Karuzela z reklamami

Karuzela z reklamami

Dodano:   /  Zmieniono: 
Od jakiegoś czasu, oglądając telewizję, odruchowo sięgam po gazetę. Czytam ją z zainteresowaniem aż do… przerwy na reklamy
Brytyjczycy, dzięki którym przyszła na świat telewizja (chodzi o BBC, która rozpoczęła nadawać w 1936 r.), teraz mają nową, z pozoru rewolucyjną propozycję - kanał składający się z samych reklam. Żadnych newsów, teledysków, seriali ani filmów. Tylko reklamy!
Nie będzie to zwyczajny kanał telewizyjny, proponowany w ofercie kablówek czy platform cyfrowych. Telewizję reklamową będzie można oglądać tylko w wybranych miejscach: w poczekalniach przychodni lekarskich (Channel Health Direct - tylko reklamy lekarstw oraz reklamy produktów dla kobiet i dzieci), w wielkich firmach korporacyjnych (na przykład w zakładach samochodowych BMW) lub w domach towarowych (zestawy reklamówek będą wybierały dyrekcje placówek spośród oferty nadsyłanej drogą satelitarną przez programowego providera - Instrumental Media Group).
Wszystkie te miejsca z punktu widzenia widza charakteryzuje ta sama okoliczność: na telewizor patrzy się niejako przy okazji, zajmując się czymś innym (oczekując na wizytę u doktora, pracując, czekając na spotkanie lub robiąc zakupy). Widz tu nie ma zbyt wiele czasu. Nie jest w stanie rozpocząć oglądania dłuższego programu. Za to kilkudziesięciosekundowe reklamówki to wprost idealny format w takiej sytuacji. Wystarczająco agresywny, by zwrócić na siebie uwagę i na tyle skondensowany, by zdążyć z puentą, zanim widz zajmie się znowu swoimi sprawami. Na dodatek jego sugestywność w opisywanych miejscach jest podobno nadzwyczajna. Dzięki życzliwym podpowiedziom klienci w domach towarowych kupują rzeczy, których wcale nie pragnęli, których nie umieścili wcześniej na kartce z zakupami. A co dopiero matki oczekujące z dzieckiem na diagnozę lekarską? Lekarz lekarzem, ale telewizyjna reklama nie jest bez szans. Mama, realizując receptę z zapisanymi przez doktora lekami, prawie na pewno poprosi w aptece o podpowiedziane coś jeszcze, co się może przydać. Ot, choćby po to, żeby mieć spokojne sumienie.
Niezależnie od praktycznych argumentów, taka telewizja reklamowa może być zwyczajnie fajna. Od jakiegoś czasu łapię się na tym, że oglądając telewizję, odruchowo sięgam po gazetę. Czytam ją z rosnącym zainteresowaniem aż do… przerwy na reklamy. Wtedy automatycznie rzucam okiem na ekran i oglądam reklamówki. Wiele z nich wywołuje uśmiech, a czasem podziw dla inteligencji twórców. Tak jest na przykład z niewątpliwym przebojem tego lata - reklamą napoju gazowanego "Mountain Dew". Ten filmik podoba się zarówno dzieciakom, jak i rodzicom. Kogóż bowiem nie zachwyci pogoń rowerzysty za uciekającym gepardem, a następnie bohaterskie włożenie mu ręki po łokieć do paszczy, by wyciągnąć z gardła puszkę "Mountain Dew". A potem złowrogie kłapnięcie drapieżnika oraz komentarz naszego bohatera: "Niedobry kotek!". W polskich domach w czasie emisji tej reklamy słychać teraz nerwowe okrzyki: "Choć szybko, idzie to z tym gepardem!".
Albo najinteligentniejsza, moim zdaniem, z polskich reklam, zachwalająca Fundusz Pioneer Banku Pekao SA: letni obrazek - plaża, upał, ojciec z synem kupują lody w budce. Nakłada je starsza, gruba kobieta. Dziecko przygląda się ze zdziwieniem nadjedzonemu lodowi, na wpół już się rozpływającemu, który właśnie dostało, a my patrzymy jak jejmość w białym fartuchu nakłada loda ojcu (z włoskiego automatu) i… wielkim jęzorem zlizuje z niego cały czubek, resztę podając przez okienko. Obrzydliwość! Jeśli zdecydujemy się na powierzenie pieniędzy Pioneerowi, to nie damy państwu zlizywać 20 proc. należnych nam za oszczędzanie odsetek - taka jest wymowa tej scenki. Publicystyka, satyra i reklama w jednym. Majstersztyk! Z niecierpliwością czekam, kiedy znajdzie się ona na jakimś festiwalu, bo może wrócić z nagrodą.
A propos publicystyki i satyry w reklamie - nie mogę się oprzeć pokusie, by zwrócić państwa uwagę na brawurowe billboardy, które pojawiły się latem na naszych ulicach. Reklamują "Gazetę Finansową". Na zdjęciu widzimy bezzębną staruszkę i napis: Powiedz ZUS! (próbowałem wyobrazić sobie, jak to musi brzmieć, gdy jechałem samochodem i wybuchnąłem takim śmiechem, że zapomniałem o dręczącym upale). Dowcip jak z zapomnianego kabaretu STS, powodujący mieszaninę uśmiechu, żachnięcia i refleksji. No i zainteresowania gazetą, która postanowiła się zareklamować śmiało i inteligentnie. Domyślam się, że chodzi o to, że jeśli będziemy ją czytać, otrzymamy wskazówki, co zrobić, by na starość nie tylko godnie żyć, ale też mieć wszystkie zęby i bezbłędnie wymawiać nazwę utrzymującej nas wtedy instytucji.
Pewnie któregoś dnia angielski pomysł dotrze i do nas. Kiedy już zaczniemy oglądać kanały telewizyjne nadające tylko reklamówki, istotne jest, byśmy mieli ich dużo do wyboru, żeby było stać nas na sprawdzenie, gdzie przebiega granica między ich sugestywnością a… prawdą.
Więcej możesz przeczytać w 30/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0