Osłona przed inflacją

Osłona przed inflacją

Niektórzy politycy wierzą, że za cenę wyższej inflacji można kupić szybszy wzrost gospodarczy i niższe bezrobocie. Ta wiara nie czyni cudów
Okoliczności skłaniają mnie do tego, aby raz jeszcze wrócić do problemu społecznego znaczenia niskiej inflacji i związanej z tym kwestii niezależności Narodowego Banku Polskiego. Stabilność cen jest jednym z fundamentów długofalowego, szybkiego rozwoju gospodarki. Jej przeciwieństwo - inflacja - szkodzi systematycznemu rozwojowi, szkodzi ludziom.

Dobrodziejstwo niskiej inflacji
Gdy ceny są stabilne, ludzie mogą lepiej planować wydatki, a przedsiębiorstwa trafniej wybierać projekty inwestycyjne. Dochody ludzi nie tracą siły nabywczej, co jest szczególnie ważne dla osób niezamożnych, ludzie zamożniejsi mają większe możliwości zabezpieczenia się przed skutkami inflacji. Populistyczna polityka jest często prowadzona pod hasłami pomocy biedniejszym, tymczasem najbardziej uderza właśnie w biednych. Jeśli ceny są stabilne, maleje wypaczający wpływ rozwiązań podatkowych na wysokość funduszy, jakie pozostają w przedsiębiorstwach. Niska inflacja daje więc firmom większą finansową zdolność do inwestowania.
To tylko przykłady korzyści z niskiej inflacji. Jest ona społecznym dobrem. Jeżeli udało się je zdobyć, to należy go strzec; a jeśli inflacja jest wciąż za wysoka, to opłaca się ponieść koszty jej trwałego ograniczenia. Koszty bowiem ponosi się tylko przez pewien okres, a korzyści uzyskuje się co roku tak długo, jak długo udaje się utrzymać niską inflację. Dlatego najlepszym wkładem, jaki polityka pieniężna może wnieść w rozwój gospodarki, jest utrzymywanie stabilności cen albo doprowadzenie do niej (jeśli w punkcie startu ceny rosły zbyt szybko).


Niezależny bank centralny
Ograniczenie inflacji oraz jej utrzymanie na niskim poziomie wymaga szczególnych rozwiązań instytucjonalnych. Aby zapewnić pieniądzowi stabilność, władze niektórych krajów rezygnują z samodzielnego prowadzenia polityki pieniężnej. Decydują się przyjąć stabilną walutę obcego kraju lub wprowadzają tzw. izbę walutową. Polega ona na sztywnym związaniu własnej waluty z walutą dużego państwa o niskiej inflacji i uzależnieniu podaży pieniądza od posiadanych rezerw. W ten sposób importuje się stabilność.
W nowoczesnych demokracjach Zachodu standardem jest przekazanie odpowiedzialności za prowadzenie polityki pieniężnej niezależnemu bankowi centralnemu. Jest on niezależny, jeżeli prawna i faktyczna pozycja pozwala mu się opierać naciskom, by krótkotrwale zwiększyć popyt kosztem narastania nierównowagi w gospodarce, a więc kosztem rozwoju na dłuższą metę.
Bank centralny powinien być niezależny od aktualnej polityki, ponieważ - aby osiągnąć i utrzymać niską inflację - politykę pieniężną trzeba prowadzić, mając na uwadze wiele lat, czyli znacznie więcej niż jedną kadencję parlamentu. Politycy, szczególnie przed wyborami, są narażeni na pokusę krótkotrwałego pobudzenia popytu. Historia pełna jest przykładów, kiedy po krótkim, gwałtownym zwiększeniu popytu nadchodziło załamanie.
W niektórych krajach, zwłaszcza o mniej dojrzałej demokracji, niektórzy politycy wierzą, że za cenę wyższej inflacji można kupić szybszy wzrost gospodarczy i niższe bezrobocie. Ta wiara nie czyni cudów. Doświadczenia nazbyt wielu krajów uczą, że jeśli rozpatrywać sytuację w długim okresie, to wyższa inflacja przynosi wyłącznie szkody. Gdyby można było trwale przyspieszyć rozwój gospodarki i zmniejszyć bezrobocie za cenę wyższej inflacji, to czyż w świecie byłaby bieda i bezrobocie? Sam fakt, że na świecie jest tyle bezrobocia, stagnacji i stref biedy pokazuje, iż podążanie taką drogą nie przynosi pożądanych efektów.
Niezależność banku centralnego pozwala ludziom ufać, że osoby, którym powierzono prowadzenie polityki pieniężnej, będą w stanie zapewnić stabilność cen. Jeżeli ludzie nie uwierzą, że inflacja zostanie sprowadzona do niskiego poziomu lub na takim poziomie utrzymana, to - aby mieć pewność, że za swoje dochody kupią tyle samo dóbr co wcześniej - będą się domagać szybkiego zwiększania wynagrodzeń oraz wyższych cen za wytwarzane produkty. Oczekiwania wysokiej inflacji są samospełniającą się prognozą. Ograniczanie niezależności banku centralnego podważa wiarygodność polityki antyinflacyjnej, a to ma wysoką społeczną cenę.
Wiarygodność banku centralnego nie polega na tym, że zawsze i idealnie trafia się w cel monetarny czy inflacyjny. Wielu bankom centralnym, w tym najbardziej szanowanym, nie udawała się ta sztuka. Tak było w Niemczech, Kanadzie, Nowej Zelandii i Szwecji, tak działo się również w Izraelu i Chile.

