Zbójnicka międzynarodówka

Zbójnicka międzynarodówka

Dodano:   /  Zmieniono: 
Terroryzm państwowy funkcjonował już w czasach starożytnych


Obalony przez międzynarodowe siły reżim talibów w Afganistanie, posługujący się terrorem jako narzędziem polityki, nie jest niczym nowym. Już w starożytności istniały państwa, których "powołaniem" było terroryzowanie i rabowanie sąsiadów. I tak jak w wypadku talibów, jedynym skutecznym środkiem przeciwko tym państwom okazywała się wojskowa interwencja.

Terror Cylicyjczyków
W I wieku p.n.e. Imperium Rzymskie, przed którym po złamaniu Kartaginy i Macedonii ukorzył się cały świat, było terroryzowane przez zbójeckie wyprawy Cylicyjczyków. Nazywano tak członków pirackiej międzynarodówki, która - podzielona na rywalizujące z sobą bractwa - miała do dyspozycji prawie 1500 okrętów. Takiej siły nie miało żadne starożytne państwo. Rabusie, wywodzący się z różnych nacji, stworzyli kilka państewek na Krecie, Balearach, w dzisiejszej Dalmacji, a przede wszystkim w Cylicji (południowa Azja Mniejsza).
Obywatele państwa rzymskiego przez lata byli przez Cylicyjczyków zastraszani, głodzeni (piraci rabowali dostawy zboża) i upokarzani. W państwach ościennych budziło to zdumienie, ale także złośliwą satysfakcję. Celem Cylicyjczyków była wyłącznie grabież, ale swoje akcje przedstawiali jako walkę z rzymską tyranią. Znajdowało to poklask wśród podbitych przez Rzymian ludów zamieszkujących wybrzeża Morza Śródziemnego. Wodzowie terrorystycznej międzynarodówki pochodzili w większości z Grecji, również będącej ofiarą rzymskiej ekspansji.
Cylicyjczycy zapuszczali się Tybrem pod mury Rzymu, porywając urzędników, zagranicznych posłów i krewnych senatorów. W ten sposób do niewoli trafił na krótko młody Juliusz Cezar.
W końcu cierpliwość Rzymu się wyczerpała. Po kilku mniejszych ekspedycjach, w 67 roku p.n.e. Gnejusz Pompejusz poprowadził przeciwko ówczesnym terrorystom ponad stutysięczną armię(na jej utrzymanie dostał 6 tys. talentów srebra, czyli około 180 ton monet z tego kruszcu). Legioniści stopniowo niszczyli ośrodki bandytów w Cylicji i innych regionach - zabili 10 tys. "władców mórz" i spalili ponad 1300 okrętów. Wysiłek się opłacił, bo po tej karnej ekspedycji ataki terrorystów ustały na kilkaset lat.

Wyprawa na Algier
Na początku XIX w. brytyjska Royal Navy musiała samotnie (prawie doszczętnie zniszczone zostały wówczas floty francuska i hiszpańska) bronić wolności żeglugi przed atakami piratów działających pod kuratelą państw - Algieru, Tunisu oraz Trypolisu. Większość dochodów tych państw pochodziła z grabieży na zlecenie oraz handlu niewolnikami. Niewolnikami byli niemal wyłącznie chrześcijanie, porywani na morzu oraz na wybrzeżach Hiszpanii, Italii i Grecji, a także na wodach północnej Europy. W jednej z takich wypraw schwytano, a potem sprzedano w Stambule, Aimée du Buc - kuzynkę Józefiny, żony Napoleona Bonaparte. Z innej ekspedycji Algierczycy przywieźli aż 25 tys. jeńców. Jeśli ich rodziny nie zapłaciły okupu, byli sprzedawani. Młode kobiety karmiono maczanym w słodkim syropie chlebem, by nabrały kształtów odpowiadającym arabskim nabywcom. Państwa, których obywateli porywano, wolały negocjować i płacić haracze, podczas gdy kraje osłaniające i wspomagające terrorystów gwałciły wszelkie międzynarodowe traktaty i zobowiązania.
Kres fali terroryzmu postanowił położyć rząd Stanów Zjednoczonych. W dwóch ekspedycjach (w 1803 r. przeciw Trypolitanii, a w 1815 r. przeciw Algierii i Tunisowi) zmuszono kraje Maghrebu do zapłaty odszkodowań i zwolnienia jeńców. Wkrótce po zakończeniu interwencji Amerykanów bejowie wrócili do poprzednich praktyk. Porwania i napady ustały dopiero po zajęciu Algierii przez Francuzów w 1830 r.

