Wyścig za dwa miliony

Wyścig za dwa miliony

Dodano:   /  Zmieniono: 
Spotkanie z LESZKIEM KUZAJEM, kierowcą rajdowym
 
Andrzej Kropiwnicki: Krzysztof Hołowczyc sugerował kiedyś, że ignoruje ograniczenia prędkości. Ile czasu zajmuje panu dojazd z Warszawy do Krakowa?
Leszek Kuzaj: Mam inną mentalność niż mój kolega z Olsztyna. Bicie rekordów pozostawiam na odcinki specjalne. Co nie znaczy, że jestem kierowcą idealnym i zawsze przestrzegam ograniczeń. Jeśli przez kilkanaście lat trenuje się koncentrację i czas reakcji w samochodzie, niewątpliwie jest się lepiej wytrenowanym niż przeciętny kierowca. Sobiesław Zasada używał określenia "prędkość bezpieczna", co w skrócie oznacza, że każdy ma swoją indywidualną prędkość, przy której czuje się pewnie. Wiem, że mogę z samochodem zrobić prawie wszystko, ale nie jestem w stanie przewidzieć reakcji innych kierowców. Przestraszeni potrafią być nieobliczalni.
Ole: Czy ma pan realne szanse zostać kierowcą fabrycznym?
- Nie sądzę. Po pierwsze, Polska nigdy nie była mocarstwem rajdowym, a ja nigdy nie poznałem kierowcy, który mógłby mnie wprowadzić do fabrycznego teamu. Po drugie, jestem już trochę za stary.
Ścigant: Czy to prawda, że w Skandynawii mleczarze jeżdżą szybciej niż polscy rajdowcy?
- Kiedyś podobno tak było, ale to już historia.
Marcin: Dlaczego Polakom nigdy nie udało się wygrywać w mistrzostwach świata?
- Trzeba mieć naprawdę olbrzymie pieniądze, by wystartować w mistrzostwach świata. Kierowca jest na szczycie góry, którą tworzy zespół. Liczy się wszystko - od jakości auta i jego specyfikacji, przez mechaników, po szpiegów trasy. Zdarza się czasem, że jakiś Polak błyśnie na jednym, dwóch odcinkach specjalnych, ale rajdy wygrywają potężne teamy - prawdziwe motoryzacyjne mocarstwa.
Zibi: Czy podczas rajdów boi się pan o życie kibiców?
- Ryzyko jest wkalkulowane w ten zawód. Ale czasem faktycznie jest niebezpiecznie, kiedy muszę nagle zdjąć nogę z gazu lub wyminąć kibiców, którzy potrafią się zachowywać bezmyślnie.
Chudy: Niedawno zahaczył pan na rajdzie grupę obserwatorów. To też była wina kibiców?
- Oczywiście. Nigdy nie można przewidzieć, nawet na drodze publicznej, że ktoś nagle wyskoczy z krzaków pod koła samochodu. Wtedy sytuacja była podobna. Grupa kibiców stanęła w miejscu, które organizatorzy oznaczyli jako niebezpieczne. Mieli legitymacje dziennikarskie i powiedzieli, że wchodzą na własną odpowiedzialność. Pech chciał, że akurat w tym miejscu mój samochód opuścił drogę.
Rachu: W Polsce jest pan chyba jedynym kierowcą rajdowym, który ma czym jeździć.
- Nie przesadzajmy. Janusz Kulig jeździł ostatnio najnowszym fordem. Hołowczyc otrzymał seata na Rajd Kormorana i być może będzie nim jeździł także w drugiej części sezonu. Przyznaję jednak, że peugeot jest znakomitym samochodem, który na trasach polskich stawia mnie w komfortowej sytuacji. Niestety, czasami brakuje mi szczęścia.
Rachu: Czym pański peugeot 206 różni się od wersji seryjnej?
- Łatwiej odpowiedzieć, czym się nie różni. Podobna jest tylko ogólna linia nadwozia. Reszta - zupełnie inna. To samochód skonstruowany wyłącznie na potrzeby rajdów. Inne jest zawieszenie, skrzynia biegów, silnik - po prostu wszystko.
Maniek: Ile kosztuje rocznie udział w mistrzostwach Polski?
- Nie mogę się wypowiadać na temat budżetów firm, z którymi współpracuję. Powiem tylko, że na przygotowanie samochodu rajdowego WRC trzeba przeznaczyć dwa miliony złotych.
Kaska: Czy jeżdżą za panem samochodowe groopies?
- Mam wyjątkowo wiernych kibiców i jestem z nich dumny. Przyjeżdżają na wszystkie rajdy.
Więcej możesz przeczytać w 26/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0