Żółty alarm

Żółty alarm

Dodano:   /  Zmieniono: 
Nie ukrywam, że niedawno wykupiłem większą polisę ubezpieczeniową na życie i nie jestem już tak spokojny jak kiedyś - mówi José Carrero, który od pięciu lat sprzedaje hot dogi, napoje i papierosy przy jednej ze stacji waszyngtońskiego metra. - Czy czujemy się bezpieczni?
Jak Ameryka oswaja widmo terroryzmu

Terroryści rozwalili kawał Pentagonu i słynne nowojorskie wieże! Od tej pory wiem, że wszystko jest możliwe, bo szaleńców tu nie brak - mówi Justin, kolega José.

Bezpieczeństwo względne
Coraz więcej mieszkańców amerykańskiej stolicy odczuwa zagrożenie terroryzmem - wskazuje ostatni sondaż dziennika "The Washington Post". 5 proc. badanych przyznało, że poważnie rozważa przeprowadzkę do innego miasta, a 11 proc. stwierdziło, iż rozmawiało o tym z bliskimi. Amerykanie nie poddają się jednak panice - siedmiu na dziesięciu badanych twierdzi, że mimo wszystko czuje się "względnie bezpiecznie". Zdecydowana większość jest zdania, że nie ma sensu podejmowanie jakichkolwiek działań, skoro o ewentualnych atakach terrorystycznych nie wiadomo nic konkretnego. - Nie dajmy się zwariować - mówi Jim, szef waszyngtońskiej restauracji Subway. - Gdybym w każdym kliencie widział terrorystę, to w ciągu kilku tygodni trafiłbym do domu wariatów. Trzeba być czujnym, ale bez przesady - dodaje. Swoim pracownikom zalecił - jak wszyscy menedżerowie w okolicznych sklepach i lokalach - zwracanie uwagi na paczki pozostawione bez opieki czy dziwnie zachowujące się osoby. Ale sam przyznaje, że pojęcie "dziwnie" jest bardzo pojemne: - Znajdujemy się niedaleko lotniska, właśnie zaczął się sezon turystyczny i pojawia się mnóstwo obcych twarzy. Zagraniczni studenci przyjeżdżają zarobić na studia, uczniowie podejmują pracę sezonową. W tym chaosie naprawdę trudno się zorientować, kto zachowuje się dziwnie, bo jest nowy w tym środowisku, a kto coś knuje.

Front nowojorski
Powtarzające się ostrzeżenia władz nie pozwalają zapomnieć o ciągłym zagrożeniu. W połowie maja w stan gotowości antyterrorystycznej postawiono Nowy Jork. Jeden z więźniów przetrzymywanych w Guantanamo zeznał, że al Kaida szykuje nowy zamach na metropolię. Zmobilizowano dodatkowe oddziały policji i wojska, wzmocniono posterunki w rejonach Statui Wolności i mostu Brooklyńskiego, przeszukiwano samochody wjeżdżające do tuneli, psy obwąchiwały każdy pojazd i przechodniów w pobliżu siedziby giełdy na Wall Street, specjalnym nadzorem objęto muzea, a także Empire State Building, Rockefeller Center i inne znane wieżowce. Był to już szósty alarm od ubiegłorocznych wrześniowych zamachów. Nowojorczycy i mieszkańcy innych dużych miast odnoszą się do nich ze spokojem. Nie widać żadnych przejawów paniki, co najwyżej irytację spóźniających się kierowców. Ludzie poddają się kontroli i nikogo nie dziwią już uzbrojeni żołnierze, zaostrzone kontrole w budynkach federalnych czy ewakuacje lotnisk.
Na moście Brooklyńskim, który - zgodnie z ostrzeżeniami - znajduje się na czarnej liście terrorystów, od rana do wieczora można zobaczyć wielu biegaczy, rowerzystów i spacerowiczów. - Ten most to od 10 lat trasa mojej codziennej przebieżki - mówi Kevin Stone, emerytowany nauczyciel. - Mam z niej zrezygnować tylko dlatego, że histerycy z telewizji twierdzą, iż może już za chwilę terroryści go wysadzą? Biegać będę dalej. Nikt mnie nie zastraszy - ani telewizja, ani terroryści.
Grupa studentów z pobliskiego Pace University rozdaje przechodniom ulotki o koncercie. - Przyjdźcie, posłuchajcie. - woła jeden z nich. - Dochód przeznaczamy na stypendia dla dzieci, których rodzice zginęli w WTC. Nie boimy się terrorystów, oni mogą nas pocałować w tyłek. Tylko przykro patrzeć, jak nasi politycy trzęsą portkami ze strachu i powtarzają, że w każdej chwili możemy zostać zaatakowani. Od czego są służby bezpieczeństwa, utrzymywane z naszych podatków? Niech straszą terrorystów, a nie nas!
W Battery Park na dolnym Manhattanie, skąd odpływają statki wiozące turystów do Statui Wolności, wciąż pojawiają się tłumy. Ostrzeżenia, że statua jest na celowniku terrorystów, nie odstraszyły ludzi. Skośnooka kasjerka sprzedająca bilety mówi, że biznes idzie nieźle, chociaż przyznaje, iż nie tak dobrze jak rok temu.

