Polska Dolina Krzemowa?

Polska Dolina Krzemowa?

Dodano:   /  Zmieniono: 
Nadchodzi czas, by na Śląsku zainwestowały koncerny komputerowe
Już za dziesięć lat możemy się stać potentatem w dziedzinie technologii informatycznych

Po dziesięciu latach funkcjonowania w Polsce wolnego rynku nie mamy ani nowoczesnego, łatwo identyfikowanego produktu eksportowego, ani podbijającej świat technologii (prace nad tzw. niebieskim laserem są nadal w powijakach), ani żadnej strategicznej koncepcji rozwoju nowoczesnych dziedzin kształcenia na wyższych uczelniach, szczególnie informatyki. Dziwi to zwłaszcza dlatego, że Polska należy do ekskluzywnego grona kilku krajów (obok Indii, Izraela, Rosji czy Pakistanu), gdzie w nauczaniu informatyki nacisk kładzie się na jej matematyczne podstawy, strukturę logiczną, programowanie i algorytmizację. A na specjalistów tego rodzaju jest na świecie ogromny popyt, na przykład kilkakrotnie wyższy niż na informatyków aplikacyjnych, czyli obsługujących sieci, zarządzających systemami czy wdrażających konkretne programy.

Trzecia fala
W Stanach Zjednoczonych brakuje ok. 350 tys. informatyków, w Niemczech - 75 tys., w Wielkiej Brytanii - 80 tys., we Francji - 70 tys. oraz po 60 tys. we Włoszech i w Holandii. Tymczasem w Polsce co roku uczelnie opuszcza ponad 3 tys. absolwentów różnych specjalności informatycznych i pokrewnych (3018 - według danych na koniec 1998 r.). To ogromny potencjał. Gdyby zainwestować w kształcenie informatyków dwu-, trzykrotnie wyższe środki niż obecnie, moglibyśmy bez problemu kształcić 10 tys. informatyków rocznie. Nie tylko łatwo znaleźliby oni pracę w Europie i USA, ale mogliby także - w ciągu najbliższej dekady - zbudować w Polsce europejski odpowiednik kalifornijskiej Doliny Krzemowej.
- Informatyka, telekomunikacja i nowe media są kołem zamachowym nowoczesnej gospodarki - mówi Tomasz Sielicki, prezes ComputerLand SA. Przykład należałoby brać z Irlandii, która przez lata była źródłem wykwalifikowanej kadry dla rynku amerykańskiego, a obecnie wielu z tych ludzi założyło firmy w rodzinnym kraju. Irlandia stała się jednym z najważniejszych centrów hi-tech w Europie, w tym ważnym ośrodkiem technologii komputerowych i informatycznych. Powód jest prosty: na początku lat 70. kraj ten zaczął inwestować w edukację, zaś od początku lat 80. w nowoczesne kierunki kształcenia. Dziś Irlandia jest jedynym europejskim krajem, w którym przez całe lata 90. wskaźnik wzrostu przekraczał 6 proc. rocznie (nadwyżka handlowa wyniosła w ubiegłym roku równowartość 23 mld euro). - Poważne dofinansowywanie edukacji przez kolejne rządy od początku lat 70. - niezależnie od opcji politycznej - to jedna z istotnych przyczyn irlandzkiego cudu gospodarczego - mówi Patrick McCabe, ambasador Irlandii w Polsce. - Na ten cel przeznaczamy 13,5 proc. wszystkich wydatków publicznych. Już 32 proc. osób w wieku 18-21 lat uczy się na wyższych uczelniach. Aż 57 proc. absolwentów szkół wyższych to specjaliści w dziedzinie informatyki, biznesu i nauk ścisłych.

Polskie atuty
Paradoksalnie, Polska ma więcej atutów niż Irlandia, by w krótkim czasie zbudować co najmniej jeden liczący się w Europie ośrodek technologii informatycznych, komputerowych i multimedialnych. Przede wszystkim mamy kilka renomowanych ośrodków kształcenia w tych dziedzinach, m.in. na politechnikach we Wrocławiu, Poznaniu, Gdańsku, Gliwicach, Warszawie i Krakowie, na uniwersytetach w Warszawie i Wrocławiu, w Wojskowej Akademii Technicznej. Do tego doszły w ostatnich latach dynamicznie rozwijające się uczelnie niepubliczne, na przykład Polsko-Japońska Wyższa Szkoła Technik Komputerowych w Warszawie czy Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Bielsku-Białej.
- Na Zachodzie studentów uczy się raczej czytania instrukcji obsługi, natomiast w naszych programach położyliśmy większy nacisk na samodzielne myślenie. Pracodawcy mówią nam, że nie chcą "wyspecjalizowanych" fachowców, lecz ludzi umiejących rozwiązywać problemy. Dlatego nasi informatycy są tak rozchwytywani na Zachodzie. Mają dobre przygotowanie podstawowe, a nauczenie się instrukcji nie jest trudne - mówi prof. Jerzy Świątek, prorektor ds. nauki na Politechnice Wrocławskiej.
- Nasze programy nauczania informatyki nie ustępują w niczym programom najlepszych uczelni światowych. To samo dotyczy kadry naukowo-dydaktycznej i wyposażenia specjalistycznych laboratoriów. Absolwenci są zatem przygotowani do pracy w każdym miejscu. Najlepsi z nich uzyskują w Polsce wynagrodzenia porównywalne z zachodnimi - ocenia prof. Jan Węglarz, dyrektor Instytutu Informatyki Politechniki Poznańskiej.
Oprócz dobrych ośrodków i programów kształcenia w kilku regionach, na przykład na Śląsku, w Trójmieście, Małopolsce, Wielkopolsce czy w Warszawie, mamy też odpowiednią infrastrukturę (dużo szkół wyższych, sieci telekomunikacyjne, energetyczne i komunikacyjne), by zachęcić do inwestowania osoby wiążące swą przyszłość z technologiami informatycznymi i multimediami.

