Gorączka sopockiej nocy

Gorączka sopockiej nocy

Nadal przyjaźnię się z Heleną Vondrackovą i członkami węgierskiej grupy Scorpio - wspomina Maryla Rodowicz


Kiedy przed laty Malcolm McLaren, znany muzyk i juror festiwalu w Sopocie, zażartował, że Kasia Kowalska zawdzięcza Grand Prix najładniejszej sukience, organizatorzy się obrazili. Tymczasem McLaren pierwszy powiedział tylko, że Sopot to festiwalowa mrówka, a nie słoń - jedna z długiej listy imprez umilających lato nad Bałtykiem. Obecny kształt festiwalu, organizowanego bez zadęcia typowego dla czasów PRL i pierwszych lat III RP, w zupełności odpowiada jego miejscu na mapie rozrywki. Jeśli są pieniądze na ten festiwal i widzowie chcą się "pobujać" w sopockim amfiteatrze, impreza ma rację bytu.

Dziecko Szpilmana
Festiwal w Sopocie wymyślił Władysław Szpilman - utalentowany kompozytor i dyrektor Polskiego Radia. Ten sam, którego dramatyczna historia stała się najpierw tematem autobiograficznej książki "Pianista", a potem filmu Romana Polańskiego. Pierwsze trzy edycje festiwalu odbyły się w nie istniejącej już hali Stoczni Gdańskiej. W 1964 r. imprezę przeniesiono do Opery Leś-nej. Scena powstała w latach 20. w niemieckim wówczas kurorcie Zopott i wystawiano tu głównie dzieła Richarda Wagnera.
Ognista Conchita Bautista uczyła publiczność hiszpańskich tańców, Angela Zillia zaszczepiła nam grekomanię, a uśmiechające się z okładki "Przyjaciółki" Urszula Sipińska i Niki Nakasone otwierały nowy rozdział w dziejach stosunków polsko-japońskich.
Zakulisowa rzeczywistość nie była jednak zbyt różowa. Na estradę często wdzierała się polityka. Wieloletni reżyser festiwalu Jerzy Gruza twierdzi, że nie miał wpływu na wiele spraw. "Odgórnie" ustalono na przykład, że artysta ze Stanów Zjednoczonych nie może wystąpić przed lub po radzieckim. Podobnie działo się w wypadku reprezentantów wschodnich i zachodnich Niemiec. Pewnego razu w Dniu Polskim reprezentant NRF wykonał agitacyjny hit "Szli na zachód osadnicy", co uznano za prowokację. Konkurs na najlepsze wykonanie polskiego przeboju był próbą lansowania polskich piosenek poza granicami kraju. Nasze hity nie przebiły się na obce rynki, lecz zabawa była przednia. "Gdzie ten świat młodych lat" po portugalsku czy "Nie płacz, Ewka" po szwedzku rozśmieszały nawet ponuraków. Rekordowym wzięciem cieszył się "Dziwny jest ten świat" (nie wiedzieć czemu, upodobali go sobie Bułgarzy), chociaż song Niemena akurat nie potrzebował specjalnej promocji - przecież wcześniej wykonywała go sama Marlena Dietrich.

Sensacje Sopotu
Każdy z sopockich festiwali miał swoją sensacyjkę - coś, z czym kojarzy się nawet po latach, kiedy już nikt nie pamięta samych piosenek. Historia Sopotu to gołębie, które nie chciały planowo wyfrunąć z klatki podczas występu Maryli Rodowicz, dansingowy taniec Demisa Roussosa z Ireną Dziedzic, zjazd po linie spod dachu Andrzeja Rosiewicza, goła pierś Marianny Wróblewskiej, gdy zsunął jej się stanik, mikrofony potłuczone w rockowym szale przez Alvina Stardusta czy choreografia Katii Surżikowej, która wyśpiewała nagrodę, stając na głowie. Zdarzyła się też trzydniowa przerwa w imprezie w związku ze śmiercią Aleksandra Zawadzkiego, ówczesnego quasi-prezydenta, czyli przewodniczącego Rady Państwa.
Dzieje Sopotu to także historia bankietów w słynnym Grand Hotelu. - Kwitło życie towarzyskie, dzienne i nocne. Niektóre moje przyjaźnie trwają do dziś, choćby z Heleną Vondrackovą i członkami popularnej niegdyś węgierskiej grupy Scorpio - wspomina Maryla Rodowicz. W czasach żelaznej kurtyny polscy artyści nie mieli wielu możliwości, by bezpośrednio stykać się z piosenkarzami z Zachodu. Sopockie festiwale pozwalały zarówno podglądać ich od strony profesjonalnej, jak i zorientować się, co króluje na światowych estradach.

Interwizja kontra Eurowizja
Maryla Rodowicz, laureatka Grand Prix za "Małgośkę", reprezentowała także Polskę podczas Festiwalu Interwizji. W latach 1977-1980 festiwal był bowiem oficjalną imprezą socjalistycznych telewizji - nie brakowało migających świateł, połyskujących szkieł. Gospodyni Irena Dziedzic występowała w hollywoodzkiej etoli, zaś Lucjan Kydryński grał rolę światowca. Festiwal miał być odpowiedzią telewizji z Europy Wschodniej na imprezy Eurowizji. Jak nakazywały ówczesne dobrosąsiedzkie stosunki, kolejno zwyciężyli Czesi (Helena Vondrackova), Rosjanie (Ałła Pugaczowa), aż wreszcie - Polacy (Czesław Niemen).
IV Festiwal Interwizji odbywał się tydzień przed podpisaniem stoczniowych porozumień w 1980 r. Z obawy przed transparentami na widowni telewizja nie pokazywała ławek z publicznością, a w zamieszaniu jurorzy Grand Prix nie przyznali Rumunii czy Bułgarii (jak wypadało z rozdzielnika), lecz neutralnej Finlandii. Gdy po trzech latach imprezę reaktywowano, Festiwal Interwizji wspominano jako carski pałac z perspektywy rewolucyjnej ulicy. Przebojem była piosenka "Frontiera", śpiewana w duecie przez zapomnianą polską wokalistkę Halinę Benedyk (później żonę Aleksandra Maliszewskiego, dyrygującego festiwalową orkiestrą) i Włocha Marco Antonellego. Żartowano, że to o granicy polsko-włoskiej. Wspólna Europa stanowiła wtedy tylko temat dowcipów.

