Skok do raju

Skok do raju

Dodano:   /  Zmieniono: 
Specjalne strefy ekonomiczne (SSE) przypominają dziś nieco sklepy Peweksu z lat PRL. - Są enklawami normalności w nienormalnym otoczeniu gospodarczym - twierdzi Krzysztof Borusowski, wykładowca Harvard Bussines School.
Polska drugą Irlandią? Dlaczego nie?


W strefach przedsiębiorcy mogą kupić grunty pod fabryki po okazyjnych cenach, a także liczyć na wsparcie gmin przy staraniach o zezwolenia i koncesje. Inwestujące w nich firmy zostały zwolnione z podatku dochodowego od osób prawnych (CIT) na dziesięć lat, a przez kolejną dekadę miały płacić tylko połowę należności. "Bardzo nam się spodobało to, że nie trzeba płacić podatków, dlatego nowe zakłady produkcyjne otwieraliśmy właśnie w strefach" - przyznają w oficjalnej historii firmy szefowie Atlasa, największego w Polsce producenta chemii budowlanej. Według Ministerstwa Gospodarki, wartość ulg udzielonych inwestorom, którzy uzyskali zezwolenie na działalność w 14 SSE (zajmujących zaledwie 2 tys. ha), wyniosła w latach 1998-2000 ponad 350 mln zł.

Jedna za wszystkie
- Rząd, powołując specjalne strefy gospodarcze w 1994 r., wiedział, co jest potrzebne, by firmy mogły się rozwijać. Dlaczego więc warunków, jakie tam stworzono, nie rozszerzyć na cały kraj? - pyta Krzysztof Dzierżawski z Centrum im. Adama Smitha. Ulgi podatkowe pozwoliły ponad 700 firmom działającym w strefach obniżyć koszty produkcji, czyli zwiększyć konkurencyjność swych wyrobów na rynku. W niekorzystnej sytuacji znalazły się jednak dziesiątki tysięcy biznesmenów, którzy płacą CIT według stawki 28 proc. albo podatek dochodowy od osób fizycznych (19 proc., 30 proc. lub 40 proc.). Do utworzenia obejmującej całą Polskę "specjalnej strefy ekonomicznej" zachęcał w sierpniu 2001 r. amerykański ekonomista Richard W. Rahn, przewodniczący Prosperity Institute w Waszyngtonie i szef rady nadzorczej Novecon Financial. Do końca 2001 r. w SSE, czyli na terenach zagrożonych bezrobociem, inwestorzy ulokowali
9,7 mld zł i stworzyli ponad 50 tys. nowych miejsc pracy. - Gdyby wszystkie przedsiębiorstwa działały na takich warunkach, jakie stworzono w SSE, gospodarka dostałaby po prostu ogromnego kopa rozwojowego - przekonuje Jerzy Małkowski, ekspert BCC.

Wyjść przed orkiestrę
- Nie możemy konkurować z Czechami czy Węgrami pod względem rozwoju infrastruktury i nowych technologii. Koszty pracy są tam 15-20 proc. niższe niż w Polsce - twierdzi Adam Pawłowicz, były prezes Państwowej Agencji Inwestycji Zagranicznych. W 2001 r. napłynęło nad Wisłę 7,1 mld USD bezpośrednich inwestycji zagranicznych (o 30 proc. mniej niż rok wcześniej), w tym roku można liczyć tylko na 6 mld USD. - Dlatego najważniejszą decyzją, konstytuującą SSE Polska, powinna być radykalna obniżka CIT do 16 proc. i wprowadzenie takiego samego podatku liniowego od dochodów osobistych (PIT) - proponuje Krzysztof Rybiński, główny ekonomista BZ WBK. Ministerstwo Finansów planuje wprawdzie obniżenie w 2003 r. CIT z 28 proc. do 24 proc., a w 2004 r. do 22 proc., lecz nawet wówczas nie będą to stawki zdecydowanie odbiegające od podatków w krajach wysoko rozwiniętych. - W dobie globalnej konkurencji po-trzebujemy czegoś bardziej wyrazistego, co zwróci na Polskę uwagę świata - mówi Zyta Gilowska, posłanka PO. Zrozumiała to choćby Estonia, uznawana za najbardziej konkurencyjną gospodarkę naszego regionu. Bałtycka republika pierwsza (w 1992 r.) wprowadziła liniowy PIT w wysokości 26 proc., a od trzech lat obywa się bez podatku dochodowego od firm!



