Dyktator stadionów

Dyktator stadionów

Dodano:   /  Zmieniono: 
Ku wściekłości tiffosi - fanatycznych włoskich kibiców - tegoroczny mecz o Superpuchar Włoch (Juventus Turyn kontra AC Parma) 25 sierpnia odbył się... w Trypolisie
Klan Kaddafich wypowiedział Europie wojnę futbolową 

Na nic nie zdały się ani ich protesty, ani interpelacje parlamentarzystów włoskiej prawicy, którzy użyli argumentów pozasportowych. Przypomnieli, że rząd libijski kupuje we Włoszech towary i usługi, a potem blokuje wypłaty, twierdząc, że należą mu się reparacje wojenne (za okres II wojny światowej). Dlaczego zakochani w futbolu kibice muszą jechać aż do Libii, żeby obejrzeć jeden z najważniejszych meczów sezonu? Powód nazywa się Muammar Kaddafi.
Wieczny rewolucjonista i ekscentryk postanowił odcisnąć piętno także na futbolu, choć w swym sztandarowym dziele zwanym "Zieloną książeczką" namawiał niegdyś do burzenia stadionów, gdyż sport miał być dla mas "do uprawiania, a nie do oglądania". Czasy się jednak zmieniły i pułkownik oraz jego synowie nie nawołują już do niszczenia aren sportowych, ale budują nowe i stają się właścicielami czołowych klubów europejskich - w tym części Juventusu Turyn.

Krwawa libijska wiosna
Nie wszyscy kibice są niezadowoleni. Niektórzy turyńczycy są wdzięczni rodzinie Kaddafich nie tylko za dofinansowanie Juventusu (członkowie zarządu klubu prześcigają się w jej wychwalaniu), ale i za uratowanie w latach 70. Fiata. "Jesteś naszym bogiem" - napisali z kolei do libijskiego dyktatora makedones, czyli kibice PAOK Saloniki w liście doręczonym pracownikom ambasady libijskiej w Atenach. "Prosimy cię - pisali kibice zagrożonego bankructwem klubu - żebyś został zbawicielem naszych dusz i liderem nowej rewolucji, która wyruszy z północy" (Saloniki leżą na północy Grecji). W greckim klubie w tym sezonie mają grać aż trzej polscy zawodnicy: Radosław Majdan, Marek Koźmiński i Mariusz Kukiełka.
Nasi reprezentacyjni gracze będą musieli wkrótce słuchać poleceń syna dyktatora - inżyniera wojskowego i nie spełnionego gwiazdora futbolu al-Saadiego. Gdy podczas libijskiej wiosny w roku 1988 (był to okres pewnej liberalizacji obyczajów) lud walił na znów otwarte stadiony drzwiami i oknami, rywalizacja piłkarska przybierała drastyczne formy. W czasie meczu drużyn al-Ahli i al-Ittihad doszło do strzelaniny, kilkadziesiąt osób zostało zabitych, kilkaset rannych. Strzelającymi byli goryle al-Saadiego, właściciela al-Ittihad.

Skarb klanu Kaddafich
Odbudową libijskiego sportu zajęły się dzieci "wodza rewolucji". Pierworodny Mohammed, z pierwszej żony Fathiah, jest dziś przewodniczącym Libijskiego Komitetu Olimpijskiego. Al-Saadi zaś jest piłkarzem klubu al-Ittihad i reprezentacji, a w dodatku pełni też funkcję prezesa Libijskiego Związku Piłki Nożnej. Libia okazała się jednak dla niego zbyt ciasna, więc rzucił się na głębokie wody futbolu europejskiego: już teraz jest właścicielem 7,5 proc. akcji turyńskiego Juventusu, a jeśli wszystko pójdzie po jego myśli, to niebawem stanie się również właścicielem Triestiny (klubu piłkarskiego z Triestu) i PAOK Saloniki. "Klan Kaddafich wypowiedział Europie wojnę futbolową" - alarmują tamtejsze media.
Skąd inżynier al-Saadi, zwany Motassim, ma na to wszystko pieniądze? Wszak wkrótce po rewolucji jego ojciec mówił dziennikarzowi francuskiemu: "Nic o sobie nie powiem poza tym, że jestem bardzo ubogi i się tym szczycę". Rzeczywiście: mieszka w namiocie na pustyni, jego posiłki są bardzo skromne. Co nie zmienia faktu, że 16 lipca tego roku w Malawi podczas triumfalnego powrotu ze szczytu założycielskiego Unii Afrykańskiej w Durbanie Kaddafi rozrzucał dolary z dachu swojej limuzyny. Wraz z nim w 60 opancerzonych samochodach (w jednym z nich było podobno 6 mln USD w gotówce), boeingu 707 i dwóch antonowach 86 jechało 200 osób obstawy. Wzdłuż wybrzeża płynął statek wiozący zapasy suchego mięsa koziego - przysmaku pułkownika. Zapora elektroniczna mająca uniemożliwić lokalizację libijskiego lidera przez satelity i samoloty Awacs, była tak silna, że zamilkły wszystkie telefony komórkowe w Swazilandzie.

