w cywilu. Zostają nieudacznicy i oficerowie chronieni przez stare układy. Sam fakt, że Wojsko Polskie nie jest w stanie znaleźć oficerów przygotowanych do zadań łącznikowych w NATO, świadczy najlepiej, iż hasło "nie matura, lecz chęć szczera..." niewiele straciło na aktualności.

Bezpieczni bez granic
Alarmujące fakty nie docierają do polskiego społeczeństwa. Wojsko nie budzi emocji, nikt nie domaga się od polityków działania na rzecz umacniania narodowego bezpieczeństwa, suwerenności czy wywiązywania się z naszych zobowiązań wobec NATO. To, że Polak wymienia wojsko jako jedną z instytucji, które darzy największym zaufaniem, jest już tylko pustym gestem bez znaczenia, czego boleśnie doświadczył w swych staraniach o prezydenturę generał Tadeusz Wilecki. Czujemy się jak w starej piosence - "bezpieczni bez granic", a w razie czego liczymy na potężnych sojuszników. Sojusznicy wprawdzie nie obiecywali nas wyręczyć w obronie Polski, tylko przyjść z pomocą w ciągu 48 godzin od ataku, jeśli oczywiście przez ten czas utrzymamy bazy niezbędne do lądowania wojsk NATO.
Opinii publicznej nie interesują nawet afery związane z zakupami dla wojska. W II RP udział późniejszego marszałka Spychalskiego w skandalu z zakupem dla wojska zleżałych masek przeciwgazowych spowodował obłożenie go całkowitą anatemą - do tego stopnia, że skorumpowany oficer nie miał innego wyjścia niż zadać się z komunistami. Dziś społeczeństwo poświęca podobnym sprawom niewiele uwagi. Nawet groteskowy helikopterowy pościg za byłym doradcą wiceministra obrony wzbudził zainteresowanie nieporównanie mniejsze niż obelgi miotane przez Andrzeja Leppera. Zupełnie zaś nie cieszą się zainteresowaniem sprawy ośmieszające Polskę w oczach sojuszników, jeśli nie ma w nich wątku korupcyjnego. Kompromitacja z wysłaniem polskich sił "szybkiego reagowania" do Kosowa, kiedy to ministerstwo zapomniało, że nie mamy z Kosowem wspólnej granicy, została ledwie odnotowana. Dwa miesiące później polskie jednostki wybierające się na manewry NATO do Niemiec zostały zawrócone z granicy, bo polskie ministerstwo zapomniało o przesłaniu sąsiadom zwyczajowych dokumentów.

Komandosi z Puszczy Kampinoskiej
Wprawdzie polskiemu wstąpieniu do NATO towarzyszyły głośne i jednomyślne zapewnienia o wielkiej wadze tego wydarzenia, ale ani ogół Polaków, ani polityczne elity nie wydają się traktować naszej obecności w sojuszu poważnie. Próby nawet symbolicznego zaznaczenia tej obecności kończą się nieodmiennie groteską i owocują stawianymi bez żenady retorycznymi pytaniami "kto za to zapłaci?", "czy nas stać?" i "co nam do tego?". Świadomość, że nasza wiarygodność w sojuszu to żywotny interes kraju, o którym nie wolno myśleć w kategoriach wydatków, jest Polakom głęboko obca. Informując o pobycie żołnierzy Gromu w Afganistanie, wszystkie media na pierwszy plan wysuwają zapewnienia, że Polacy są z dala od terenów walk i nic im nie grozi. Trudno w tej sytuacji nie zapytać, dlaczego nie wyznaczono naszym komandosom obozu w Puszczy Kampinoskiej - byliby tam jeszcze bezpieczniejsi przy znacznie mniejszych kosztach.
Myślenie o wojsku wyłącznie w kategoriach ekonomicznych i lekceważenie dalekosiężnych celów bezpieczeństwa narodowego legły u podłoża skandalu, jakim jest wlokący się latami przetarg na samolot wielozadaniowy. Podporządkowanie interesu politycznego, który jednoznacznie wskazuje na samoloty amerykańskie, perspektywie zyskania kilkuset miejsc pracy obiecywanych przez europejskie konsorcjum to już coś gorszego niż polityczna krótkowzroczność.

Zmiana warty zamiast zmiany strategii
Polskie lekceważenie spraw bezpieczeństwa narodowego dobitnie ujawniają liczby. W ubiegłym roku wydaliśmy na siły zbrojne 79 dolarów w przeliczeniu na mieszkańca, podczas gdy Czechy i Węgry ponad 100, a Portugalia, Grecja i Turcja - ponad 200. Przeznaczone w tym roku na wojsko 1,9 proc. budżetu to najmniej od roku 1989. Aż 40 proc. z tego pójdzie na wynagrodzenia dla kadry i administracji, a 36 proc. na koszty eksploatacji, remontów i szkolenia. W tej sytuacji trudno się dziwić, że stać nas zaledwie na sto kilkanaście czołgów PT 91 Twardy, które jako jedyne wytrzymują porównanie z wozami NATO.
8 maja będziemy świętować zwycięstwo w II wojnie światowej. Przemaszeruje kompania honorowa, przed Grobem Nieznanego Żołnierza staną warty poszczególnych rodzajów sił zbrojnych.
Ponownie przypomnimy sobie o armii 15 sierpnia - w Dniu Wojska Polskiego. Znowu przemaszeruje kompania honorowa, zmienią się warty, oficerowie dostaną nominacje. Wniosek z tego taki, że w Polsce zainteresowanie armią zaczyna się i kończy na odgrywaniu i oglądaniu rutynowych spektakli przed Grobem Nieznanego Żołnierza.

Przegląd generałów
Na początku istnienia II Rzeczypospolitej marszałek Józef Piłsudski ocenił najwyższych dowódców Wojska Polskiego. Późniejsze ich losy dowodzą, że praktycznie w żadnym wypadku marszałek się nie pomylił. II Rzeczpospolita miała dowódców nie ustępujących generałom najnowocześniejszych armii w Europie. Wielu z nich sprawdziło się potem na frontach II wojny światowej. Dowódcy, którzy w ekspresowym tempie awansowali, walcząc u boku Armii Czerwonej, niczym szczególnym się nie wyróżnili. Po II wojnie światowej w Ludowym Wojsku Polskim nie pojawił się żaden generał, którego umiejętności byłyby porównywalne z dowódcami zachodnich wojsk. Generałowie III RP dopiero po wstąpieniu Polski do NATO zyskali możliwość kształcenia się w najlepszych akademiach. O ich umiejętnościach trudno jeszcze coś powiedzieć.
Generałowie II Rzeczpospolitej
  • Edward Rydz-Śmigły
  • Tadeusz Rozwadowski
  • Lucjan Żeligowski
  • Wacław Stachiewicz
  • Władysław Sikorski
  • Bolesław Wieniawa-Długoszowski
  • Juliusz Rómmel
  • Felicjan Sławoj-Składkowski
Generałowie Ludowego Wojska Polskiego
  • Karol Świerczewski
  • Marian Spychalski
  • Piotr Jaroszewicz
  • Mieczysław Moczar
  • Wojciech Jaruzelski
  • Czesław Kiszczak
  • Florian Siwicki
  • Józef Baryła
Generałowie III Rzeczpospolitej
  • Tadeusz Wilecki
  • Leon Komornicki
  • Piotr Kołodziejczyk
  • Henryk Szumski
  • Czesław Piątas
Więcej możesz przeczytać w 19/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 2