Siedem krów chudych

Siedem krów chudych

Dodano:   /  Zmieniono: 
Czy Polska będzie musiała importować wołowinę?



Wołowina mogłaby być polskim hitem eksportowym, skutecznie konkurującym z mięsem zachodnioeuropejskim. Ale nie jest, bo - według hodowców - jej produkcja bez finansowego wsparcia ze strony państwa jest nieopłacalna. Doprowadziło to już do spadku hodowli oraz wzrostu cen tego mięsa i niewykluczone, że za kilka lat możemy być zmuszeni je importować.
W 1997 r. powstał rządowy program rozwoju hodowli bydła ras mięsnych. Jego realizacja wspierana była dotacjami i preferencyjnymi kredytami na zakup bydła, budowę nowoczesnych obór oraz szkolenia. Rok później finansowanie programu zostało jednak wstrzymane, bo w budżecie zabrakło pieniędzy. - Działania te niekorzystnie zbiegły się w czasie ze spadkiem sprzedaży z powodu choroby wściekłych krów oraz nadal małym popytem na mięso wołowe - wyjaśnia Stanisław Zięba, współtwórca rządowego programu, a obecnie sekretarz Polskiego Związku Producentów, Eksporterów i Importerów Mięsa.
Prof. Roman Urban z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej twierdzi, że w Polsce produkcja wołowiny była zawsze powiązana z produkcją mleka, ale mięso traktowano jako produkt uboczny. Z danych instytutu wynika, że produkcja mięsa wołowego obniżyła się z 800 tys. ton w 1990 r. do 350 tys. ton w roku minionym. Stale też spada spożycie wołowiny.
- Sytuacja na pewno się nie zmieni, jeśli nadal w sklepach będzie dostępna przede wszystkim wołowina tania i złej jakości - wyjaśnia Stanisław Zięba. Kazimierz Błaszczak, odpowiedzialny za skup mięsa w Zakładach Mięsnych Morliny SA, informuje, że jego firma sprzedaje tylko 8 proc. wołowiny kulinarnej. - To efekt braku popytu nie tylko wśród konsumentów, ale też handlowców - tłumaczy Błaszczak. Brak popytu wpływa na ograniczenie hodowli bydła. Jeszcze w 1990 r. hodowano 10 mln sztuk, teraz - 6,6 mln.
Henryk Stokłosa, właściciel Zakładu Rolniczo-Przemysłowego Farmutil HS, też zmniejszył stado z 10 tys. do 4,6 tys. sztuk bydła. Twierdzi on, że cena mięsa wołowego powinna być przynajmniej półtora raza wyższa niż wieprzowego (obecnie wynosi tyle samo - ok. 3 zł za kilogram). Droższa jest jedynie wołowina tzw. kulinarna (ok. 4 zł za kilogram). Według Stokłosy, w niektórych rejonach Polski hodowle likwidowane są także ze względu na monopolistyczne praktyki przetwórni ustalających zbyt niskie ceny skupu żywca. - To zamknięte koło - stwierdza Stanisław Zięba. - Z jednej strony nie rośnie podaż, bo cena wołowiny jest niska i produkcja nie jest opłacalna. Z drugiej - ludzie nie kupują, bowiem nie ma tradycji spożywania tego rodzaju mięsa, a przetwórnie nie mają pieniędzy na promocję, więc nie próbują wpływać na gusty Polaków.
Niektórzy rolnicy myślą jednak perspektywicznie. Z preferencyjnego kredytu skorzystał między innymi Zygmunt Jodko, który zainwestował w bydło rasy mięsnej i kieruje jedną z większych w kraju hodowli (250 sztuk rasy mięsnej i około tysiąca biało-czarnej). W 1997 r. na zakup 90 jałówek Jodko uzyskał ponad 100 tys. zł dotacji i 500 tys. zł taniego kredytu. Przedsiębiorca przyznaje jednak, że bez początkowego finansowego wsparcia ze strony państwa hodowla ras mięsnych nie będzie atrakcyjnym przedsięwzięciem, wymaga bowiem dużych inwestycji, a na efekty pracy trzeba czekać kilka lat.
Szansą dla producentów mógłby być eksport, ale na razie ograniczają go nie tylko kontyngenty obowiązujące w Unii Europejskiej, lecz także nieudolna polityka eksportowa. - Zamiast produkować mięso w kraju i wywozić gotowy wyrób, niektóre firmy sprzedają na przykład do Włoch jałówki - wyjaśnia Mirosław Szulc, prezes Pekpolu. W 1998 r. wywieziono z kraju 130 tys. ton żywca i mięsa wołowego, a rok później - już tylko 60 tys. ton. - Popyt może wzrosnąć, gdy wejdziemy do UE, której mieszkańcy są smakoszami tego mięsa - uważa prof. Urban. Mirosław Szulc potwierdza, że polska wołowina kulinarna jest równie smaczna i dobra jakościowo jak produkowana w unii, a przy tym znacznie tańsza.
- Jeśli po wejściu do UE hodowcy dostaliby przynajmniej 50 proc. dotacji, jakie dziś otrzymują rolnicy unijni, to wówczas ich przychody ze sprzedaży mięsa wzrosłyby przynajmniej dwukrotnie - twierdzi Zygmunt Jodko.
Producenci i hodowcy zgodnie przyznają, że inwestycje w bydło ras mięsnych są konieczne. Bez mięsa wołowego nie można bowiem wytwarzać większości wędlin. - Jeśli nadal spadać będzie popyt i produkcja, to za kilka lat będziemy zmuszeni importować z unii trzykrotnie droższą wołowinę - przestrzega Henryk Stokłosa.

Więcej możesz przeczytać w 17/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0