Spirala pogardy

Spirala pogardy

Dodano:   /  Zmieniono: 
Polak jawi się politykom jako dureń, frustrat, nieudacznik, leń i egoista


Polskim życiem publicznym rządzi podział na "nas" i "onych", na "ludzi" i "władzę". Na tej podstawie Polak gardzi politykami, uważając ich za bandę kombinatorów, złodziei i oszustów. Poseł, senator, minister lokują się na szarym końcu listy zawodów otaczanych społecznym prestiżem. Wśród znanych graczy polskiej sceny politycznej trudno znaleźć osobę, którą więcej ankietowanych darzyłoby sympatią niż niechęcią.
To jednak tylko jedna strona medalu, lepiej znana dzięki sondażom, publikowanym listom i telefonom do mediów, a także stereotypom kultury masowej, w której polityk pojawia się wyłącznie jako karykaturalny kombinator i cynik. Znacznie mniej wiemy o tym, co sami politycy myślą o swoich wyborcach. Widzimy ich, jak uśmiechają się do kamer, ściskają dłonie na wiecach wyborczych i obowiązkowo gładzą główki dzieci. Co zaś myślą w takich chwilach naprawdę? Łatwo stwierdzić, że w głębi ducha gardzą prostymi ludźmi równie serdecznie, jak sami są przez nich pogardzani.

Dureń i frustrat
Żeby się przekonać o pokładach nienawiści dzielących władzę od obywateli, nie trzeba słuchać obłudnych deklaracji, wystarczy się przyjrzeć, co im ona obiecuje, czym pragnie uwieść i porwać. Z tych obietnic i haseł bez trudu zrekonstruujemy obraz Polaka, jakim go sobie wyobrażają walczący o jego głos politycy. Jest to obraz odrażający.
Polak jawi się w tym wypadku jako kompletny dureń. Politycy uważają, że wcisnąć mu można każdą ciemnotę. Wyborcze programy roją się od wewnętrznych sprzeczności - obiecują podniesienie cen zbytu żywności rolnikom i jednocześnie obniżenie kosztów życia robotnikom, nowe miejsca pracy dla młodych i zarazem gwarancje pozostania na stanowiskach dla starszych, mniejszą biurokrację przy jednoczesnym poszerzeniu zakresu "opieki" państwa nad obywatelem oraz zmniejszenie podatków w parze ze zwiększeniem wydatków we wszystkich działach budżetu. Politycy bez cienia żenady zakładają, że Polak nie jest w stanie połączyć przyczyny ze skutkiem ani zrozumieć znaczenia używanych słów.
Drugą cechą adresata partyjnych programów okazuje się frustracja. W krajach zachodnich polityk stara się uderzać w tony narodowej dumy, odwołuje się do odniesionych sukcesów i przypomina wyborcom o roli, jaką ich kraj odgrywa w świecie. W Polsce, której sukcesy gospodarcze początku lat 90. przyniosły autentyczny podziw opiniotwórczych ośrodków na Zachodzie, politycy zwracają się do ludzi żywiących zapiekłą niechęć do wszystkiego, co się wokół nich dzieje. Polska z wyborczych programów to jakiś koszmarny skansen, gdzie wszystko idzie źle, gdzie od dawna rządzą głupcy i bandyci, wszystkie reformy były tylko oszustwem i kradzieżą, nic się nigdy nie udało, a dobrze mają się tylko mafiosi i dziwki.

Chory z zawiści
Nasi politycy nie tracą energii na roztaczanie pozytywnych wizji zmian. Wedle ich przekonania, Polak woli niszczyć niż tworzyć. Ogromna część aktywności polityków idzie na skanalizowanie frustracji przez podsunięcie obrazu wroga. "We can do it! Well make a difference!" ("Możemy to zrobić, zmienimy bieg spraw!") - zwykli się mobilizować na wyborczych wiecach Amerykanie. Kandydaci do przewodzenia Polakom wolą przytakiwać pańszczyźniano-chłopskiej bezradności: nic się nie da zrobić, wszystko, czego się tknąć, jest opanowane przez wrogów. Przoduje w tym radykalna prawica, z każdym dniem wydłużająca listę ośrodków i dziedzin życia opanowanych przez masońsko-liberalno-globalistyczny spisek, sięgający od Białego Domu po kino wyświetlające Harryego Pottera. Ale lewica niewiele ustępuje radykalnej prawicy. Z równą zajadłością demaskuje zakusy obcego kapitału i międzynarodowych instytucji finansowych, czy grzmi o "wielkim przekręcie" i "doprowadzeniu do ruiny" dziewiątej potęgi gospodarczej świata.
Oprócz globalnych spisków i anonimowego "obcego kapitału" politycy podsuwają bliższe obiekty zawiści. Tradycyjnie, jak za czasów PRL, są to ci, którym się powiodło! Bo skoro się powiodło, to na pewno muszą być nieuczciwi! W Polsce przecież nic się uczciwie nie da zrobić. Polak widziany oczyma polityka to osobnik poruszany głównie prymitywną zawiścią wobec tych, którym się wiedzie lepiej, marzący o "gospodarczej lustracji" i konfiskowaniu mienia bogatszemu sąsiadowi.

