Okupacja na wakacjach

Okupacja na wakacjach

Dodano:   /  Zmieniono: 
Biura turystyczne powinny wprowadzić w swych folderach specjalne oznaczenia dotyczące natężenia Niemców na danym terenie
Badania naukowe dowodzą, że nie ma nic tak męczącego jak wypoczynek. Idąc do drogiego biura podróży, człowiek chce kupić sobie złudzenia. Te złudzenia to w naszym wypadku najczęściej tydzień lub dwa pod palmami. Bez telefonów z pracy, bez zawracania głowy służbowymi problemami, bez krzyczących szefów, bez głupawych sekretarek. Tylko my, rodzina, basen, plaża i palmy.
Złudzenia konkretyzują się, gdy oglądamy ładne foldery pokazywane nam w firmach turystycznych. Widzimy na nich zadbane hotele z basenami, piękne piaszczyste plaże, na których całkowicie przypadkowo opalają się dziewczyny o ciałach modelek. Nie brakuje egzotycznych krajobrazów z palmami, uśmiechniętych tubylców serwujących lokalne przysmaki i alkohole. Gdyby jednak znudziło nam się leżenie na plaży lub picie w barku przy basenie i mielibyśmy ochotę ruszyć w teren, to dla uspokojenia pojawi się też zdjęcie jakiejś budowlanej ruiny zwanej popularnie zabytkiem. Całość okraszona jest zdjęciami uśmiechniętych (i - jak nam się wydaje - także szczęśliwych) rodzin. Nic, tylko płacić i jechać.
Osobnik marzący o wypoczynku i chwili oddechu jest jak dziecięca pielucha. Wchłonie wszystko. Nabiera się na ładny folder i hotelowe gwiazdki. Kupuje wycieczkę dla siebie i rodziny i odlatuje zadowolony, że przez tydzień nie będzie siedział za biurkiem, tylko leżał z drinkiem pod palmą. Na miejscu czeka go jednak niespodzianka. W żadnym bowiem folderze nie ma informacji o tym, że swój urlop na Wyspach Kanaryjskich, na Majorce czy na Krecie spędzi w towarzystwie negatywnych bohaterów serialu "Czterej pancerni i pies", czyli Niemców. W sezonie wakacyjnym wszystkie atrakcyjne miejsca wypoczynkowe okupowane są masowo przez ludzi, którzy nie dla jaj, ale na serio używają słów typu schnella, trinken kafe czy ich liebe dich. Jadąc na Kanary czy Majorkę, naiwnie myślisz, że usłyszysz hiszpański, wybierając się na Kretę, liczysz, że nauczysz się paru słów po grecku. Nic z tego. Wszyscy, łącznie z hiszpańską i grecką obsługą hotelową, mówią językiem Goethego.
Wszechobecność niezwykle krzykliwych turystów z Niemiec jest dla słowiańskiej duszy katorgą nie do opisania. Jedzenie obiadu w hotelu okupowanym przez niemieckich turystów to jak sceny z tandetnego wojennego filmu. Okrutna rzeczywistość powoduje, że codziennie na plaży otoczeni jesteśmy przez wszechogarniający jazgot spod znaku Guten Tag. To przykra prawda, ale niestety potwierdziły się obawy, które mieliśmy już w dzieciństwie. Otóż niemieccy turyści nie mówią, tylko wydzierają się - jak Bruner czy Sztetke w serialu z kapitanem Klossem. Po tygodniu szwabskiego krzykliwego festiwalu marzymy już tylko, aby czym prędzej uciec z powrotem do domu i do pracy, zostawiając za sobą palmy, baseny, plaże i wiecznie rozkrzyczanych turystów z Zagłębia Ruhry.
Biura turystyczne powinny wprowadzić specjalne oznaczenia w swych folderach dotyczące natężenia Niemców na danym terenie. Polscy turyści z chęcią dopłaciliby do hotelu, w którym nie ma niemieckiej okupacji wakacyjnej lub w którym Niemcy stanowią jakąś rozsądną mniejszość. Wystarczyłaby informacja, że na danym terenie "słońca i Niemców pod dostatkiem" lub na przykład "ładne plaże, mało Niemców", i człowiek już wiedziałby, gdzie jechać. Nie jest to z pewnością łatwe zadanie, gdyż Niemców jest wszędzie pełno. Tam nawet bezrobotnych stać, aby pojechać sobie na Majorkę, dlatego też hotele i pensjonaty "odniemczone" - jako bardziej atrakcyjne - mogłyby być droższe. Interesujące dla polskich turystów z pewnością byłyby też te hotele, w których ilość Niemców się po prostu dozuje i nie występują oni w skali masowej.
Ja wiem, że to jest niepoprawne politycznie i że nasza droga do Europy wiedzie przez Niemcy. Niemcy to teraz nasz sojusznik w NATO i tak dalej. Możemy z Niemcami razem budować Europę, robić interesy, modlić się, kręcić filmy porno, a nawet jeździć na czołgu, ale, na Boga, czy musimy razem z nimi wypoczywać? Pewnie to przewrażliwienie, ale uważam, że niemiecki turysta wypoczywający nad Morzem Śródziemnym jest jak słońce. W dużej ilości szkodzi na głowę.
Więcej możesz przeczytać w 35/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0