Świadek koronny

Świadek koronny

Dodano:   /  Zmieniono: 
Bezprecedensowa w powojennym wymiarze sprawiedliwości propozycja sądu, aby przesłuchać urzędującego prezydenta - w miejscu i czasie dla niego dogodnym - pozostała bez odpowiedzi. Dlatego Sąd Okręgowy w Warszawie wezwał Aleksandra Kwaśniewskiego, aby 27 kwietnia złożył zeznania w sprawie, jaką liderzy SdRP wytoczyli tygodnikowi "Wprost".
Czy prezydent Polski może zeznawać przed sądem w sprawie byłych liderów SdRP przeciwko "Wprost"?


Ryszard Kalisz, p.o. szef Kancelarii Prezydenta RP, uważa jednak, że Aleksander Kwaśniewski "nie może być przesłuchany jako świadek w sprawie cywilnej przed sądem powszechnym". Wynika to - według niego - z konstytucyjnego trójpodziału władz, który miałby oznaczać, że żadna z nich nie ma kompetencji władczych w stosunku do innej. Prawnicy zgodnie twierdzą tymczasem, że taka wykładnia jest niedopuszczalna. Podążając tokiem myślenia Ryszarda Kalisza, łatwo można zburzyć tezę Monteskiusza o wzajemnym kontrolowaniu i "powściąganiu" się władz w demokratycznym państwie. Z aprobatą do pomysłu szefa kancelarii prezydenta odniósł się jedynie prof. Lech Falandysz, niegdyś prawnik prezydenta Lecha Wałęsy. Jego zdaniem, podczas składania zeznań w sądzie głowa państwa podlegałaby władzy tego sądu i nie mogłaby wówczas ogłosić na przykład mobilizacji. A przecież wojna może wybuchnąć w każdej chwili.

Lewa kasa
Proces o ochronę dóbr osobistych byłych liderów SdRP ma związek z artykułami "Lewa kasa" oraz "Pralnia SdRP", zamieszczonymi w 1998 r. w tygodniku "Wprost". Powodowie - posłowie SLD Leszek Miller, Janusz Zemke, Tadeusz Iwiński i Krzysztof Janik - wnioskowali, by sąd przesłuchał ich w trakcie jednej z rozpraw. Mimo to Leszek Miller, choć przy okazji każdego posiedzenia (proces trwa już prawie dwa lata) sąd wysyła mu wezwanie, nie pojawił się jeszcze ani razu. Tymczasem to właśnie Leszek Miller i Aleksander Kwaśniewski - w 1990 r. sekretarz generalny i przewodniczący SdRP - wiedzą najwięcej o pieniądzach, które w kwietniu 1990 r. trafiły do depozytu u mecenasa Mirosława Brycha.
Czy zeznając pod przysięgą, zakwestionowaliby informacje podane przez dziennikarzy "Wprost", że w 1990 r. Aleksander Kwaśniewski, Leszek Miller oraz Wiesław Huszcza, ówczesny skarbnik partii, zdeponowali u mecenasa Brycha równowartość 7,5 mln USD, pochodzących z kont dewizowych byłej PZPR? Przypomnijmy, że 
w grudniu 1989 r. na kontach tej partii znajdowało się 22,7 mln franków szwajcarskich oraz 750 tys. USD. Zgodnie z prawem, SdRP mogła przejąć tylko te pieniądze, które pochodziły ze składek. Do dziś jednak żaden z polityków tej partii nie przedstawił na to przekonującego dowodu. SdRP przejęła i wydała te pieniądze na podstawie uchwały XI Zjazdu PZPR. Nie przejęła całej sumy, lecz niecałe 14,5 mln franków szwajcarskich oraz 750 tys. USD. Brakujące
8,5 mln franków zdążyła wydać (do 5 stycznia 1990 r.) PZPR. Około 4,5 mln franków znalazło się w lutym 1990 r. na koncie socjaldemokracji, po czym ślad po tych pieniądzach zaginął.

Czy prezydent jest obywatelem?
Czy urzędujący prezydent może odmówić złożenia przed sądem zeznań w charakterze świadka? Zdaniem ministra Kalisza - tak. Inne wnioski można wysnuć, analizując, jak Aleksander Kwaśniewski postąpił po ukazaniu się w "Życiu" artykułu "Wakacje z agentem". Wytoczył wówczas gazecie proces o ochronę dóbr osobistych. Postąpił więc nie jak prezydent, lecz jak osoba prywatna. Tym samym skorzystał z przysługującego każdemu obywatelowi RP prawa do obrony przed sądem swojego dobrego imienia.
Niedawno Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych orzekł, że urzędujący prezydent USA nie może się powoływać na immunitet sądowy i musi odpowiadać za czyny, które nie są związane z wykonywanymi przez niego obowiązkami służbowymi. Chodziło o sprawę cywilną dotyczącą molestowania seksualnego, którą Paula Jones wytoczyła Billowi Clintonowi. Była urzędniczka stanowa z Arkansas zarzuciła prezydentowi, że nakłaniał ją do seksu oralnego w przerwie konferencji rządowej w 1991 r. Powódka twierdziła, że potrafi podać charakterystyczne cechy genitaliów prezydenta i domagała się 700 tys. USD zadośćuczynienia. Idąc tokiem rozumowania amerykańskiego sądu, należy stwierdzić, że skoro prezydent może być pozwanym, to tym bardziej może stanąć przed sądem w charakterze świadka. Szczególnie wówczas, gdy nie chodzi o seks oralny, lecz o los
7,5 mln USD.

Więcej możesz przeczytać w 18/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0