Reguła starego Cygana

Reguła starego Cygana

Dodano:   /  Zmieniono: 
Grzegorz Kołodko mówi mało, bo nie ma żadnej koncepcji

Jaka jest największa kara dla Grzegorza Kołodki? Kazać mu milczeć! - głosi najnowsza anegdota o ministrze finansów. W poprzedni poniedziałek, tuż przed wyjazdem do USA, prezydent Aleksander Kwaśniewski rozmawiał z ministrem Kołodką i przestrzegał, by ten nie powiedział niczego niestosownego podczas jego wizyty w Waszyngtonie. Najlepiej, gdyby mówił mało. "Grzegorz, żadnego awanturnictwa, żadnych śmiałych pomysłów" - nakazywał Kwaśniewski. I Kołodko rzeczywiście powiedział niewiele. Ale prawdziwy powód jest inny: Kołodko mówi mało, bo ma niewiele do powiedzenia, co oznacza, że nie ma żadnej koncepcji.

Pomożecie?
Kilkakrotnie Grzegorz Kołodko spotkał się z Jarosławem Kalinowskim. Usłyszał, że PSL już się nie upiera przy podatku importowym, bo Unia Europejska i tak nie zgodzi się na to rozwiązanie. Podczas spotkania z klubem PSL jeden z posłów spytał ministra finansów o jego stosunek do Rady Polityki Pieniężnej. "To nie jest pytanie do bezpartyjnego fachowca" - odparł Kołodko. Wtedy odezwał się obecny na spotkaniu Leszek Miller: "Sprawa jest skomplikowana, bo wiecie, jaki jest stosunek prezydenta do RPP". Kołodko obiecał ludowcom, że w tym tygodniu dostarczy projekty swoich rozwiązań.
Szukał pomocy u kolegów ekonomistów w Wyższej Szkole Przedsiębiorczości i Zarządzania im. Leona Koźmińskiego w Warszawie, gdzie jest wykładowcą. Studentom powiedział, że nie zamierza rezygnować z wykładów, bo "przygoda w rządzie może trwać krótko, a wykłady to sprawa pewna i poważna". Prorocze słowa. Posłowie, z którymi rozmawialiśmy, nie dają Kołodce więcej niż pół roku.
W Ministerstwie Finansów mówi się, że Kołodko niebawem zacznie się nieoficjalnie spotykać z prezesem NBP, by zakopać topór wojenny. Osoby znające ministra nie wierzą w trwały rozejm. Twierdzą, że zaproszenie do rozmów to tylko zasłona dymna, zza której niespodziewanie ruszy on do ataku na stopy procentowe i kurs złotego. Na razie Kołodko szuka pomysłów, a prace nad budżetem na rok 2003 zostawił na głowie Haliny Wasilewskiej-Trenkner, którą przed laty sam sprowadził do resortu.
W ministerstwie Kołodko zastał sporo nowych twarzy, dlatego zaczął sprowadzać swoich ludzi. Należą do nich m.in. ekonomiści Marek Ociepka, Ryszard Michalski i prof. Jan Czekaj, a także jego były asystent Piotr Perczyński. W otoczeniu Kołodki pojawili się ponadto prof. Mieczysław Kabaj z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych oraz prof. Danuta Gotz-Kozierkiewicz z Instytutu Nauk Politycznych PAN. Perczyński został dyrektorem gabinetu politycznego, a Ociepka, Czekaj i Michalski będą wiceministrami.

Czego Kołodko nie powiedział?
Grzegorz Kołodko długo milczał, a kiedy przemówił, okazało się, że nie jest zwolennikiem jednorazowej dewaluacji i wprowadzenia tzw. currency board, czyli sztywnego powiązania złotego z euro. Nowy wicepremier jest zwolennikiem osłabienia złotego. Osłabienie ma być nieznaczne i przebiegać stopniowo. Rynek odwdzięczył się mu za te deklaracje umiarkowanym umocnieniem złotego o pięć groszy.
Kołodko opowiedział się też przeciwko powiększeniu Rady Polityki Pieniężnej. Nie domaga się radykalnego obniżenia stóp procentowych, zwiększenia deficytu budżetowego i podwyższenia inflacji, lecz zapowiada starania o utrzymanie niskiej inflacji i dążenie do zmniejszenia deficytu budżetu. Wicepremier nie ujawnił, w jaki sposób osiągnie owe sprzeczne cele. Zapowiedział jedynie szybki powrót do pięcioprocentowego wzrostu gospodarczego, co rzeczywiście parę problemów by rozwiązało. Nie wyjaśnił jednak, co ów wzrost ma spowodować.