Bursztynowy Słowik
Na 40-lecie festiwalu ukazał się jubileuszowy album. Jego autor, Wojciech Korzeniewski, zebrał dziesiątki archiwalnych zdjęć i anegdot. Nie udało mu się tylko ustalić, kto był twórcą pierwowzoru statuetki Bursztynowego Słowika - głównej nagrody Sopotu. Przez lata słowik z bursztynu kilkakrotnie zmieniał swój kształt. Zdążył też - dosłownie i w przenośni - wyfrunąć z mikrofonu-klatki, w jakiej był najczęściej przedstawiany.
W tym roku ponownie odbędzie się koncert pod hasłem "Muzyka świata" - przegląd kompozycji etno. Ale ramy festiwalu wyznaczą dwa recitale: zamykający stary wiek i rozpoczynający nowy. Wystąpi wyjątkowo Irena Santor, laureatka pierwszego festiwalu, która wcześniej zrezygnowała z większych koncertów, choć nadal utrzymuje się w dobrej formie. Będzie też wschodząca gwiazda - Garou, znany dzięki przebojowi śpiewanemu w duecie z Céline Dion (kanadyjska gwiazda pojawi się na telebimie). Wierna publiczność już cieszy się na wspólną zabawę. W końcu o nic więcej w tej imprezie nie chodzi.


Polscy zwycięzcy w Sopocie
  • Irena Santor - 1961 r.
  • Regina Pisarek - 1963 r.
  • Anna German - 1964 r.
  • Dana Lerska - 1967 r.
  • Urszula Sipińska - 1968 r.
  • Andrzej Dąbrowski - 1972 r.
  • Maryla Rodowicz - 1973 r.
  • Stan Borys - 1973 r.
  • Zdzisława Sośnicka - 1977 r.
  • Czesław Niemen - 1979 r.
  • Krystyna Giżowska - 1984 r.
  • Mieczysław Szcześniak - 1989 r.
  • Lora Szafran - 1994 r.
  • Kasia Kowalska - 1997 r.


Garou
Kanadyjski wokalista urodził się w 1972 r. w Sherbrooke w prowincji Quebec. Gitarę otrzymał od rodziców już w wieku trzech lat. Zadebiutował w szkolnym zespole The Windows and Doors, potem grał na trąbce w orkiestrze wojskowej kanadyjskiej armii. W 1995 r. założył zespół The Untouchables, a następnie zagrał rolę Quasimodo w musicalu "Notre Dame". Nad jego debiutancką płytą "Seul" pracowali m.in. Bryan Adams i Luc Plamondon. Piosenki z tej płyty szybko stały się przebojami. Zwłaszcza "Sous le vent" - śpiewana w duecie z Céline Dion - bije rekordy popularności.

Przeboje Sopotu
  • "Walc Embarras" - Irena Santor (1961 r.)
  • "Pust wsiegda budiet sołnce" - Tamara Miansarowa (ZSRR, 1963 r.)
  • "Po ten kwiat czerwony" - Urszula Sipińska (1968 r.)
  • "Zar ima neszto lepsze na tom swietu" - Thereza Kesovija (Jugosławia, 1970 r.)
  • "Do zakochania jeden krok" - Andrzej Dąbrowski (1972 r.)
  • "Małgośka" - Maryla Rodowicz (1973 r.)
  • "Malowany dzban" - Helena Vondrackova (Czechosłowacja, 1977 r.)
  • "Wsio mogut koroli" - Ałła Pugaczowa (ZSRR, 1978 r.)
  • "Bananowy song" - Vox (1980 r.)
  • "Frontiera" - Halina Benedyk, Marco Antonelli (Włochy, 1984 r.)
  • "Summer Party" - Herreys (Szwecja, 1985 r.)
  • "Cherio" - The Monroes (Norwegia, 1986 r.)
Więcej możesz przeczytać w 34/2002 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 1
  • mietekp@o2.pl   IP
    Z ogromnym zainteresowaniem przeczytałem uwagi o sopockich festiwlach. Ale jest sporo niescisłości. Nigdy w historii sopockich festiwali przedstawiciel NRF nie zaśpiewał w \"Dniu Polskim\" \"Szli na Zachód osadnicy\",to piosenka z Kołobrzegu i śpiewała atm Dana Lerska.A niemcy z NRF śpiewali:
    1962 Paul Kuhn \"Kuglarze
    1963 Wili Brandes \"Nocne kanto\"
    1964 Rene Kollo \"Jutro Będzie dobry dzień\"
    1965 Sven Jensen \"Dzisiaj jutro zawsze\"
    1966 Wolfgang Sauer \"Do ciebie mamo\"
    1970 Peggy March \"Tych lat nie odda nikt\"
    1971 Su Kramer \"Cóż wiemy o miłości\"
    itd....


    a Marlena Dietrich zaśpiewała piosenkę Niemena ,owszem, ale \"Czy mnie jeszcze pamiętasz\", a nie ponadczasowy \"Dziwny jest ten świat\"! Pozdrawiam wszystkich fanów starych sopockich festiwali! mietekp@o2.pl