Wielkie smarowanie

Wielkie smarowanie

Dodano:   /  Zmieniono: 
Niemcy toczy rak korupcji


Przyjąłem tylko honoraria, jak każdy" - Rudolf Scharping, były minister obrony Niemiec, nie ma sobie nic do zarzucenia. W czasie, gdy sprawował urząd szefa obrony, na jego konto frankfurcka agencja public relations Moritza Hunzingera wpłaciła 140 tys. marek. Za darmo też przygotowała plan ratowania wizerunku ministra, który to wizerunek został mocno nadszarpnięty kolejnymi aferami. Fakt, że agencja Hunzingera obsługuje także firmy zbrojeniowe, nie miał i nie ma dla Scharpinga znaczenia. Innego zdania był kanclerz Schröder i zdymisjonował ministra. Ale ta sprawa to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Tylko w ostatnim roku liczba wypadków korupcji na pograniczu polityki i gospodarki wzrosła w Niemczech o 20 proc.! - dowodzą dane Federalnego Urzędu Kryminalnego w Wiesbaden. Niemcy stały się "republiką bananową" - alarmuje prasa. Wirus korupcji ogarnął niemal wszystkie dziedziny życia.

Kasa polityczna, czyli biorą socjaldemokraci
Afery finansowe z udziałem polityków SPD mogą przesądzić o porażce socjaldemokratów we wrześniowych wyborach. Przedsiębiorstwo budowlano-montażowe Steinmüller z Gummersbach i kolońska spółka "króla śmieci" Hellmuta Trinekensa (Trinekens AG) przelały w latach 1993-2000 na konta w Szwajcarii ponad 33 mln marek. Ile z tych pieniędzy trafiło na konta SPD, ile na prywatne konta polityków, ile przeznaczono na łapówki dla urzędników - nie wiadomo. Dochodzenie trwa.
Prokuratura w Wuppertalu przed dwoma tygodniami wniosła oskarżenie przeciwko burmistrzowi Hansowi Kremendahlowi, który miał przyjąć 500 tys. marek od przedsiębiorcy budowlanego Uwego Cleesa w zamian za faworyzowanie jego firmy w przyznawaniu zleceń komunalnych. W Recklinghausen prominentny działacz SPD Peter Rausch podpisał umowy na budowę mieszkań z przedsiębiorcami, którzy za darmo odnowili jego willę. Sekretarz generalny Franz Müntefering zapowiedział, że zostaną wyciągnięte "surowe konsekwencje". To samo przyrzekali niedawno przywódcy CDU.

Winnych brak, czyli biorą także chadecy
Chadecy nie mogą zdyskontować afer politycznych przeciwników w toczącej się właśnie kampanii wyborczej i ubolewać nad zepsuciem SPD. Oni także nie mają czystego sumienia. Były szef CDU, kanclerz Helmut Kohl, który osobiście przyjął co najmniej 2 mln marek, uniknął odpowiedzialności karnej dzięki zasługom z przeszłości.
"Niemiecka republika bananowa" kwitnie przede wszystkim dzięki wszechwładzy państwa i bezkarności urzędników. Prokuratura w Augsburgu prowadziła śledztwo m.in. przeciw Holgerowi Pfahlsowi, byłemu szefowi Urzędu Ochrony Konstytucji, sekretarzowi stanu z Ministerstwa Gospodarki Walterowi Kiepowi oraz Maxowi Straussowi, synowi znanego polityka chadeckiego Franza Josepha Straussa. Przez ich ręce przepływały prowizje od umów na dostawy broni. Śledztwo w tej sprawie umorzono z braku dowodów. Niektóre zginęły z policyjnych sejfów.
Gdy Horst Weyrauch, doradca finansowy CDU, znalazł się na liście oskarżonych, uznał, że byli mocodawcy z gabinetu Kohla go zdradzili, oddał więc legitymację partyjną i ostrzegł, że jego informacje "wstrząsną Niemcami i całą Europą". Nie wstrząsnęły, bo także to postępowanie umorzono. Po wykryciu na kontach heskiej CDU dużych sum pieniędzy niewiadomego pochodzenia skarbnik Casimir Sayn-Wittgenstein utrzymywał, że są to... "datki od Żydów pragnących zachować anonimowość". W końcu do wyprania 20 mln marek w Szwajcarii i Liechtensteinie przyznał się były strażnik praworządności, minister spraw wewnętrznych w rządzie Kohla, Manfred Kanther. Prokuratura wszczęła śledztwo, ale pod koniec marca ogłoszono, że procesów nie będzie.

Legalna koperta
Komisja Europejska coraz częściej zwraca Niemcom uwagę na powszechność korupcji. Jeszcze niedawno niemieckie firmy mogły oficjalnie odliczać łapówki od podatków, wykazując je w rubryce "użyteczne nakłady". Hans Reimer, pośrednik kontraktowy, pozwany przed sąd za oszustwa podatkowe w wysokości 8,5 mln marek, twierdzi, że niektóry firmy mają za granicą placówki zajmujące się rozdzielaniem "lewych pieniędzy". Według Banku Światowego, niemieccy przedsiębiorcy wydają na ten cel około 2,5 mld euro rocznie.
- Przekupstwo jest stałym elementem polityki gospodarczej - twierdzi prokurator Wolfgang Schaupensteiner z Frankfurtu nad Menem. W jego okręgu podjęto ponad 2 tys. dochodzeń w takich sprawach. Niemiecki wirus korupcji przenika do wszystkich dziedzin życia. Handel "skórami" też nie jest polskim wynalazkiem - w Berlinie odpowiada przed sądem przedsiębiorca pogrzebowy, który płacił policjantom i sanitariuszom po sto marek za informacje o zgonach.

Więcej możesz przeczytać w 30/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0