Przed wielkim skokiem
Polskie szkoły wyższe - ze względów finansowych - mogą kształcić w zakresie nowych technologii informatycznych ledwie piątą część chętnych. Inną barierą jest brak odpowiednio licznych i dobrze przygotowanych kadr. W Polsce w ciągu ostatnich dziesięciu lat obroniono zaledwie 107 prac doktorskich w tej dziedzinie, podczas gdy na przykład w Niemczech tylko w 1997 r. przyznano 384 doktoraty z zakresu informatyki. Szacuje się, że na świecie koszt wykształcenia dobrego informatyka wynosi nawet 200 tys. USD. W Polsce mógłby on być dwu-, czterokrotnie niższy, co byłoby naszym kolejnym atutem. Brakujących nauczycieli akademickich i ekspertów moglibyśmy sprowadzić z Rosji, Indii, Pakistanu, Korei, Indonezji czy nawet Tajwanu. Jeśli wykształcimy odpowiednią liczbę fachowców, wielu z nich założy własne firmy, powstanie naturalna konkurencja małych spółek, rywalizacja o pomysły i poszczególne segmenty rynku. Tak powstawała Dolina Krzemowa w Kalifornii i Nevadzie. Wykwalifikowani fachowcy przyciągną też zagranicznych inwestorów. Wystarczy, by państwo stworzyło im sprzyjające warunki do inwestowania, obniżając lub likwidując podatek CIT (również dla polskich przedsiębiorców), a także zmniejszając cła i socjalne obciążenia płac. Spełniając te warunki, za dziesięć lat moglibyśmy z powodzeniem rywalizować z Irlandią, a za lat 20 stać się konkurentem dla Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii i Włoch.

Wyjazdy i powroty
Eksperci Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji obawiają się drenażu mózgów - emigracji wykształconych u nas specjalistów do Europy Zachodniej i USA. Tym bardziej że kanclerz Niemiec Gerhard Schröder zapowiedział działania, których efektem ma być sprowadzenie do Niemiec kilkudziesięciu tysięcy informatyków (głównie z Polski i innych krajów regionu). Przewiduje się, że zabrakłoby wówczas fachowców zajmujących się projektowaniem i wdrażaniem systemów informatycznych, wzrosłyby też pensje informatyków, którzy pozostaliby w Polsce. To podniosłoby z kolei koszt pracy i zmniejszyło konkurencyjność polskiego sektora teleinformatycznego. Podobne obawy żywili kilkanaście lat temu Irlandczycy. Szybko się jednak okazało, że do wyjazdu skłonnych było nie więcej niż 25 proc. fachowców (w wypadku Irlandczyków nie istniała bariera językowa), a faktycznie wyjeżdżało jeszcze mniej. Najbardziej dynamiczni zaczynali inwestować w rodzinnym kraju już po dwóch latach pobytu za oceanem, a ci, którzy założyli własne firmy, najczęściej mieli biura i w Stanach Zjednoczonych, i w Irlandii.
- Jeśli za kilka lat emigranci wrócą, w dodatku z dużym doświadczeniem i wiedzą, będą implementować w Polsce nowe technologie. Staną się siłą napędową i sprawczą nowych inwestycji w sferze informatyki - przewiduje prof. Józef Woźniak, dziekan Wydziału Elektroniki, Telekomunikacji i Informatyki Politechniki Gdańskiej. - Firmy softwarowe mogą działać wszędzie - tłumaczy prof. Leszek Pacholski, dyrektor Instytutu Informatyki Uniwersytetu Wrocławskiego. - Jeden z moich studentów otrzymał duży kontrakt z Monachium i błyskawicznie rozbudowuje firmę. Będzie jednak pracował w Polsce. Jeśli wykształcimy tylu informatyków, by wytworzyła się "masa krytyczna", wówczas także duże firmy, na przykład Intel czy Microsoft, będą widziały sens w otwieraniu w Polsce swoich filii.

