Po pysku

Po pysku

Lanie po pysku ożywia politykę. Jak były bokser Lepper z rana komuś nie przyłoży, to na wieczór źle się czuje i łapy mu się pocą
Nic tak nie ożywia sennej atmosfery jak lanie po pysku. Wiedzą o tym dobrze panowie z Hollywood, dlatego żaden film amerykański nie może się obejść bez mordobicia. W dzisiejszych czasach totalnej nadprodukcji znudzonego konsumenta cyrku medialnego są w stanie na kilka sekund przyspawać do ekranu co najwyżej dwa obrazki. Jeden obrazek to kopulacja, a drugi - walenie po ryju. Filmy, w których jest tylko kopulacja, to tzw. filmy przyrodnicze dla dorosłych. Filmy, w których zęby wynosi się z ekranu wiadrami, to kino zwane młocarnią. Superhitami są te dzieła taśmy celuloidowej, gdzie umiarkowana kopulacja miesza się z widowiskową szczękomasakrą.
Lanie po pysku ożywia też politykę. Wie o tym dobrze były bokser Lepper, który jak z rana komuś nie przyłoży, to na wieczór źle się czuje i łapy mu się pocą jak zawiadowcy, któremu zwiał ostatni parowóz. Wielu ludzi Leppera rwie się do lania bardziej ochoczo niż Van Damme. Na przykład taki poseł Stanisław Łyżwiński czy Danka Hojarska - oboje wyglądają groźniej niż Mike Tyson po ucieczce hulajnogą do NRD. Łyżwa ma postawę boksera i widać, że przydzwonić potrafi. A i twarzyczka u niego jak u rasowego obijaki. Musiał się chłopina często lać po wiejskich zabawach. Chyba że zaraz po urodzeniu ktoś mu grubą dechą z budowy przyłożył centralnie w papę.
Bitnych polityków nie brakuje także w innych partiach. Głośno było ostatnio o szarpaninie Władysława Frasyniuka z posłem LPR Antonim Stryjewskim. Bójka była nierówna, bo Stryjewski ma image niedożywionego anemika po kuracji błotnej w Ciechocinku. W walkach bokserskich nie mógłby startować nawet w wadze koguciej. Chyba że ze względu na poziom inteligencji. Ale gdyby Frasyniuk miał się lać na ringu z lepiej zbudowanym Romanem Giertychem (też z LPR), to takie starcie z pewnością wzbudziłoby zainteresowanie szerokiej widowni.
Być może warto energię polityków, którzy palą się do bójek, wykorzystać zdecydowanie bardziej twórczo niż do tej pory. W dobie kryzysu wybiła godzina, by politycy przestali być obciążeniem dla budżetu i sami zaczęli zarabiać kasę, na przykład na walkach bokserskich. Nie od dziś wiadomo, że boks zawodowy to zajęcie, które przynosi miliony dolarów dochodu. Proponuję tuż przed wyborami samorządowymi zorganizowanie spotkań pięściarskich z udziałem ministrów, posłów, radnych i prezydentów miast. Bilety na walki bokserskie polityków będą się świetnie sprzedawały, gdyż wielu z przyjemnością popatrzy, jak obecna i przyszła władza daje sobie po twarzy. Imprezy takie z pewnością chętnie pokażą telewizyjne stacje komercyjne, co zwiększyłoby znacznie dochody państwa.
Jestem przekonany, że walka Frasyniuk kontra Giertych zgromadziłaby większą widownię niż walki Andrzeja Gołoty czy Darka Michalczewskiego. Tym bardziej że - jak wieść głosi - Gołota po ostatnich porażkach wycofał się z ringu i postanowił zostać poetą. Napisał już swój pierwszy tomik poetycki pt. "Szczęki VIII". Publiczność z pewnością będzie dopingować boks polityczny, a spotkanie w ringu Lepper kontra Kalinowski czy Hojarska kontra Jaruga-Nowacka przebiłoby oglądalnością hity w stylu "Big Brother".
Boks polityczny, zamiast nudnej i drogiej kampanii samorządowej, mógłby się odbywać pod hasłem "Lewy prosty, prawy sierpowy, dziury w budżecie już mamy z głowy". Oto proponowane okrzyki na mecze bokserskie polityków: "Lutuj prezydenta, niech popamięta", "W zęby radnego, niech wie dlaczego". Jeśli politycy chcą wreszcie zrobić coś pożytecznego, niech biorą rękawice i niech okładają się na ringu. Dziś lanie po zębach ma większą przyszłość niż lanie wody z trybuny sejmowej.

Okładka tygodnika WPROST: 22/2002
Więcej możesz przeczytać w 22/2002 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0