Życie bez CIT
Pomysł obniżenia podatków, gdy dziura budżetowa sięga 40 mld zł, wydaje się szalony niektórym ekonomistom związanym z rządem. - Argument, że podatki można obniżać dopiero po uzyskaniu nadwyżki budżetowej, jest nie do przyjęcia. W Polsce 80 proc. przepływów kapitałowych przechodzi przez ręce państwa - takiej nadwyżki nie da się uzyskać - przekonuje Borusowski. Zresztą, zmniejszenie podatków dochodowych ma w znacznej mierze charakter samofinansujący. Rozwijające się firmy zwiększyłyby zapewne zatrudnienie, zdejmując z barków państwa brzemię pomocy dla 3 mln bezrobotnych. Byłaby to również zachęta dla biznesu do wyjścia z szarej strefy, szacowanej na 20-30 proc. polskiego PKB.
- Wyjątkowo szkodliwy CIT moglibyśmy nawet zawiesić na 10 lat lub po prostu zlikwidować - przekonuje Krzysztof Dzierżawski. W 2001 r. z CIT budżet uzyskał tylko 13 mld zł (9 proc. dochodów) i w tym roku wpływy będą równie niewielkie. Aby zrekompensować straty wynikłe z likwidacji tego podatku, wystarczy podwyższyć stawkę VAT o 2 punkty procentowe lub wprowadzić niewielki podatek obrotowy (według wyliczeń Marka Kaduczaka, profesora prawa europejskiego na Uniwersytecie Wrocławskim, wystarczyłaby stawka 3 proc.). Jeśli któregoś dnia, budząc się, zauważylibyśmy, że możemy żyć bez CIT (lub choćby z istotnie mniejszym), może przyszłaby kolej także na PIT, VAT...

Dwie pieczenie na jednym ogniu
Dzięki rewolucji podatkowej przy okazji pozbylibyśmy się bólu głowy, jakiego przysparzają nam SSE w negocjacjach akcesyjnych z Unią Europejską. Zasady udzielania pomocy publicznej w naszych strefach były niezgodne z przepisami unijnymi, które dopuszczają pomoc publiczną dla firm jedynie w wysokości nie przekraczającej 50 proc. wartości inwestycji lub 65 proc. w wypadku małych i średnich podmiotów (według Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, w świetle układu stowarzyszeniowego polskie strefy od początku były nielegalne). Od początku 2001 r. podobne regulacje wprowadzono w Polsce, choć naszym negocjatorom najpewniej uda się wywalczyć w Brukseli pozostawienie stref i okresu przejściowego dla małych firm w dostosowaniu się do unijnych norm pomocy publicznej. Większe podmioty stracą jednak przywileje już z chwilą wejścia Polski do UE, choć inwestorom, którzy otwierali przed 2001 r. zakłady w strefach, rząd obiecał zachowanie zwolnień podatkowych aż do 2017 r. Trudno przypuszczać, że nie będą chcieli się ubiegać o sowitą rekompensatę. Tymczasem gordyjski węzeł specjalnych stref można przeciąć, likwidując je i fundując sobie w zamian swoisty raj podatkowy. Tak zrobiła Irlandia, która wchodząc do EWG, w odpowiedzi na naciski Brukseli domagającej się likwidacji strefy ekonomicznej w Shannon, zmniejszyła stawkę CIT z 40 proc. do 16 proc. (z zapowiedzią dalszej obniżki do 12,5 proc. w 2003 r.), zamieniając cały kraj w oazę dla obcego kapitału. Zwabione niskimi podatkami ściągnęły tam między innymi największe koncerny informatyczne (IBM, Intel, Microsoft), a Irlandia w ciągu dekady z rolniczego kraju stała się największym producentem oprogramowania komputerowego na świecie. W 2000 r. tempo wzrostu PKB wyniosło 9,6 proc., bezrobocie spadło do 4 proc., eksport sięgnął zaś 14 tys. USD na mieszkańca!
- Gdybyśmy zrobili podobnie, Unia Europejska nie mogłaby protestować, ponieważ preferencyjne warunki objęłyby na równi wszystkie podmioty i cały kraj - mówi prof. Kaduczak.