Bić niewiernych!
W pierwszej połowie XIX wieku Royal Navy zaatakowała jeszcze państwa Półwyspu Arabskiego oraz Malezję, które również wspomagały terroryzm i piractwo. Zmonopolizowały one handel niewolnikami ze wschodniej Afryki, sprzedając ludzi za 10-30 dolarów (za ładną dziewczynę można było dostać 40 USD) oraz masakrując załogi kursujących po Oceanie Indyjskim statków. Przy pomocy zaprzyjaźnionych władców, w tym sułtana Omanu, Brytyjczykom udało się rozbić "gniazda barbarzyńców".
Muzułmańskie państwa bandyckie powoływały się na specyficznie interpretowany Koran, zezwalający na niewolnictwo, ale tylko w odniesieniu do "niewiernych". Religią motywowali też swoją działalność członkowie indyjskiej sekty thagów - czcicieli bogini śmierci Kali, praktykujący rytualne mordy. Po latach Steven Spielberg przypomniał o nich w jednym z filmów o przygodach Indiany Jonesa. Sekta, której korzenie sięgają XIII wieku, rozwinęła działalność w czasach chaosu, jaki powstał po upadku imperium Mogołów. Thagowie terroryzowali Indie, paraliżując komunikację w wielu częściach tego kraju. W latach 1835-
-1837 brytyjski gubernator lord William Bentinck zadał "dusicielom" rozstrzygający cios. Za samą przynależność do sekty karano dożywotnim więzieniem, a śmiercią za udowodnione morderstwo.

W obronie praw człowieka
Decydując się na karne wyprawy przeciwko państwom i reżimom sprzyjającym terrorystom, rządy uznawały, że względy humanitarne i prawa człowieka stoją wyżej od "suwerennych praw" państw akceptujących piractwo i niewolnictwo, a także od panujących w nich "odwiecznych" zwyczajów.
Niedawne wezwania prezydenta George’a Busha do rozprawy z "państwami zbójeckimi" (przede wszystkim z Irakiem) nawiązują do filozofii walki z terroryzmem w poprzednich wiekach. Wprawdzie wiele krajów demokratycznych wykazuje w tej walce wyjątkową ślamazarność i nieporadność, ale historia dowodzi, że ostatecznie zawsze znajdują one dość sił, by terrorystów pokonać.



Oswajanie bandytów
W przeszłości mocarstwa utrzymywały kontakty z "państwami barbarzyńskimi", ale nigdy nie uważano ich za pełnoprawnych partnerów wspólnoty międzynarodowej. Sytuację zmieniło powstanie ZSRR, który zasłynął z notorycznego gwałcenia "bur-
żuazyjnego" prawa i traktatów. Autorzy polskiego podręcznika prawa z 1930 r. stwierdzali, że "ZSRR nie należy do społeczności międzynarodowej państw ucywilizowanych, ponieważ nie posiada wspólnych z nimi pojęć społecznych, religijnych, cywilnych i prawnych". Względy polityczne sprawiły jednak, że kraj ten przyjęto w 1934 r. do Ligi Narodów. Ze słabości demokratycznej wspólnoty wynikała też polityka appeasementu (uspokajania), stosowana w latach 30. wobec hitlerowskiej III Rzeszy przez Anglię i Francję. Proces oswajania państw zbójeckich pogłębiło powstanie ONZ. Przyjęcie do ONZ nie wymaga spełniania jakichkolwiek standardów. W rezultacie do ONZ należy na przykład Somalia, będąca federacją "grup zbieracko-łowieckich z kałasznikowami", a także kraje wspierające terroryzm - Libia, Irak czy Korea Północna.

Rzeźnik z Bagdadu
Irak, rządzony od ponad 30 lat przez reżim Saddama Husajna, jest w prostej linii następcą dawnych państw bandyckich. W 1980 r. Husajn zaatakował sąsiedni Iran, wykorzystując zamęt rewolucji islamskiej. Zapoczątkowało to trwającą osiem lat krwawą wojnę, w której zginęło około miliona ludzi, a straty materialne przekroczyły 400 mld dolarów. Dwa lata po zakończeniu tego konfliktu Husajn napadł na Kuwejt. Tym razem czoło stawiła mu międzynarodowa koalicja, której przewodziły Stany Zjednoczone. Operacja "Pustynna burza" zmusiła wojska irackie do opuszczenia Kuwejtu w lutym 1991 r., ale reżim Husajna przetrwał tę klęskę. Obecnie Waszyngton i inne rządy oskarżają Irak o aktywne wspieranie międzynarodowego terroryzmu, w tym al Kaidy. (AD)
Więcej możesz przeczytać w 28/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0