Tradycyjne = nowoczesne

Tradycyjne = nowoczesne

Dodano:   /  Zmieniono: 
Handel stał się kołem napędowym wzrostu wydajności gospodarki amerykańskiej

Skandale związane z "twórczą" księgowością w niektórych amerykańskich korporacjach nie przekreślają znakomitych wyników gospodarki USA w latach 90. Szczególne zainteresowanie budziło i nadal budzi nieoczekiwane przyspieszenie wzrostu wydajności z 1,4 proc. w latach 1972-1994 do 2,5 proc. między rokiem 1995 a 2000. Wzrost produktywności jest absolutnie najważniejszym źródłem dobrobytu. Podwyżki płac realnych nie da się - w skali kraju i na dłuższą metę - w żaden sposób wystrajkować. Trzeba ją wypracować.

Amerykański akcelerator
Nie wiadomo dotychczas dokładnie, skąd wziął się amerykański sukces szybko rosnącej wydajności. Przeważa opinia, że wynikał on głównie z rozpowszechniania technologii teleinformatycznych (tzw. nowej gospodarki). Nowe światło na omawianą kwestię rzucają opublikowane niedawno wyniki badań przeprowadzonych przez wielką firmę badawczo-konsultingową McKinsey. Badania ujawniły, że przyspieszenie wzrostu wydajności amerykańskiej gospodarki skupiło się tylko w sześciu branżach (spośród 59); były to: handel detaliczny, handel hurtowy, domy maklerskie, produkcja półprzewodników, komputery i telekomunikacja. Na trzy pierwsze dziedziny reprezentujące usługi przypadło ponad dwie trzecie przyspieszenia wzrostu produktywności całej gospodarki USA, tradycyjny handel detaliczny i hurtowy wniosły ponad połowę tego przyspieszenia. Przypomina się tu ogłupiający mit rodem z PRL o tzw. nośnikach nowoczesności. Tę rolę przypisywano maszynom i elektronice. Kto by pomyślał, że handel może być kołem napędowym wzrostu wydajności gospodarki!
W handlu detalicznym USA wyjątkową rolę odegrała firma Wal-Mart. W 1987 r. miała ona 9 proc. rynku super- i hipermarketów i o 40 proc. wyższą wydajność pracy niż konkurenci. W 1995 r. jej udział w rynku wyniósł już 27 proc., a przewaga pod względem wydajności wzrosła do 48 proc. Co ciekawe, co najmniej połowa przewagi Wal-Martu nie ma nic wspólnego z rewolucją informatyczną, lecz wynika z menedżerskich innowacji, takich jak wszechstronne szkolenie pracowników. Technologie informatyczne odegrały natomiast wielką rolę we wprowadzeniu zmian w amerykańskim handlu hurtowym, co pozwoliło na zdecydowanie lepsze sterowanie przepływem towarów i spowodowało skok wydajności pracy.

Koniec mitu IT
Obrót papierami wartościowymi był jedyną dziedziną amerykańskiej gospodarki, w której przyspieszenie wzrostu wydajności wynikało z upowszechniania Internetu. Udział transakcji detalicznych przeprowadzonych tą drogą wzrósł praktycznie od zera w 1995 r. do 40 proc. w końcu 1999 r. Dzięki temu wydajność pracowników bezpośredniej obsługi klientów zwiększyła się 10 razy!
Niemal całe przyspieszenie wydajności w produkcji komputerów miało źródło na zewnątrz tego działu, a mianowicie w gwałtownym wzroście produktywności w przedsiębiorstwach zajmujących się wytwarzaniem części do komputerów, czyli na przykład mikroprocesorów i modemów.
Generalnie jednak - wbrew dominującym dotychczas poglądom - rozpowszechnianie technik teleinformatycznych nie było główną przyczyną przyspieszenia wzrostu produktywności amerykańskiej gospodarki. Wielką rolę odegrały za to innowacje organizacyjne i menedżerskie. Związek między inwestycjami w technologie teleinformatyczne a wydajnością zależał od branży. Te inwestycje przyniosły spektakularny wzrost produktywności, gdy były integralną częścią strategii firmy i pozwalały na przebudowę jej podstawowej działalności prowadzącą do zwiększenia wydajności. Poza obrotem papierami wartościowymi stało się tak w telefonii komórkowej. Zastosowanie nowych technologii pozwoliło na lepsze wykorzystanie dostępnego pasma fal radiowych i spowodowało szybki spadek cen.
Wzrost inwestycji w IT nie przyniósł przyspieszenia produktywności w bankowości detalicznej, hotelarstwie ani długodystansowych połączeniach w telekomunikacji. W bankowości nastąpiło - jak wskazuje McKinsey - przeinwestowanie: w latach 1995-1999 banki wydały na sprzęt informatyczny 5 tys. dolarów w przeliczeniu na jednego pracownika (średnia w sektorze prywatnym wynosiła 440 dolarów). Duża część potencjału nowych komputerów w amerykańskich bankach jest po prostu niewykorzystana. W bankach też trzeba liczyć.
Więcej możesz przeczytać w 35/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0