Stare z nowym pod rękę

Stare z nowym pod rękę

Dodano:   /  Zmieniono: 
Młodość spędzona w czasach tzw. komuny ma swoje złe strony, na przykład aktualnie późny wiek, ale też niesie drobne pozytywy
Jednym z nich jest uczulenie na absurdy. Ze szczególnym sentymentem odnotowuję więc aktualne nonsensy w stylu lat 70.
Niedawno piorun strzelił (dawniej mówiono "szlag trafił") w zbiornik ropy w Trzebini. Było o tym głośno i gorąco. Tymczasem parę dni później po cichu ("po wielkiemu cichu") podobne ilości paliwa uleciały bez sensu spalone w powietrze
w stolicy z powodu Wyścigu Pokoju. Kilkudziesięciu facetom w obcisłych majtkach pozwolono się ścigać do "tamtej kreski" w środku dwumilionowej metropolii, powodując kilometrowe korki, stratę wspomnianego paliwa, spóźnienia dziesiątków tysięcy ludzi do pracy itd. Klnący w żywy kamień kierowcy natychmiast ochrzcili wydarzenie jako "wyścig postoju". Z punktu widzenia społecznego była to impreza nieprawdopodobnie szkodliwa i kosztowna. Ktoś w imieniu miasta podpisał zgodę - zresztą pewnie nigdy nie dowiemy się kto. Ale nawet gdyby się ujawnił, to wytłumaczy, że chciał dobrze, jak zawsze. Sadzę, że można zastąpić tego decydenta takim, który zawsze chce źle i też mu nie wychodzi. Będzie tańszy.
Triumfujący kapitalizm przyniósł z kolei swoje nowe absurdy. Kilkanaście dni temu przysłuchiwałem się w telewizji publicznej równie publicznej dyskusji o tym, jak poprawić wykształcenie Polaków, żeby było mniej bezrobotnych. Była pani minister Łybacka, psychologowie, autorytety społeczne, czyli krótko mówiąc - wszyscy potrzebni (jak u Mrożka: "Jadałem w Klubie Inteligencji. Przychodziło tam na pierogi wielu, a wszyscy inteligentni"). Słuchałem dyskusji i przecierałem uszy ze zdumienia. Autorytety tłumaczyły widzom, że trzeba się uczyć - i to uczyć celowo - bo wtedy będzie mniej bezrobotnych. A przecież liczba bezrobotnych nijak się ma do ich wiedzy. Zależy wyłącznie od różnicy między liczbą oferowanych miejsc a liczbą poszukujących pracy. Jeśli jest wolne stanowisko, to zatrudnią najlepszego spośród kandydatów i kropka. Kształcenie może więc wpłynąć na to, kto będzie bezrobotnym, ale nie ilu ich będzie w sumie. Mało tego - jeśli poszukać zależności między wykształceniem a bezrobociem, to lepsze wykształcenie zwiększy liczbę bezrobotnych. Przykład? Jeśli jakiś geniusz może zastąpić dwóch durniów, to zatrudnią geniusza, a tych dwóch wyrzucą i liczba bezrobotnych zwiększy się o jednego. Apel o podnoszenie poziomu wiedzy indywidualnie ma sens ("Ucz się synu, ucz..."), zbiorowo jest bez sensu. Tymczasem wszyscy, łącznie z panią minister (wszak matematyczką, gdzie logiczne myślenie jest koniecznością), bez przeszkód kontynuowali dyskusję lekko nie na temat i po kilkudziesięciu minutach zadowoleni skończyli i - jak się domyślam - wyszli ze studia.
Na koniec nasuwa się więc wniosek, że myśl może mieć rozmaite rodowody, ale brak myślenia jest zawsze podobny.

Więcej możesz przeczytać w 22/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0