Czas Śląska?
Nie wiadomo jeszcze, gdzie powstanie polska Dolina Krzemowa. Najwięcej atutów zdaje się mieć Górny Śląsk. W regionie tym wytwarza się ponad 14 proc. PKB Polski, a znacząca część eksportu to produkty wysoko przetworzone. W regionie znajduje się 25 szkół wyższych oraz 13 filii i wydziałów zamiejscowych. Łącznie kształcą one ponad 150 tys. studentów. Od roku akademickiego 1990/1991 liczba ta wzrosła prawie dwukrotnie. Śląsk ma też znacznie większe niż inne regiony szanse przyciągnięcia funduszy inwestycyjnych Unii Europejskiej, Banku Światowego czy Europejskiego Banku Inwestycyjnego. Instytucje te premiują po prostu regiony, których rozwój połączony jest z głęboką restrukturyzacją tradycyjnego przemysłu. Łatwiej jest wówczas uzyskać kredyty, a także bezzwrotną pomoc na inwestycje edukacyjne, ochronę środowiska oraz nowoczesne technologie. Wzorem dla restrukturyzacji Śląska mogłoby być Zagłębie Ruhry w Niemczech.
- Przykład Zagłębia Ruhry, a także podobnych ośrodków przemysłowych we Francji, Wielkiej Brytanii, a zwłaszcza w USA, wskazuje, że przekształcenie regionów zdominowanych przez ciężki przemysł jest możliwe, a nawet nieuniknione na pewnym poziomie cywilizacyjnego rozwoju - mówi Marek Kempski, wojewoda śląski. Kempski przewiduje, że już wkrótce Śląsk nie będzie eksportował siły roboczej, lecz może się stać pośrednikiem w wielkiej wymianie handlowej i technologicznej.

Microsoft i inni
W promieniu 600 km od Górnego Śląska położonych jest sześć stolic państw europejskich. W regionie znajdują się cztery lotniska, w tym jedno międzynarodowe. Komunikacja kolejowa pozwala na bezpośrednią wymianę handlową z Pragą, Bratysławą, Budapesztem, Berlinem, Dreznem, Lwowem i Kijowem. Największe w Polsce zagęszczenie sieci kolejowej (22 km na km2) pozwala na dotarcie do wszystkich 55 miast regionu, a nawet każdego przysiółka, gdzie można wybudować zarówno kolejną fabrykę samochodów, jak i rodzinny zakład składający tanie komputery.
Na Śląsk dociera szerokotorowa linia kolejowa (LHS), kiedyś symbolizująca uzależnienie od ZSRR, a dzisiaj mogąca się stać najtańszym kanałem przewozowym łączącym kraje Unii Europejskiej z wielkim rynkiem zbytu, jakim zawsze będzie Rosja i pozostałe kraje WNP. Przez Śląsk przebiegają główne szlaki komunikacji drogowej z zachodu na wschód i z północy na południe. Sieć dróg (najwyższy wskaźnik zagęszczenia w Polsce - 180 km na km2) pozwala na dotarcie do najdalszego zakątka województwa. To także dzięki infrastrukturze komunikacyjnej region stał się dynamicznym ośrodkiem naukowym. - Priorytetem województwa śląskiego jest kształcenie młodzieży i rozwój nauki. Ranga śląskich uczelni, na przykład Politechniki Śląskiej i Uniwersytetu Śląskiego, dowodzi, że przyszłość Śląska jako europejskiej Krzemowej Doliny może być całkiem realna - tłumaczy Marek Kempski.
Ślązacy uważają, że w regionie warto inwestować. Wydane na szkolenia i kształcenie 100 mln euro z funduszy pomocowych UE umożliwiło utworzenie prawie 100 tys. nowych miejsc pracy, głównie w otoczeniu biznesu. Utworzenie Katowickiej Strefy Ekonomicznej zmieniło klimat wokół regionu. Pojawiło się tam ponad 3 tys. spółek z udziałem kapitału zagranicznego, w tym 150 firm, w których ten kapitał jest dominujący. W efekcie w strukturze produkcji i eksportu wyroby wysoko przetworzone zajmują już 10 proc., a usługi stanowią 26 proc. przychodu sektora przedsiębiorstw. Na Śląsku zdecydowały się też zainwestować takie giganty, jak General Motors, Fiat, Isuzu, Delphi czy Saint-Gobain. Teraz nadchodzi czas, by zainwestowały firmy komputerowe i teleinformatyczne, na przykład Microsoft, IBM, Intel, Cisco Systems, MCI Worldcom czy Lucent Technologies. Przy nich rozkwitnie rodzimy biznes informatyczny, a jego ekspansji nic już nie zatrzyma. - Już dziś kilka zachodnich firm interesuje się możliwościami stworzenia na Śląsku "ferm technologicznych", które mogłyby się stać zaczątkiem przemysłu teleinformatycznego - mówi prof. Stanisław Kozielski, dziekan Wydziału Automatyki, Elektroniki i Informatyki Politechniki Śląskiej.


Więcej możesz przeczytać w 17/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0