Suche gardło świata

Suche gardło świata

Dodano:   /  Zmieniono: 
Eufrat przepływa w pobliżu Tell al-Samen w Syrii, lecz nie nawadnia pól Abdelrazaka al-Aweena, który przygląda się suchej ziemi w samym środku żyznego półksiężyca
Ludzkość może się pogrążyć w globalnej wojnie o wodę 

Rząd syryjski obiecywał, że woda dotrze do maleńkiej wsi Aweena, ale podobne deklaracje złożył rząd Turcji, przez którą płynie Eufrat, zanim znajdzie się w granicach Syrii, oraz rząd Iraku, do którego rzeka wpływa, opuściwszy Syrię. W jej korycie jest jednak zbyt mało wody, by wszystkie te rządy mogły spełnić swoje obietnice. Zamiast więc nawadniać pola bawełny i buraków cukrowych, Aween musi jechać
40 minut traktorem, by z kanału czerpać wodę do picia i mycia, natomiast po tureckiej stronie granicy Ahmet Demir stoi na polu po kostki w błocie, a jego uprawy otrzymują tyle wody, ile trzeba.

Trzy miliardy spragnionych
Zarówno ONZ, jak i Narodowa Rada Wywiadowcza (NIC), doradcza grupa specjalistów przy CIA, ostrzegają, że prawdopodobnie zaostrzą się konflikty wywołane walką o wodę. "Do 2015 r. w kolejnych krajach zacznie brakować źródeł wody, przez co zwiększy się prawdopodobieństwo konfliktów" - ogłosiła w ubiegłorocznym raporcie NIC. Według szacunkowych danych sporządzonych przez ONZ i rząd Stanów Zjednoczonych, w 2015 r. przynajmniej 40 proc. światowej populacji, czyli około 3 mld ludzi, będzie mieszkać w krajach, w których trudno znaleźć dość wody, by zaspokoić podstawowe potrzeby, lub wręcz jest to niemożliwe.
Słodka woda, wykorzystywana do picia i w rolnictwie, to mniej niż 1 proc. wszystkich zasobów wody, a zapotrzebowanie na nią systematycznie wzrasta. W ostatnich siedemdziesięciu latach liczba mieszkańców Ziemi wzrosła trzykrotnie, natomiast zapotrzebowanie na wodę zwiększyło się sześciokrotnie, co spowodowało znaczne jej niedobory, przede wszystkim na terenach gęsto zaludnionych, gdzie wodę trzeba sprowadzać ze znacznej odległości, gdzie zanika lub jest po prostu zbyt zanieczyszczona. Już teraz - według bardzo przybliżonych, ale powszechnie przyjmowanych szacunków - co roku na świecie zużywa się nieco ponad połowę zasobów słodkiej wody. Jedynie wskutek wzrostu populacji światowej w 2025 r. ludzkość może wykorzystywać 74 proc. wody, a zużywałaby aż 90 proc., gdyby wszędzie na świecie zapotrzebowanie na nią było tak duże jak w Stanach Zjednoczonych.

Życie w płynie
Historia Syryjczyka Aweena i Turka Demira dobrze ilustruje, jak nasilająca się walka o wodę decyduje o ludzkim życiu. Do ubiegłego roku czterdziestodwuletni Demir, ojciec dziewięciorga dzieci, prowadził wędrowne życie. Parał się przemytem i podejmował dorywcze prace, przenosząc się z miejsca na miejsce. Kilka dni temu natomiast, w skwarne popołudnie, stał boso na własnym polu, zalanym mulistą wodą z Eufratu, z podwiniętymi za kolana nogawkami spodni, opalony i zadowolony. "Wygląda na to, że mamy tyle wody, ile nam potrzeba" - mówił, opierając się na łopacie i przeczesując dłonią krótko przycięte włosy. To element jednego z największych na świecie projektów irygacyjnych. Rząd turecki wprowadza w życie śmiały plan rozprowadzenia darów Eufratu na rozległym, zubożałym obszarze. Szacuje się, że prace pochłoną 30 mld USD.
Prosty rachunek najlepiej uzmysłowi problem. Według najbardziej wiarygodnych danych, w przeciętnym roku korytem Eufratu przepływa
35 mld m3 wody. Władze Turcji, Syrii i Iraku opracowały niezależnie od siebie projekty tam oraz sieci kanałów do nawadniania pól. Problemem jest to, że systemy irygacyjne trzech krajów pochłaniałyby niemal półtora raza więcej wody, niż płynie w korycie rzeki. Państwa przyznały, że nie można tych planów pogodzić, ale żaden nie zamierza ich korygować. W rezultacie od końca lat 80., kiedy Turcja rozpoczęła prace, nie konsultując ich z sąsiadami, Syria
i Turcja są skłócone.