Co Kołodko powiedział?
Poza zapewnieniem, że dotychczasowa polityka rządu koalicyjnego będzie kontynuowana i utrzymana zostanie dyscyplina finansowa, Kołodko zaproponował "plan działań antykryzysowych". Zawiera on propozycję kredytu podatkowego dla nowych przedsiębiorstw zatrudniających do 50 osób. W pierwszym roku płaciłyby one podatki na zasadach ogólnych, ale w drugim roku korzystałyby z kredytu, czyli ulg i umorzeń podatkowych. Zapowiedział też państwowe poręczenia kredytów bankowych dla firm zatrudniających ponad 1000 pracowników i potrzebujących pieniędzy na restrukturyzację. Obiecał również umorzenie "niespłacalnych" długów wybranym dużym firmom (ponad 1000 pracowników) pod warunkiem przedstawienia programu naprawczego oraz wniesienia "opłaty abolicyjnej" (15 proc. wartości długu). Zaproponował także zaliczenie części obciążeń związanych z przeterminowanymi zobowiązaniami do kosztów i obniżenie podstawy opodatkowania, ale pod warunkiem że banki wezmą udział w postępowaniu restrukturyzacyjnym firm i nie zaprzestaną ich kredytowania. Na koniec zapowiedział uproszczenie procedur upadłościowych.
Plan Kołodki można określić jako "Piechota - Hausner bis". Zawiera on bowiem na ogół słuszne, cząstkowe rozwiązania, które są podobne do przedstawionych jesienią ubiegłego roku przez obydwu tych ministrów. Prace nad nowelizacją archaicznego prawa upadłościowego trwają od kilku lat. Od kilku lat również rozważa się zmiany naliczania podatków od banków. Obie te innowacje wymagają stosownych ustaw, co przy pracowitości polskiego Sejmu potrwa. Jeśli chodzi o umarzanie długów, choć radością napawa propozycja kodyfikacji, to żadne prawo nie zabrania tego i dzisiaj. Największe kontrowersje budzi kredyt podatkowy. Niewykluczone, że przy obecnej sytuacji na rynku pracy może to być pewien impuls dla młodych ludzi. Więcej będzie jednak osób, które postąpią zgodnie z regułą "starego Cygana", który zamiast myć dzieci "stare", robił "nowe". Zamknie się istniejące przedsiębiorstwa, aby "na szwagra" założyć nowe. Tyle że koszty owego "przenominowania przedsiębiorstw" trzeba będzie płacić w 2004 r.
Grzegorz Kołodko zapowiada poprawę w dość odległej przyszłości. Z jednym wyjątkiem. Obiecuje, że bezrobocie zmaleje już w listopadzie. Na jego korzyść przemawia fakt, iż październik będzie ostatnim miesiącem rejestrowania bezrobotnych absolwentów. W listopadzie więc zmaleje dynamika wzrostu bezrobocia. Raczej nie zmniejszy się jednak liczba bezrobotnych. Dlaczego mówi się o cudzie w tym miesiącu? Bo cud jest potrzebny ze względu na październikowe wybory, do których SLD pójdzie z hasłem "za miesiąc zmaleje bezrobocie".
Przed tygodniem prof. Jan Macieja, przepowiadając przyszłość Grzegorza Kołodki, powiedział: "Do wyborów!" (samorządowych? parlamentarnych?). Nawet jeżeli ktoś nie wierzy w tę prognozę, przyzna, że wicepremier wypowiadający się w sposób niekontrowersyjny jest nudny jak ubrana Madonna. Tego, co podśpiewuje, niby można słuchać. Bez dodatkowych atrakcji to jednak nie to.

Więcej możesz przeczytać w 30/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0