Z życia opozycji

Z życia opozycji

Dodano:   /  Zmieniono: 
  • Jak co roku warszawska elita bawiła się na charytatywnym Balu Dziennikarza. Wiele się tam działo niezwykłych rzeczy. Najbardziej niezwykły był retoryczny pojedynek Jana Marii Rokity (PO) z Lechem Nikolskim (SLD). Niezwykłość tego wydarzenia polegała na tym, że wyszczekany przecież Rokita ględził i nudził jak, nie przymierzając, Jan Olszewski. I zamiast komunistów Rokita wykończył publikę.
  • Trzeba przyznać, że na balu pojawili się także inni weterani przynudzania, zdecydowanie górujący w tej konkurencji nad Rokitą. W pewnej chwili na przykład wzrok nasz zetknął się z mądrym, głębokim i pełnym troski spojrzeniem Jana Króla (UW). W pierwszej chwili nas sparaliżowało, ale jakoś zdołaliśmy czmychnąć.
  • Inny unita chodził po balu i wybrzydzał. "No nie! Co za towarzystwo! Ciągle natykam się na Olechowskiego..." - wydymał pogardliwie wargi. Skwapliwie wysłuchaliśmy tych jęków, a potem wszystko powtórzyliśmy organizatorce imprezy, dziennikarce "Gazety Wyborczej". "Co za bezczelność! - ryknęła. - Z litości dostał zaproszenie i jeszcze narzeka". Ech, śmiechu było co niemiara.
  • Co innego Krzysztof Piesiewicz! Senator, którego w filmie biograficznym koniecznie powinien zagrać Leslie Nielsen, stanął na czele Ruchu Społecznego. A nie chciał. Eresowcy musieli go długo przekonywać. Czynili to z zapałem, bowiem - ich zdaniem - tylko Piesiewicz z powrotem wprowadzi partię w świat wielkiej polityki. Jezu, czy ci ludzie mają choćby śladowy kontakt z rzeczywistością?
  • Przez wiele miesięcy Nielsen - to jest, przepraszamy, Piesiewicz - pracował nad swym fundamentalnym dziełem: konstytucją ideową politycznego centrum. Z grubsza chodzi w niej o to, że politycy powinni być porządni. "To są oczywistości, ale trzeba je było spisać i zdefiniować" - stwierdził Piesiewicz i nawet jeden muskuł nie drgnął na jego twarzy. Jak rany, ten facet marnował się przy tych poważnych filmach. Toż to mistrz komedii!
  • Nadszedł czas rozstań. Ostatecznie żegnamy się z AWS. Niestety, RS stwierdził, że nie chce być już dalej AWS i wywalił drugą część nazwy na śmietnik historii. Sprytne. Teraz już na pewno będą na was głosować.
  • Żegnamy się też z Mieczysławem Janowskim, który do tej pory kierował eresem. Pewnie więcej o nim nie usłyszymy. Cóż, trzeba przyznać, że facet nie był zbyt charyzmatyczny. Ale trzeba mu przyznać, że przynajmniej nie gadał głupot na konferencjach prasowych.
  • Konstytucją Nielsena i ofertami zjednoczeniowymi nie zainteresowały się - niestety - najpoważniejsze ugrupowania prawicy: PiS i PO, które wolą gruchać tylko we dwoje. Co za brak poczucia humoru!
  • Zainteresował się za to SKL-Coś Tam Jeszcze. Ustami swego prezesa, znanego z rubaszności Artura Balazsa, stwierdził, że propozycje RS "to pozytywny sygnał do konsolidacji centroprawicy". Żywo zareagowała także Unia Wolności. Oraz inne mikroby.
  • Samoobrona dostała kopa. W górę. Chce na nią głosować 15 procent Polaków. A upały jeszcze przed nami.
Więcej możesz przeczytać w 19/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0