Walka z inflacją
Wskaźnik inflacji często różni się od celu inflacyjnego banku centralnego, a podaż pieniądza od celu monetarnego, bo wiele czynników pozostaje poza wpływem banku albo trudno je przewidzieć. Występują także znaczne opóźnienia między działaniami podejmowanymi przez władze monetarne a ich skutkami widocznymi w gospodarce.
Wiarygodność banku centralnego rośnie, jeżeli w gospodarce utrzymuje się tendencja do spadku inflacji. Ten warunek - generalnie - był w Polsce w ostatnich dwunastu latach spełniony.
W 1989 r. ceny w naszym kraju wzrosły w porównaniu z grudniem 1988 r. prawie sześć i pół razy. Dzięki radykalnemu programowi stabilizacji udało się zredukować inflację do 44 proc. w 1992 r. W 1995 r. ceny wzrosły o 22 proc., a w 1997 r. zwiększyły się o 13 proc. W ubiegłym roku inflacja spadła poniżej 4 proc., a w kwietniu tego roku wyniosła 3 proc., najmniej od początku przemian. Zbudowaliśmy mocny fundament pod trwały rozwój. W każdym cywilizowanym kraju troszczono by się, aby nie zmarnować tego kapitału.

W obronie złotego
Polska od 1989 r. stopniowo dochodziła do międzynarodowego standardu, jakim jest pełna niezależność banku centralnego. Pierwszym krokiem w tym kierunku było uchwalenie 31 stycznia 1989 r. ustawy o Narodowym Banku Polskim. Zgodnie z tym aktem prawnym celem banku centralnego jest umacnianie polskiego pieniądza. Na mocy nowelizacji obowiązującej wówczas konstytucji prezydent, a nie premier, miał przedstawiać Sejmowi wniosek o powołanie prezesa NBP.
Drugim etapem umacniania niezależności polskiego banku centralnego była nowelizacja ustawy o NBP z 14 lutego 1992 r. Wprowadziła ona zasadę kadencyjności urzędu prezesa NBP. Przełom w kwestii niezależności dokonał się w 1997 r. Nowa konstytucja przyznała NBP wyłączne prawo ustalania i realizowania polityki pieniężnej. Obarczyła też bank centralny odpowiedzialnością za wartość polskiego pieniądza. Problem stabilności pieniądza nabrał w Polsce rangi konstytucyjnej.

W stronę unii
Wzmacnianie niezależności NBP przez kolejne rządy i parlamenty miało dwa uzasadnienia. Po pierwsze, w ten sposób budowano instytucjonalną osłonę ludzi przed inflacją. Po drugie, dostosowywano polskie prawo do standardów Unii Europejskiej. Obecnie bank centralny w Polsce ma stosunkowo dużą niezależność. Potrzebne są jednak zmiany jego prawnego statusu. Zawarto je w rządowym projekcie nowelizacji ustawy o Narodowym Banku Polskim. Ten dokument jest kolejnym etapem w dochodzeniu do standardów unijnych, odpowiada także duchowi i literze konstytucji. Z kolei projekt przedłożony przez posłów rządzącej koalicji jest sprzeczny z jednym i drugim. W Sejmie trwają prace nad oboma projektami.
Próba nowelizacji ustawy o NBP w kształcie forsowanym przez grupę posłów już ma swoją społeczną cenę. Ta cena będzie rosła, jeżeli projekt poselski nie zostanie odrzucony. Ataki na niezależność banku centralnego szkodzą międzynarodowemu wizerunkowi Polski. To, jak politycy traktują bank centralny, jest współcześnie w cywilizowanym świecie jedną z miar stabilności kraju. Do ataków na niezależność NBP dochodzi w krytycznym dla naszego kraju momencie, kiedy jesteśmy bliscy wejścia do UE. Projekt poselski dostarcza argumentów tym, którzy niechętnie widzą Polskę w unii.
Forsowanie tego projektu będzie także negatywnie wpływać na gospodarkę. Działania zmierzające do ograniczenia niezależności NBP mogą być postrzegane jako zagrażające stabilności gospodarczej Polski. Grozi to wzrostem długoterminowych stóp procentowych, mających największe znaczenie dla rozwoju przedsiębiorstw i sytuacji ludzi. Polityczne naciski są także szkodliwe, gdyż - wbrew deklarowanym intencjom projektodawców - powodują wzrost napływu kapitału spekulacyjnego (inwestorzy liczą na wymuszone obniżki stóp procentowych) i w ten sposób przyczyniają się do nadmiernych wahań kursu waluty. A to szkodzi działalności gospodarczej.
Projekty rządowy i poselski są sprzeczne. Projekt rządowy jest kolejnym etapem na drodze dostosowywania polskiego prawa do standardów Unii Europejskiej, a poselski spycha nas z tej drogi. Nie da się jednocześnie iść do przodu i do tyłu. Łatwo jest się wtedy przewrócić.

Okładka tygodnika WPROST: 23/2002
Więcej możesz przeczytać w 23/2002 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0