Seks w wielkim mieście

Seks w wielkim mieście

Dodano:   /  Zmieniono: 
Książki są najlepszym afrodyzjakiem! Przynajmniej w kinie
Polscy widzowie odbierają "Niewierną" jako klasyczny melodramat 

W romantycznej komedii "Notting Hill" Julia Roberts traci głowę dla właściciela skromnej księgarni, a w "Niewiernej" Adriana Lynea równie atrakcyjna Diane Lane wdaje się w gorący romans z antykwariuszem. Przełomowym momentem jest wspólna lektura książki kucharskiej, napisanej alfabetem Braillea. Antykwariusz jest młody i przystojny, w dodatku pochodzi z Francji (co w Ameryce jest równoznaczne z mistrzostwem w ars amandi). Bohaterce można się trochę dziwić, bo jej męża gra Richard Gere - jeden z hollywoodzkich symboli seksu. Nie po raz pierwszy Adrian Lyne wprawia widzów w konfuzję. W "Niemoralnej propozycji" rolę bogacza kupującego za milion dolarów noc z Demi Moore powierzył Robertowi Redfordowi. Zważywszy na fakt, że miliony mężatek oddałyby się Redfordowi za darmo, była to raczej "nienormalna propozycja".

Dziewięć i pół Lolity
Adrian Lyne, podobnie jak Ridley Scott i Alan Parker, zaczynał od kręcenia telewizyjnych reklam. Krytycy do dziś mu to wytykają. Twierdzą, że przywiązuje nadmierną wagę do strony wizualnej, natomiast jest kiepskim psychologiem. Po filmie "Dziewięć i pół tygodnia" (nazwanym "Ostatnim tangiem na Manhattanie") do Lynea przylgnęła dodatkowo opinia erotomana. Reżyser nie przejął się tym zbytnio i podpisał kontrakt na nakręcenie nowej wersji "Lolity" (według skandalizującej powieści Nabokova). Premiera tego filmu wypadła w wyjątkowo pechowym momencie, gdy w Europie i Stanach Zjednoczonych wybuchały kolejne afery z pedofilami. Lyne zgodził się na wycięcie z "Lolity" najbardziej drażliwych scen, ale nie znalazł się nikt chętny do jej rozpowszechniania w Ameryce.
Chociaż "Niewierna" jest reklamowana jako "erotyczny thriller", nie epatuje ostrym seksem. Lyne ma świadomość, że pod tym względem nigdy nie prześcignie kolegów pracujących w Europie. Amerykańscy producenci nie dopuściliby do umieszczenia w filmie "nie symulowanych aktów płciowych". Zapewnienia Diane Lane, że na planie "Niewiernej" rozbierała się częściej niż w całym dotychczasowym życiu, potraktujmy jak kokieterię.
Tym razem obraz nie dominuje nad treścią. Temat "on, ona i ten trzeci" trudno uznać za odkrywczy, ale reżyserowi udało się uniknąć banału. Żadna ze stron miłosnego trójkąta nie jest postacią jednoznaczną. Najwyraźniej Lyne postanowił udowodnić, że ma pojęcie o psychologii. Podczas warszawskiej premiery widzowie zużyli sporo chusteczek, co wskazuje, że odebrali "Niewierną" jako klasyczny melodramat. Ale to tylko jeden z możliwych tropów. Niektóre rozwiązania fabularne nawiązują do stylu Hitchcocka, inne do "Noża w wodzie" Romana Polańskiego.

Francuski łącznik
Ocena filmu Lynea mogłaby być wyższa, gdybyśmy nie mieli do czynienia z remakiem. "Niewierna żona" (z 1969 r.) uchodzi za jeden z najlepszych obrazów Claudea Chabrola. Główne role zagrali wówczas Stephane Audran i Michel Bouquet. W porównaniu z tamtym filmem Lyne poprzestawiał nieco akcenty. Umieścił akcję w swym ulubionym mieście - Nowym Jorku, rozbudował rolę kochanka (u Chabrola pojawiał się on tylko w dwóch scenach).
W Ameryce mówi się, że Diane Lane ma poważne szanse na Oscara. Lyne ma w ogóle szczęśliwą rękę do aktorów. W "Dziewięć i pół tygodnia" wylansował Kim Basinger i Mickeya Rourke, zaś od "Fatalnego zauroczenia" zaczęła się wielka kariera Glenn Close.

Więcej możesz przeczytać w 29/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0