Jan Krzysztof Bielecki
dyrektor w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju
Jedna wielka specjalna strefa ekonomiczna to lepszy pomysł niż odgórne tworzenie enklaw prosperity. Polska musi poprawić swoją konkurencyjność, obniżając podatki i pozbywając się bagażu socjalnego ciążącego nad budżetem. W całej Europie czuję dziś wiatr zmian, sprzyjający takim krokom. Coraz więcej państw agresywnie obniża choćby podatek dochodowy od firm i to jest minimum tego, co powinniśmy uczynić.

Wojciech Bieńkowski
kierownik Zakładu Gospodarki Amerykańskiej Szkoły Głównej Handlowej
Zmiany w podatku od firm zmierzają w dobrym kierunku, lecz ostatnie plany resortu finansów dotyczące PIT to wielki błąd. Tylko w krajach, gdzie podatki są niskie, wzrasta wydajność pracy i aktywność gospodarcza obywateli, a tempo wzrostu PKB jest odpowiednio szybkie. Dlatego Polska powinna podążać za Hiszpanią, Portugalią, Wielką Brytanią, które coraz bardziej liberalizują swe gospodarki na wzór USA, odchodząc od modelu niemiecko-francuskiej biurokracji.


Podatki w dół
  • Irlandia
    Stawkę CIT obniżano systematycznie z 40 proc. w latach 80. do 10 proc. w tym roku (od początku 2003 r. wzrośnie do 12,5 proc.). Sukcesywnie zmniejszany jest podatek dochodowy od osób fizycznych (Irlandczycy płacą go według stawek 22 proc. i 44 proc.).
  • Portugalia
    Stawka CIT od 2000 r. wynosi 32 proc., a rząd zobowiązał się do jej redukcji
    w trakcie obecnej kadencji o 4 punkty. Małe firmy zamiast podatku od dochodów mogą odprowadzać podatek obrotowy w wysokości 1,5 proc., a nieco większe (o przychodach do 0,5 mln euro) płacą CIT według stawki 25 proc.
  • Wielka Brytania
    Rząd laburzystów obniżył podstawową stawkę podatku od firm do 30 proc. Nowo powstałe przedsiębiorstwa rozliczają się według stawki wynoszącej 10 proc., a po przekroczeniu 50 tys. funtów dochodów płacą 20 proc. (powyżej 300 tys. funtów według stawki standardowej).
  • Estonia
    Od 1992 r. liniowy podatek od dochodów wynosi
    26 proc. (stawka ulgowa to 10 proc.). Płacą go również osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą. Osoby prawne są zwolnione z CIT, jeśli zainwestują zysk w rozwój firmy. Niski jest w Estonii także VAT - występuje w trzech stawkach podstawowych: 0 proc., 5 proc. i 18 proc.
  • Hiszpania
    Rząd José Marii Aznara połączył reformę rynku pracy z podatkową. W 1999 r. zlikwidował kwotę wolną w podatku PIT, obniżając stawki średnio o 2-3 punkty.
    W 2001 r. najwyższa stawka zmalała z 56 proc. do 47 proc. Najniższa wynosi 15 proc.
  • Szwajcaria
    Podatek od firm wynosi średnio (zależy od kantonu) 30 proc., ale dzięki licznym ulgom efektywna stopa to 23 proc. VAT w Szwajcarii to zaledwie 7,5 proc.
  • Rosja
    Dwa lata temu Rosja dokonała radykalnej obniżki obu podatków dochodowych. Podatek od firm obniżono z 35 proc. do 24 proc., a trójstopniową skalę podatku dochodowego od osób fizycznych zastąpił liniowy PIT w wysokości 13 proc. Wkrótce rosyjski rząd ulży także małym i średnim firmom, rozliczającym się według odrębnych stawek. Płacony przez nie podatek obrotowy zostanie zmniejszony z 8 proc. do 6 proc., a podatek dochodowy z 20 proc. do 15 proc.
  • Włochy
    Italia nie doczekała się do tej pory poważnej reformy podatkowej, lecz wielki sukces odniosła abolicja, jaką ogłosił rząd Silvio Berlusconiego. Do 15 maja 2002 r. Włosi mogli zalegalizować w kraju pieniądze, które nielegalnie przekazali za granicę w celu uniknięcia podatków. Płacili za to tylko 2,5 proc. ich wartości. Operacja pokazała, jak niskie podatki mogą wpłynąć na redukcję szarej strefy - do Włoch wróciło co najmniej 40 mld euro.
Więcej możesz przeczytać w 22/2002 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0