Większy talerz świata

Większy talerz świata

Dodano:   /  Zmieniono: 
Wszyscy mogą zyskać na zniesieniu subwencji rolnych

Jak możni globu mogą dać biedniejszym krewniakom wędkę, miast od czasu do czasu - od jednego organizowanego z wielką pompą "szczytu Ziemi" do kolejnego - rzucać im ochłapy ryby? Wystarczy znieść dotacje rolne, będące z ekonomicznego punktu widzenia szczytem absurdu! Skorzystaliby na tym niemal wszyscy: konsumenci w krajach bogatych i biednych oraz sami rolnicy. Gospodarkom wielu państw prawie natychmiast dałoby to potężny impuls rozwojowy.

Konkurencja krzepi
Konsumenci w Unii Europejskiej płacą za cukier trzy razy więcej, niż powinni. Dlaczego? Muszą bowiem ponieść koszty dopłat do jego produkcji - 1,5 miliarda dolarów rocznie.
W efekcie rolnictwo produkuje miliony ton cukru więcej, niż powinno. Do kupowania nadwyżki zmusza się kraje biedne - ceny na rynku światowym spadają, ale nie dlatego, że cukier unijny jest bardziej konkurencyjny. Powszechny dumping niszczy konkurencję, a biedne państwa nie mają szans w tej konfrontacji.
Mozambik czy Uganda nie są w stanie sprzedawać swojego cukru ani w Europie (chronionej przez bariery celne), ani na rynku światowym. Gdyby nie dotacje rolne, miałyby szanse zarabiać na wolnym rynku miliony dolarów. Mogą produkować cukier taniej, niż robi się to w krajach rozwiniętych. Zamiast tego muszą liczyć na jałmużnę skapującą ze stołu bogaczy w postaci "programów pomocowych".

Reforma Pinocheta
Największym bastionem subsydiów są kraje Unii Europejskiej i Japonia. Uważa się tam, że zerwanie z dotowaniem rolnictwa jest niemożliwe, gdyż groziłoby katastrofą gospodarczą. Kłam takiej tezie zadaje choćby przykład Chile, gdzie w początkach lat 80. w wyniku reform wolnorynkowych zniesiono subsydia dla rolnictwa. Odważna decyzja generała Pinocheta zaowocowała tzw. cudem chilijskim. Jeszcze 30 lat temu dochód narodowy Chile ledwie sięgał 2 tys. USD na osobę, a dziś przekroczył 12 tys. USD (jest trzykrotnie większy niż w Polsce). 15 lat temu głównym źródłem dewiz był dla Santiago eksport surowców. Dzisiaj lokomotywą chilijskiej gospodarki jest nowoczesne rolnictwo, którego produktywność wzrosła po reformie ośmiokrotnie, a eksport płodów rolnych zwiększył się niemal dwudziestokrotnie! Dochody najbiedniejszych farmerów prawie się podwoiły!
Tymczasem politycy domagają się postawienia tamy fali importu żywności z Chile. Chile - twierdzą - to przecież Trzeci Świat, kraj biedny, typowo rolniczy, rolnictwo w krajach wysoko rozwiniętych nie może nie być dotowane! Jak więc wyjaśnić fenomen Australii i Nowej Zelandii, które za Trzeci Świat uchodzić nie mogą?

Śmierć agrosocjalizmu
Australia zerwała z polityką subwencjonowania rolnictwa w latach 70. Powodem była pogłębiająca się pauperyzacja społeczeństwa. Gospodarki nie było już po prostu stać na subsydia. Dochód narodowy per capita był w 1973 r. niższy niż w 1913 r. (Australia była najbogatszym państwem!). Dziesięć lat po zniesieniu subsydiów kraj powrócił do klubu najzamożniejszych.
Nowa Zelandia nie czekała, aż znajdzie się na progu bankructwa. W 1984 r. rząd laburzystowski postanowił zerwać z subsydiami. Był to krok dramatyczny, gospodarka Nowej Zelandii jest bowiem pięć razy bardziej uzależniona od rolnictwa niż na przykład amerykańska czy kanadyjska. Przed likwidacją subsydiów aż 32 proc. dochodu rolników pochodziło z subwencji państwa (czytaj: podatnika). Kraj borykał się z problemami typowymi dla agrosocjalizmu: nadmiar żywności, absurdalne ceny gruntów, degradacja środowiska naturalnego itp.
Politycy zdecydowali się i subsydia po prostu zlikwidowali, choć nie obyło się bez marszów protestacyjnych. Ostatecznie zwyciężył zdrowy rozsądek. Dzisiaj widać, jak mądry był to krok. Z raportu Federacji Farmerów Nowej Zelandii za rok 2001 wynika, że o ile ceny gruntów rolnych zaraz po wejściu w życie reformy spadły o połowę, o tyle już w 1994 r. rozpoczął się ich systematyczny wzrost. Oczekiwano, że zbankrutuje 10 proc. gospodarstw rolnych, ale upadłość dotknęła zaledwie procentu farmerów. Produkcja rolna zwiększyła się o 40 proc. Wydajność pracy od chwili zniesienia subsydiów rośnie po 6 proc. rocznie, czyli ponad sześć razy szybciej niż poprzednio. Według OECD, rolnictwo nowozelandzkie jest najmniej subsydiowanym rolnictwem świata (około procentu wartości produkcji rolnej). W USA subsydia stanowią 22 proc. dochodu rolników, a w Europie Zachodniej i Japonii odpowiednio 41 proc. oraz 59 proc.

