Rady robotnicze

Rady robotnicze

Dodano:   /  Zmieniono: 
W radzie nadzorczej PLL LOT są dwie stewardesy, mechanik i pracownik biurowy
Związkowcy nadzorują odpłatnie firmy, przeciw których władzom protestują 

Związkowcy zasiadają w radach nadzorczych największych polskich firm: KGHM Polska Miedź, TP SA, Stoczni Gdynia, nadzorowali też pracę zarządu upadłej Stoczni Szczecińskiej Porty Holding SA. Posady w radach to dla nich atrakcyjne synekury - pobierają niemałe wynagrodzenia, a po godzinach mogą dalej organizować protesty przeciwko zarządom, których pracę nadzorują. Idea współzarządzania przez pracowników firmami przybiera w Polsce groteskowe formy. Arkadiusz Śliwiński, działacz "Solidarności" i delegat regionu Mazowsze do Komisji Krajowej, niedawno z zapałem organizował protest w zamykanej Fabryce Kabli Ożarów. W macierzystym zakładzie - bankrutującym żerańskim Daewoo-FSO - jest członkiem rady nadzorczej, bierze pieniądze i siedzi cicho.

Łapówka za prywatyzację
W Stoczni Szczecińskiej w ostatniej, siedmioosobowej radzie nadzorczej dwa miejsca przeznaczone dla załogi zajmowali przedstawiciele "Solidarności" (Jerzy Milewski) i Samodzielnego Niezależnego Związku Stoczniowiec (Kazimierz Gąsior). Związkowcy nadzorują pracę zarządu także w Stoczni Gdynia - w nowo wybranej radzie zasiądą po raz kolejny ich trzej przedstawiciele. Rada zbiera się raz na kwartał, a wynagrodzenie jej członka sięga 25 tys. zł rocznie - atrakcyjny dodatek do pensji.
Na początku lat 90., by uniknąć protestów przeciwko restrukturyzacji państwowych molochów, ich pracownikom przyznano jedną trzecią miejsc w radach nadzorczych prywatyzowanych i komercjalizowanych spółek. Zajęli je przede wszystkim działacze związkowi. - Była to zwyczajna łapówka za zgodę na prywatyzację - mówi Grzegorz Wlazło, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych. W 1996 r. uchwalono przepisy zakazujące łączenia stanowisk działacza związkowego i członka rady nadzorczej, ale związkowcy otrzymali gwarancję, że po prywatyzacji - już bez zakazu łączenia funkcji - pracownicy będą mogli zasiadać w radach nadzorczych, a limit miejsc zwiększono do 40 proc.

Nic o nas bez nas
W jednoosobowych spółkach skarbu państwa funkcji członka rady nadzorczej nie można łączyć z działalnością związkową, ale to tylko teoria. Nawet jeśli oficjalnie przedstawiciel pracowników nie należy do związków, to one i tak decydują, kto zostanie wybrany. W Katowickim Holdingu Węglowym działa 10 związków zawodowych. - To jasne, że mamy wpływ na obsadę stanowisk w radzie nadzorczej - przyznaje z dumą Adam Depta, szef Związku Zawodowego Górników w Polsce w kopalni Wieczorek, wchodzącej w skład holdingu.
Tam, gdzie przepisy ustawy o prywatyzacji i komercjalizacji już nie obowiązują, "zawodowi" związkowcy zawłaszczają zarezerwowane dla pracowników miejsca w radach. W dziewięcioosobowej radzie lubińskiego kombinatu miedziowego zasiada trzech przedstawicieli załogi - są to szefowie central związkowych działających w spółce: Józef Czyczerski z "Solidarności", Ryszard Kurek ze Związku Zawodowego Pracowników Przemysłu Miedziowego i Leszek Hajdach z zakładowego związku branżowego (średnie roczne wynagrodzenie członka rady KGHM wyniosło w 2001 r. 103 tys. zł). W radzie TP SA zasiadają Jerzy Drozd z Federacji Związków Zawodowych Telekomunikacji i Elżbieta Pacuła z "Solidarności". - Zostali wybrani ze względu na kwalifikacje, a nie przynależność związkową - twierdzi Mariusz Loch, rzecznik prasowy TP SA. Prawda może być inna. Firma rozpoczęła restrukturyzację i musi zwolnić kilkanaście tysięcy osób. Obłaskawianie związkowców posadami jest ceną za przeprowadzenie tej operacji w spokoju.

Piąta kolumna
W Niemczech, gdzie związkowcy też zasiadają w radach nadzorczych firm, ograniczono ich kompetencje do wypowiadania się w kwestiach pracowniczych. U nas nie obowiązują takie ograniczenia, a jeden awanturnik może zablokować decyzje rady dotyczące finansów i strategii firmy. - W radzie KGHM w okresie, gdy w niej zasiadałem (1994-1996), było dwóch związkowców - wspomina prof. Waldemar Frąckowiak, kierownik Katedry Inwestycji i Rynków Kapitałowych Akademii Ekonomicznej w Poznaniu. - Ich praca przypominała nieustającą wojnę. Normą były pyskówki i zawieszanie posiedzeń.
W radzie nadzorczej LOT zasiadają dwie stewardesy, mechanik i pracownik biurowy. Irena Lejzerowicz i Irena Sączek należą do ZZ Personelu Pokładowego, Andrzej Szubiński pracuje w hangarze, Wojciech Więsyk - na co dzień pracownik biurowy - po godzinach jest sekretarzem rady. Przedstawiciele SAir Group, inwestora strategicznego LOT, mają nikłe szanse na przeforsowanie niemiłych związkom propozycji. Przedstawiciele pracowników blokują decyzje, które mogłyby zagrozić interesom reprezentowanych przez nich grup zawodowych, a polski przewoźnik notuje kilkusetmilionowe straty ze swej podstawowej działalności.

