Pisk myszy

Pisk myszy

Dodano:   /  Zmieniono: 
Komunizmowi udało się ukraść całą robotniczą tradycję, do czego bezwzględnie dążył
W pierwszomajowym pochodzie w Radomiu kilka młodych kobiet niosło czerwony transparent z napisem "Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!" oraz znakiem sierpa i młota. Bardzo to oburzyło miejscowego posła PiS, który złożył doniesienie do prokuratury, domagając się wykrycia i ukarania osób lansujących symbole zbrodniczego systemu komunistycznego. Pan poseł uznał czerwień transparentu, umieszczone na nim hasło oraz symbol za naruszenie artykułu 13 Konstytucji RP, na mocy którego "zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu".
Pan poseł chciał obnażyć i ukarać wypadek łamania prawa, ale obnażył wyłącznie własny brak wiedzy w kwestii, w której tak autorytatywnie się wypowiedział. Trzeba wielkiej ignorancji, żeby czerwień transparentu, wypisane na nim hasło oraz znak uznać za świadectwo totalitarnych metod i praktyk działania. Owszem, komunistyczny totalitaryzm próbował zawłaszczyć te symbole, ale tak naprawdę były one własnością całego ruchu robotniczego, a w pierwszej kolejności jego socjalistycznego odłamu, z którym komunizm rywalizował na śmierć
i życie. Z reakcji radomskiego posła najbardziej musi się dzisiaj cieszyć przeklęty duch Stalina, bo trudno o lepsze potwierdzenie tego, że udało mu się ukraść całą robotniczą tradycję, do czego przez wiele lat bezwzględnie dążył.
Zamiast zarzucać prokuraturę bezsensownymi wnioskami, pan poseł winien się udać do biblioteki i zdobyć elementarną wiedzę o sprawach, o których z taką pewnością siebie wyrokuje. Spotka go niejedna niespodzianka. Dowie się na przykład, że hasło "Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!" jest o wiele starsze od radzieckiej, totalitarnej wersji komunizmu. Po raz pierwszy zostało użyte w 1848 r. jako ostatnie zdanie "Manifestu komunistycznego" Marksa i Engelsa, a z czasem stało się wezwaniem najróżniejszych nurtów ruchu robotniczego, m.in. zdecydowanie walczących z komunizmem i bezlitośnie przez komunizm tępionych. Można sobie wyobrazić minę pana posła, kiedy dowie się, że kierowane przez niego do prokuratora totalitarne wyznanie wiary znajdowało się m.in. na winiecie drukowanego przez parę lat przez Józefa Piłsudskiego "Robotnika". Zdziwi się pan poseł jeszcze bardziej, kiedy wyczyta, że w 1920 r. pod Warszawą z nacierającymi pod czerwonymi sztandarami oddziałami bolszewickimi walczyły ochotnicze oddziały polskich socjalistów, również posługujące się czerwonymi proporcami.
Radomskiemu posłowi PiS marzyła się rola smoka ziejącego bezlitosnym ogniem na łamiących prawo pierwszomajowych pogrobowców totalitaryzmu. Elementarny brak znajomości skomplikowanych i gruntownie w PRL zakłamanych dziejów polskiego i międzynarodowego ruchu robotniczego sprawił, że zamiast ryku smoka pan poseł wydał z siebie pisk nie skażonej wiedzą myszki.
Prawdziwie niedźwiedzią przysługę pan poseł oddał swojej partii, czyli Prawu i Sprawiedliwości. Jej liderzy dwoją się i troją, aby zapewnić nowej formacji pierwsze miejsce wśród ugrupowań naszej prawicy. Zgłaszają poważne inicjatywy na forum Sejmu, zbierają podpisy pod obywatelskimi inicjatywami ustawodawczymi, wypowiadają się i działają w sprawach dla Polski najważniejszych. Można nie podzielać ich poglądów, ale przecież nie sposób nie przyznać, że PiS to dzisiaj pierwszoligowa drużyna na polskiej scenie politycznej. Radomski incydent pierwszoligowym zagraniem na pewno nie jest. Jeśli radomski poseł nie zmieni zademonstrowanej po 1 maja tonacji, to w jego mieście słowo "pisk" może zyskać nową, ironiczną wersję zapisu - "PiSk".

Więcej możesz przeczytać w 22/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0