Bądźcie przygotowani na atak
Z określeniem stopnia zagrożenia przedstawiciele rządu mają kłopoty. "Jest prawie pewne, że terroryści al Kaidy znów zaatakują. To nie jest pytanie czy, ale kiedy" - oświadczył wiceprezydent Dick Cheney. Wtóruje mu Condoleezza Rice, szefowa Narodowej Rady Bezpieczeństwa, mówiąc, że "informacje o zagrożeniu nie są nowe, ale ostatnio jest ich coraz więcej". Senator Bob Graham, szef Komisji Wywiadu, poinformował o meldunkach służb specjalnych, które podejrzewają, że do USA przeniknęło już co najmniej 20 emisariuszy Osamy bin Ladena przygotowujących nowe akty terroru. "Samobójcze zamachy w Stanach Zjednoczonych są nieuniknione" - stwierdził Robert Mueller, szef FBI. W tym samym czasie Tom Ridge, dyrektor Biura Bezpieczeństwa Kraju (The Office of Homeland Security), zapewniał jednak, że nie ma powodów do paniki, gdyż zagrożenie atakami terrorystycznymi utrzymuje się na średnim poziomie, oznaczonym kolorem żółtym (biuro opracowało pięciostopniową skalę kolorów, oznaczających stan zagrożenia bezpieczeństwa USA: zielony, niebieski, żółty, pomarańczowy i czerwony).
- Ostrzeżenia amerykańskich władz trzeba brać poważnie - mówi "Wprost" Michael E. OHanlon, ekspert waszyngtońskiego Brookings Institution. Administracja popełnia jednak błąd, przestrzegając: "Bądźcie przygotowani na atak", i nie tłumacząc, jak ludzie mają się przygotować - mówi OHanlon. Brak konkretów wywołuje nerwowość społeczeństwa. W ostatnim sondażu CBS News 33 proc. badanych stwierdziło, że atak terrorystów wydaje się bardzo prawdopodobny. Jeszcze kilkanaście dni temu tę opinię podzielało 25 proc. Amerykanów. Poczucie dezorientacji wzmaga natłok informacji. W ostatnich dwóch tygodniach Condoleezza Rice, wiceprezydent Cheney, Tom Ridge i Donald Rumsfeld pojawili się w wielu programach o atakach terrorystycznych i działaniach prewencyjnych rządu. "Terroryści zdobędą broń nuklearną, chemiczną oraz biologiczną i nie zawahają się jej użyć" - oświadczył Donald Rumsfeld, sekretarz obrony, na przesłuchaniach w Senacie. W mediach wystąpiło kilkudziesięciu ekspertów snujących wizje zagłady świata. - Trudno znaleźć równowagę między tym, co społeczeństwo powinno wiedzieć, a tym, co może wywołać panikę - mówi OHanlon. Jeszcze bardziej krytyczny jest prof. Adam Kovac, socjolog z Nowego Jorku: - Dziennikarze i politycy popadają w histerię.

Czynnik zmęczenia
W ostatnich miesiącach lotnisko w Los Angeles, jedno z najbardziej ruchliwych na świecie, ewakuowano ponad 40 razy. Kilka razy zamykano porty lotnicze w Atlancie, Chicago i Bostonie. Miesiąc temu aresztowano ponad stu pracowników lotnisk w Waszyngtonie, którzy ubiegając się o pracę, podali fałszywe dane. Mimo że wszystkie porty lotnicze przeszły pod zarząd federalny, agenci udający zwyk-łych podróżnych bez problemu przemycają niebezpieczne przedmioty na pokład samolotów. Kradzieże i podrabianie identyfikatorów umożliwiających wstęp do wszystkich części lotnisk są na porządku dziennym. Specjaliści alarmują, że nie pomogą najnowocześniejsze maszyny do wykrywania broni, jeśli zawodzą ludzie, którzy je obsługują.
Rygory wprowadzone przez władze są męczące, ale Amerykanie zalecenia traktują poważnie. W metrze pasażerowie pytają: "Do kogo należy ten pakunek?". Przed wejściem do budynków federalnych ludzie cierpliwie czekają w kolejce na kontrolę. Na lotniskach posłusznie żegnają się z bliskimi, którym nie wolno już towarzyszyć pasażerom aż do odprawy. Jak długo uda się utrzymać czujność społeczeństwa? Psycholodzy, którzy stali się częstymi gośćmi telewizyjnych talk show, ostrzegają, że terroryści czekają na moment zmęczenia. Wiedzą, że nastąpi to tym wcześniej, im częściej będą wysyłać fałszywe sygnały. Wystarczy przypomnieć alarm ogłoszony po zamachu bombowym w Oklahoma City w 1995 r. Wzmocniono wówczas wszystkie systemy bezpieczeństwa, kontrole na lotniskach, ochronę budynków federalnych. W obawie przed atakiem na Biały Dom
zamknięto dla ruchu kołowego Pennsylvania Avenue. Pięć lat później Federalna Agencja Lotnictwa biła na alarm, informując o skandalicznym rozluźnieniu dyscypliny na lotniskach, władze w Waszyngtonie zaczynały przebąkiwać o otwarciu Pennsylvania Avenue, a pamięć o historii zamachu ożyła jedynie przy okazji egzekucji Timothyego McVeigha - Co tu się może zdarzyć? - pyta zaczepnie mężczyzna w kowbojskim kapeluszu czekający na statek w Battery Park. - Przyjechałem z Teksasu, by pokazać dzieciom Statuę Wolności, i nie chcę słuchać gadania o ciągłym zagrożeniu. Wykonujcie dobrze swoją robotę, to się nic nie zdarzy. Jeśli potrzebujecie pomocy, to przywiozę z Teksasu chłopaków uzbrojonych jak Pan Bóg. Będziemy bronić Ameryki! - obiecuje. Ludzie w kolejce biją brawo. - Jesteśmy z tobą! - krzyczą.




Więcej możesz przeczytać w 22/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0