Strażnicy absurdu
Dlaczego politycy tak mocno strzegą subsydiów? Powodem jest silny opór rolniczego lobby. Na wieść o tym, że rząd francuski zapowiedział ograniczenie pomocy dla rolnictwa, rolnicy zablokowali kombajnami ulice Paryża. Podobnie było w Kanadzie, gdzie protestujący rolnicy zabarykadowali autostrady wiodące do Ottawy.
To już jest aberracja - rządy krajów Unii Europejskiej przeznaczają na blokadę włas-nego rynku przed konkurencją ponad połowę budżetu. W Japonii subwencje są jeszcze wyższe! Stany Zjednoczone wbrew wcześniejszym deklaracjom zwiększają subsydia. W ramach pakietu praw będących pokłosiem zamachu z 11 września dopłaty podniesiono o ponad 80 proc. - do około 200 mld USD w ciągu najbliższych 10 lat! Amerykanie powołali się na Unię Europejską - "Skoro oni mogą, to my musimy!".
Decyzja Kongresu była zaskoczeniem nawet dla amerykańskich rolników. W 1996 r. uchwalił on ustawę rolną, która miała w ciągu siedmiu lat doprowadzić do zaniechania wypłacania subsydiów i do wprowadzenia w rolnictwie wolnego rynku.
W ostatnich 30 latach liczba "pełnoetatowych" farmerów zmniejszyła się w USA o połowę, a liczba urzędni-ków Departamentu Rolnictwa o tyle samo wzrosła. Mniejszej liczbie farmerów wypłaca się dzisiaj więcej subsydiów. Roczny dochód przeciętnego gospodarstwa rolnego wynosił w 1999 r. 64 347 USD i był o 17 proc. wyższy niż dochód gospodarstwa nierolnego. Połowę subsydiów rządowych otrzymywały farmy, które rocznie zarabiały 135 397 USD (dwa i pół razy tyle, ile przeciętna rodzina amerykańska). Statystyczna dotacja wynosiła 41 218 USD. Z 27 mld USD wypłaconych w formie pomocy w 2000 r. aż 17 mld USD przypadło w udziale 10 proc. gospodarstw.

Milionerzy na utrzymaniu kelnerek
90 proc. dochodu gospodarstwa rolnego pochodzi w USA z działalności? pozarolniczej! O ile w sektorach nierolniczych upada rocznie około 13 proc. przedsiębiorstw, o tyle w rolnictwie upadłość dotyka najwyżej 3 proc. gospodarstw. Program pomocy dla farmerów zakłada przeznaczenie ponad 120 mln USD na "dostarczenie farmom szybkich połączeń internetowych" i 204 mln USD na wdrażanie nowoczesnych technologii informacyjnych. Wśród adresatów subsydiów są miliarder Ted Turner (CNN), gwiazda NBA Scottie Pippen i prezenter telewizji ABC Sam Donaldson - właściciele wielkich rancz. Za utrzymywanie ich luksusów płacą niezamożni obywatele: kelnerki, kierowcy taksówek. Płacą dwukrotnie - jako podatnicy i jako konsumenci droższej żywności. W ciągu dwóch lat żywność podrożała w USA o 30 proc., a w Europie Zachodniej i Japonii prawie dwukrotnie! Według amerykańskiej Heritage Fundation, tylko 20-30 proc. subwencji dociera do adresata...
Część protekcjonistów przychodzi jednak po rozum do głowy. W USA w lipcu uchwalono ustawę o promocji wolnego handlu, będącą formą rekompensaty za wzrost subsydiów. W Japonii zrozumiano, że jedną z głównych przyczyn trwającego 14 lat kryzysu są ogromne subwencje do produkcji żywności. Lata pompowania publicznych pieniędzy w ochronę rolnictwa przed konkurencją niemal doprowadziły krążownik "Made in Japan" do zatonięcia. W lipcowym planie ratowania gospodarki Tokio mówi o odejściu od subsydiów. Premier Koizumi wyznał, że kraju już na nie nie stać. Czy dopiero wizja bankructwa zmusi innych protekcjonistów do uzdrowienia rolnictwa?
Uparte trwanie przy subsydiach może się okazać gwoździem do trumny każdej gospodarki. Najsilniej jednak uderza w kraje, dla których rolnictwo jest jedyną szansą awansu. Jeśli państwa wysoko rozwinięte chcą naprawdę pomóc Trzeciemu Światu, powinny z subsydiów zrezygnować, szczególnie że same najbardziej na tym skorzystają.


Szczyt (nie)równowagi
Rada dla przyjeżdżających do Johannesburga: jeśli ktoś wymachuje bronią i krzyczy "hijack!", nie odpowiadaj, że się nie nazywasz Jack. Zostaw samochód z kluczykami i uciekaj. Ale teraz ma być inaczej. Rozpoczęty w poniedziałek Światowy Szczyt w sprawie Zrównoważonego Rozwoju Ziemi, na który przybyło 65 tys. osób z całego świata, stał się okazją do zmiany niekorzystnego wizerunku miasta i prezydenta Thabo Mbeki. Jeszcze w maju wyremontowano Rivonia Road, główną trasę dojazdową z Sandton Convention Center do stworzonej na czas szczytu wioski Ubuntu na stadionie klubu Wanderers. Poza tym oddano do użytku kompleks sklepowo-rozrywkowy Melrose Arch. Wywieszono olbrzymie billboardy wzywające do uczynienia z miasta najczystszego zakątka Ziemi i na ulicach pojawili się zbieracze śmieci. Miasto podzielono na strefy. Uruchomiono transport publiczny, który w Johannesburgu niemal nie działa. Policja przezornie wywiozła przestępców i bezdomnych poza obszar stolicy RPA.
Aneta Pawłowska
Johannesburg
Więcej możesz przeczytać w 35/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0