Zabawa na "Titanicu"
Stanisław Kogut, szef kolejarskiej "S", tak polubił zasiadanie w radzie PKP i związany z tym prestiż, że widywano go nawet na przyjęciach dyplomatycznych w ambasadach. W radzie PKP obok niego zasiadało jeszcze dwóch przewodniczących zawiązków zawodowych (w PKP działa 18 związków!): Waldemar Chyczewski, przewodniczący Federacji Związków Zawodowych PKP, oraz Jerzy Gontarczyk, obecny prezes Związku Zawodowego Maszynistów. Dopiero kilka dni temu wszystkich odwołano z posad. Mają ich zastąpić wybrani w powszechnych wyborach przedstawiciele załogi.
Poznańska spółka H. Cegielski musi utrzymywać cztery związki zawodowe. Dwaj członkowie "Solidarności" wybrani do rady nadzorczej dbają o to, by znajdująca się na skraju bankructwa spółka zapewniła każdemu związkowi lokal z telefonem, faksem i komputerem i finansowała etaty: trzy dla "Solidarności", dwa dla Związku Zawodowego Pracowników HCP Metalowcy i po jednym dla pozostałych organizacji. W Daewoo-FSO w radzie nadzorczej zasiada dwóch przedstawicieli załogi. Reprezentują Związek Zawodowy Inżynierów i Techników oraz "Solidarność", zarabiają około 40 tys. zł rocznie. W przedsiębiorstwie działają jeszcze Metalowcy i "Solidarność 80". Każdemu z nich przysługuje biuro z wyposażeniem, samochód służbowy i... sekretarka dla przewodniczącego.
- W dużych przedsiębiorstwach, takich KGHM Polska Miedź SA, PLL LOT czy stocznie, ten patologiczny układ będzie istniał już zawsze. W mniejszych firmach sytuację uzdrowi upadłość - przewiduje Grzegorz Wlazło.


Farma działaczy
Dwóch ludzi namaszczonych przez związki zawodowe zasiada w radzie nadzorczej Ursusa: Piotr Biernacki (NSZZ "Solidarność") i Waldemar Pietryka (popierany przez "S"). Pobierają z tego tytułu 25 tys. zł rocznie. W 1998 r. fabryka traktorów zatrudniała 12 100 osób i przyniosła 150 mln zł strat. Miesięczne utrzymanie 23 związków zrzeszających 75 proc. pracowników kosztowało zakład 50 tys. zł. 500 działaczy miało status "świętych krów" - nie można było ich zwolnić, bo byli członkami zarządu obecnej lub poprzedniej kadencji i członkami komisji rewizyjnych. Zarząd zakładowego związku metalowców zrzeszającego 400 pracowników w 1999 r. liczył 68 członków... Kolejnych kilkadziesiąt osób było nietykalnych z racji sprawowania funkcji "społecznych" inspektorów PIP i BHP. Władze firmy pozbyły się kłopotliwego balastu w oryginalny sposób. Chronionych przez prawo związkowców przeniosły najpierw do osobnego działu firmy, a następnie do stworzonej specjalnie dla nich spółki zależnej Farma. Później stopniowo odcinano "pępowinę" - spółka miała sama zarobić na swoje utrzymanie. W efekcie szybko zbankrutowała, a "nietykalni" związkowcy stracili pracę. W 2002 r. spółka-matka zatrudniała już tylko 380 osób. Do związków wciąż należy dwie trzecie pracowników, ale jedynie 30 działaczy jest objętych szczególną ochroną prawną. W 2001 r. firma zarobiła 7 mln zł.

Związkowa Europa
Francja
Organy przedstawicielskie pracowników mają prawo przedstawiać swój punkt widzenia. W zakładach zatrudniających powyżej 300 osób reprezentanci pracowników muszą być informowani o wszelkich sprawach organizacyjnych, ekonomicznych, finansowych i personalnych ważnych dla przedsiębiorstwa.
Niemcy
Model zbliżony do polskiego. W dużych zakładach pracownicy mają prawo do wybierania swoich przedstawicieli, przysługuje im do 50 proc. stanowisk w organach zarządzających przedsiębiorstwem, mają jednak prawo głosu tylko w kwestiach pracowniczych.
Skandynawia
W krajach skandynawskich pracownicy mają prawo zgłaszać swoich reprezentantów jako kandydatów na stanowiska w zarządach lub radach nadzorczych. Akcjonariusze nie muszą akceptować tych propozycji.
Więcej możesz przeczytać w 31/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0