Spadkobiercy dyktatora
Tajemnica bogactwa rodziny Kaddafich tkwi w należącej formalnie do państwa spółce Lybian Arab Foreign Investment Company (LAFICO), zarządzającej w sposób niemal monopolistyczny libijską ropą, która przynosi 75 proc. libijskiego PKB. Dumny ze swego ubóstwa Kaddafi czerpał z funduszy LAFICO, gdy w 1976 r. kupił za 415 mln USD (a więc czterokrotnie więcej, niż wynosiła ich wartość) 10 proc. akcji Fiata. W ten sposób uratował turyński koncern od bankructwa. Obecnie z kas LAFICO korzystają dzieci pułkownika: Saif al-Islam założył nikomu nie potrzebną fundację zajmującą się "kwestiami międzynarodowymi". Saadi wynajmuje całe piętra luksusowych hoteli i porusza się wraz z liczną obstawą kilkoma helikopterami. Czasami pływa czterdziestometrowym jachtem, którego nie umie prowadzić: na Sardynii, usiłując przycumować, spowodował w porcie straty sięgające 25 tys. euro. Z funduszami na swoje potrzeby nie mają też kłopotu ani Mohammed, ani piękna córka dyktatora Aisha, nazywana Claudią Schiffer Maghrebu. Obserwatorzy libijskiej sceny przewidują, że dzieciom Kaddafiego nie wystarczy futbol. Gdy nie stanie już niestrudzonego ojca, stoczą one zażarty pojedynek o schedę po dyktatorze.


Rozgrywający al-Saadi
Marzeniem Saadiego Kaddafiego jest grać w roli kapitana reprezentacji Libii na piłkarskich mistrzostwach świata w Niemczech w 2006 r. (Saadi będzie miał wówczas 34 lata) i być gospodarzem przynajmniej części mundialu, jaki odbędzie się w 2010 r. w Afryce. "Mamy zamiar zbudować najpiękniejsze stadiony na świecie" - stwierdził. Dramatem Saadiego - w zgodnej opinii znawców futbolu - jest to, że jako piłkarz karierę może zrobić tylko w Libii, gdzie nie znajdzie się żaden samobójca, który chciałby stanąć na drodze między nim a bramką. Ten mańkut jest zakochany w piłce: domaga się, by mu ją podać, a potem wdaje się w tasiemcowe dryblingi, najczęściej do niczego nie prowadzące. Najbardziej cieszy się, gdy uda mu się zrobić "tunel", co też libijscy obrońcy chętnie swojemu prezesowi umożliwiają. Gdy ktoś powiedział, że przydałby mu się trener atletyczny, zaangażował - za radą Diego Maradony, geniusza futbolu i przyjaciela Fidela Castro - Bena Johnsona, głównie po to, by patrzeć, jak słynny lekkoatleta biega po jego ogródku. Kosztowało go to - bagatela - 300 tys. USD. Maradona (uświetnił swą obecnością ślub Saadiego) oraz Carlos Bilardo, były trener argentyńskiej reprezentacji, która zdobyła mistrzostwo świata w 1986 r. (z Maradoną w składzie), doradzali narodowej drużynie libijskiej.

"Zielona książeczka" o sporcie
"Trybuny stadionów zostały wymyślone, by stanowić barierę między masami a boiskami sportowymi, by uniemożliwić masom dotarcie do boisk. Dlatego będą opuszczone, a później zniszczone w dniu, w którym masy wystąpią, by praktykować sport w samym środku stadionów".

Juventus założyli w roku 1900 w Turynie uczniowie Liceo DAzeglio. Pierwszy tytuł mistrza Włoch klub zdobył w 1905 r. dzięki trenerowi Enrico Canfariemu. W ubiegłym roku al-Saadi, syn Muammara Kaddafiego, za pośrednictwem libijskiej firmy inwestycyjnej LAFICO kupił 7,5 proc. udziałów w Juventusie. "Sunday Times" twierdzi, że al-Saadi zamierza stać się właścicielem 20 proc. udziałów.
Więcej możesz przeczytać w 35/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0