Trzysta spornych rzek
Dla rządu tureckiego realizacja tego planu była bardzo ważnym etapem na drodze rozwoju, gdyż miał on zagwarantować stabilność gospodarczą i polityczną na rozległym obszarze, zamieszkanym przez 6 mln ludzi, między innymi wielu przez wrogo nastawionych do władz tureckich Kurdów. Projekt ten jest jednak wielkim zagrożeniem dla Syrii, która czerpie z Eufratu połowę zużywanej wody.
Mimo wysiłków podejmowanych przez ONZ i inne organizacje, nie opracowano jeszcze powszechnie przyjętych zasad podziału źródeł wody wykorzystywanych przez różne państwa. Problem ten dotyczy ziem położonych nad niemal trzystoma rzekami, między innymi Nilem, Dunajem, Kolorado i Rio Grande. Wszędzie tam toczą się zawzięte spory. W 1997 r. ONZ uchwaliła konwencję, stanowiącą, że zasoby wody należące do różnych państw powinny być podzielone rozsądnie i zgodnie z zasadami równości, aby nie wywoływać niepotrzebnych zatargów. Nie ratyfikowały jej jednak Turcja, Chiny i Burundi, co oznacza, że część krajów położonych w górnych biegach rzek nie zamierza zrezygnować z dominującej pozycji.
Na razie brak nadziei na to, że uda się powiększyć światowe zasoby słodkiej wody. Oczywiście, niektóre nowe technologie, na przykład zaawansowane techniki irygacyjne, innowacyjne metody odsalania wody oraz śmiałe projekty jej transportowania, pozwalają żywić pewną nadzieję. Eksperci uważają jednak, że zaopatrzenie w słodką wodę rejonów, w których jej nie ma - w wyniku odsalania wody morskiej, pozyskiwania wody z gór lodowych lub transportu wód powierzchniowych na znaczne odległości - jest zbyt kosztowne, by można takie rozwiązania stosować powszechnie. Trzeba też dodać, że większość dostępnych źródeł słodkiej wody jest już wykorzystywana.

Wodny pat
Liczne przykłady z historii dowodzą, że nie należy wprowadzać radykalnych zmian w ekosystemach. W wyniku prowadzonej przez rząd ZSRR regulacji Syr-darii i Amu-darii zaczęło wysychać Jezioro Aralskie, co doprowadziło do katastrofy ekologicznej. Niekiedy jednak, jak właśnie w Turcji, głód wody jest silniejszy od wszelkich sprzeciwów.
W biurze w Al Raqqa, syryjskim mieście leżącym nad Eufratem, Iliaz Dakal, doradca syryjskiej agencji rozwoju terenów uprawnych, pokazuje sporządzoną przez siebie mapę. Ziemie już nawadniane zaznaczone są na niej jaskrawą zielenią, ale znacznie rozleglejsze obszary, między innymi pola Aweena, są zakreskowane. To, czy na tych ziemiach pojawi się woda, a więc przyszłość tych obszarów, zależy najprawdopodobniej od Turcji. "Na razie, Bogu dzięki, mamy dość wody, by uprawiać tyle pszenicy, ile potrzebujemy - mówi Dakal. - Ale co będzie później?". Odpowiedź zna Demir, stojący na zalanym polu po tureckiej stronie granicy. Jak twierdzi, mógł dostrzec, że woda to uboczny produkt władzy. "Jeśli Turcja wygra - mówi - wody mi nie zabraknie".


Więcej możesz przeczytać w 37/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0