Lechitka

Lechitka

Dodano:   /  Zmieniono: 
Dla wszystkich Europejek, a zwłaszcza dla tych najbardziej dynamicznych, unijne zatarcie granic jest wielkim wyzwaniem
Bohaterka polskiego folkloru to dziewczę kolorowe, chętne do miłosnych igraszek i z wdziękiem noszące grube warkocze. Roześmiane, hoże i bezpretensjonalne. Bohaterka polskiej rzeczywistości to kobieta, która od zawsze pracowała równie ciężko jak mężczyzna i w konsekwencji dorównuje mu nie tylko poziomem wykształcenia, ale i życiowymi aspiracjami. On był Lechem, a ona Lechitką i niech tak już zostanie.
"Europa jest wśród nas" to hasło komitetu, który zawiązał się w Warszawie, a jego inicjatorka, Danuta Waniek, zapaliła do swej idei bankierki, dziennikarki, ekonomistki, profesorki szkół wyższych, biznesmenki, artystki. Kobiety, o których w deklaracji komitetu napisano, że ich dorobek charakteryzuje się solidnym wykształceniem, przemyślanym rozwojem zawodowym, profesjonalizmem w pełnieniu obowiązków, sprawnym poruszaniem się nie tylko na płaszczyźnie krajowej, ale też na gruncie europejskim. Nie ma wątpliwości, że mamy do czynienia - jak na Lechitki przystało - z przygotowanymi do wejścia do unii Europejkami.
Żeby jednak nie słuchać zarzutów o nadmiernej unifikacji i zacieraniu narodowych cech osobowościowych, polska Europejka została nazwana Lechitką. Jedna noga w Polsce, a druga w Europie. Ubrano ją dzięki Xymenie Zaniewskiej (fantastycznie barwna, oryginalna kolekcja) w dżinsy haftowane w parzenice i zalipiańskie kwiaty, koronki z Koniakowa i korale z bursztynu. Wszystko en vogue i na czasie. Nie dziwi więc, gdy czytamy w przesłaniu Lechitki, że Europa nie jest dla nas światem nieznanym. Nie musimy się do niej przekonywać, ponieważ od dawna jest wśród nas. Teraz idzie o niesienie kaganka oświaty tym, którzy nie są jeszcze o tym przekonani i wolą żyć w obwarowanym tradycją przekonaniu, że jeśli kiedyś Wanda nie chciała Niemca, to i dzisiaj ma patrzeć na niego z niechęcią. Metaforycznie i wprost.
Próbą ogniową dla założycielek komitetu i jego racji bytu okazała się konferencja "Kobiety, gospodarka i integracja europejska", którą zorganizowano w Łodzi. W pałacu Poznańskiego spotkało się prawie trzysta kobiet, które odpowiadały na pytania o to, co możemy dać Europie i co Europa może dać nam. Nie było wątpliwości, że w obu wypadkach chodzi o to samo, czyli o profesjonalizm, szeroko rozumianą tolerancję, wolność wyborów; mówiąc górnolotnie - o marzenia do spełnienia. Dla wszystkich Europejek, a zwłaszcza dla tych najbardziej dynamicznych, unijne zatarcie granic jest wielkim wyzwaniem. Najważniejsze będzie nie to, skąd się przychodzi, ale z czym się puka do sąsiadów. Europejski rynek pracy zaoferuje nam niespotykaną dotychczas wolność w podejmowaniu decyzji, a zarazem zmusi do pokonywania różnych barier i stereotypów.
Naturalnie, można liczyć na zmianę świadomości mężczyzn, którzy być może nie będą potrzebowali aż parytetów, aby dopuścić nas do głosu. Najbardziej sprzyjające okoliczności i przyjaźni naszym aspiracjom mężczyźni nie pomogą jednak, jeśli my same nie zrewidujemy swojego stosunku do otaczającej nas rzeczywistości. Nie przyjrzymy się i nie wykorzystamy rozwiązań, z którymi nasze europejskie sąsiadki są już od dawna za pan brat. Może więc uda się nam obronić konieczność wprowadzenia parytetu. Akurat w tym wypadku nie warto zapominać o czymś takim jak zło konieczne. Nie bagatelizujmy prawnych zabezpieczeń, które dotyczą równych praw ze względu na płeć. Nie rezygnujmy z walki o liberalizację ustawy antyaborcyjnej. Pokonywanie strachu przed niemożliwym to wielka siła kobiet przyszłości - także Lechitek. Jeśli nie pomożesz sama sobie, to nikt za ciebie tego nie zrobi. Chyba że idzie nam o to, żeby wejść do Europy w charakterze osób towarzyszących. Biernie przyglądać się, jak mężczyźni zajmują najwyższe stanowiska w biznesie, polityce i związkach zawodowych, odgradzając się od nas szklanym sufitem. "Za mało kobiety robią dla kobiet i ja również czuję się za to odpowiedzialna" - przyznaje w jednym z wywiadów Teresa Kamińska, szefowa doradców w rządzie Jerzego Buzka. Diagnoza trafna. Pozostaje zapytać, dlaczego tak się dzieje. Dlaczego nie budujemy tak sprawnie jak nasze zachodnie koleżanki sieci zawodowej pomocy? Dlaczego interes jednostkowy przedkładamy nad wspólny? Dlaczego nadal żyjemy w przeświadczeniu, że nie warto tracić czasu na walkę z wiatrakami mężczyznami i lepiej się ustawiać w ich cieniu? O tym, że tak jest, dowodzą badania Pentora, według których tylko 5 proc. respondentów sądzi, że najbardziej społecznie palącą sprawą jest mała liczba kobiet w instytucjach publicznych. Nie ma ich tam i już.
Inaczej jest w Finlandii, gdzie policja publiczna czuwa, aby w firmie zatrudniającej ponad 30 osób przynajmniej 40 proc. stanowiły kobiety. Jest więc o co walczyć, Lechitko. W ostatnich trzech latach kobiety objęły aż 70 proc. z czterech milionów miejsc pracy stworzonych przez UE. I chociaż na dwadzieścia brytyjskich przedsiębiorstw tylko w jednym szefem jest kobieta, to już w Niemczech co trzeci tzw. small biznes prowadzony jest przez kobietę. Warto pamiętać, że Polki były trzecimi obywatelkami na świecie, które po Nowozelandkach i Finkach uzyskały prawa wyborcze. Dziś, są jedyną mniejszością narodową w Szwecji, której pozycja zawodowa zrównała się z pozycją Szwedek. Efekt kuli śniegowej dotyczy więc również Polek, to znaczy Lechitek.

Więcej możesz przeczytać w 23/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0