Nieudacznik i leń
Programy i wyborcze zawołania polityków przyjmują wprawdzie do wiadomości istnienie w Polsce przedsiębiorców, ale w ich pojęciu to ktoś, kto z zasady nie jest zdolny wykazać się przedsiębiorczością i marzy o statusie, jaki w PRL przysługiwał chłopu - niby to był prywatny właściciel gospodarstwa, ale z góry miał wyznaczony kontyngent i określony zarobek.
Partie nie kuszą więc przedsiębiorców perspektywami rozwoju i poluzowaniem obciążeń, ale pozbawieniem ich konkurencji i wzięciem pod ochronę przed okrutnymi prawami wolnego rynku. Przed potrzebami mierzenia się z konkurencją zagraniczną ochronią przedsiębiorcę cła importowe i osłabienie złotego. Przed konkurencją krajową - ograniczanie zezwoleń na podejmowanie działalności w określonych sektorach. Sklepikarzom obiecuje się ustawy ograniczające liczbę sklepów w gminie, taksówkarzom - limitowanie liczby taksówek w mieście itp. Wspomniana wiara w bezdenną głupotę wyborcy sprawia, że politycy wcale się nie obawiają, iż drobni przedsiębiorcy dostrzegą, że takie same ograniczenia konkurencji (tym razem ich kosztem) oferują politycy wielkim firmom - niszcząc laweciarzy w interesie fabryk samochodów, a lumpeksy w imię ochrony przemysłu włókienniczego.

Skrajny egoista
W pobieżnym przeglądzie cech dostrzeganych w Polaku przez polityków koniecznie trzeba wspomnieć o tym, że wszelkie uczucia narodowe są w ich optyce zredukowane wyłącznie do odruchów ksenofobii, nienawiści i podejrzliwości wobec obcych. Niewielu polskich polityków próbuje się odwołać do jakiegokolwiek dobra wspólnego. Dobro Polski to dobro twojego pępka! Polityk nie zwraca się do Polaka jako takiego, nie mówi o interesie państwa, nie namawia do myślenia kategoriami wspólnoty. Polityk zwraca się do rolnika, górnika, inteligenta (to coraz rzadziej) i nieodmiennie wmawia im, że ich interesy są nadrzędne wobec roszczeń innych grup i zostaną zaspokojone w pierwszej kolejności.
Polak widziany przez polityka to stwór ulepiony z najniższych instynktów, nienawistny, nieodpowiedzialny, chcący zawsze coś za nic, marzący o życiu na cudzy koszt. Chciałoby się rzucić politykom w twarz, że się całkowicie mylą, ale... Psychologowie twierdzą, że powtarzając komuś uparcie swój osąd o nim, sprawiamy, iż powoli zaczyna się on do wmawianego portretu dostosowywać. Wmawianie Polakowi, że jest taki, jak opisano powyżej, trwa już od lat i nic nie zapowiada zmiany.


Słuchajcie, głupki
JAN OLSZEWSKI
przewodniczący ROP
"Znaczna część społeczeństwa przestała być narodem. Pełna świadomość narodowa jest dzisiaj udziałem może jednej trzeciej Polaków".

MARIAN KRZAKLEWSKI
przewodniczący AWS
"Prorodzinne cele AWS będzie także osiągać poprzez realizację postulatu pięciodniowego tygodnia pracy, prace nad takimi rozwiązaniami prawnymi, administracyjnymi, aby niedziela była dniem naprawdę dla rodzin, prace w celu dokończenia projektów powszechnego uwłaszczenia, prace, które wprowadzają metodykę minimalnego dochodu gwarantowanego w naszym kraju".

TADEUSZ RYDZYK
dyrektor Radia Maryja
"Naród jest mądry, ale ogłupiony".

HALINA NOWINA-KONOPKA
posłanka ZChN
"O prawie do przerywania ciąży nie może decydować przypadkowe społeczeństwo".
Więcej możesz przeczytać w 27/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0