Polityk zdejmuje gorset

Polityk zdejmuje gorset

Dodano:   /  Zmieniono: 
Sztuką dyplomacji staje się umiejętne łamanie protokołu


Dla administracji Busha "dyplomacja bez krawata" stała się jednym ze sposobów na zbudowanie koalicji antyterrorystycznej - twierdzi prof. Zbigniew Lewicki, szef Ośrodka Studiów Amerykańskich. - Kiedy dwaj przywódcy spotykają się w komfortowych warunkach, bez rzeszy protokolantów i sekretarzy, wszystko staje się prostsze - mówi Irena Kamińska-Radomska, dyrektorka The Protocol School of Poland, jednej z nielicznych w Polsce szkół protokołu dyplomatycznego. Dziś ponad 90 proc. wizyt składanych przez polityków różnych krajów to spotkania robocze. Wyróżnieniem w świecie dyplomacji jest obecnie nie uroczysta kolacja czy wytworny bal, lecz zaproszenie przez znanego polityka do wspólnego spędzenia wolnego czasu.

Lodowate przyjęcie
Jeszcze niedawno wymagano, by oficjalna wizyta zagraniczna trwała przynajmniej dwa dni. Jeśli gość nie zostawał na noc, traktowano to jako nietakt. Dziś wizyty trwające pół dnia stały się normalną praktyką. Gorset tradycyjnego protokołu także został rozluźniony, bo wizyty oficjalne są niezwykle uciążliwe: powitanie i złożenie wieńca, rozmowy plenarne, uzgadnianie porozumień, czasem przedstawienie operowe, zwiedzanie zabytków, zawsze konferencja prasowa. Pewne konwenanse pozostały jednak niezmienne. Były premier Jerzy Buzek chyba nie zapomni oficjalnego powitania Javiera Solany, sekretarza generalnego NATO, który przybył do Warszawy pewnego styczniowego ranka przed czterema laty. Temperatura spadła poniżej zera, dlatego polski premier i kompania reprezentacyjna WP ubrani byli w zimowe płaszcze. Gdy sekretarz generalny NATO wysiadł z samochodu, okazało się, że ma na sobie tylko marynarkę. Dyplomatyczny savoir-vivre wymaga, żeby gospodarz był ubrany tak samo jak gość. Buzek zdjął więc płaszcz i razem z Solaną stali na mrozie przez prawie pół godziny, aż skończyła się defilada.

O globie na ranczu
Nieformalne spotkania były jednym z najważniejszych punktów szczytu G-8 w kanadyjskiej miejscowości Kananaskis. Wtedy to prezydent USA George W. Bush mógł podczas ćwiczeń w siłowni przekonać premiera Wielkiej Brytanii Tonyego Blaira do swej strategii bliskowschodniej. W czasie tych spotkań Bush miał także namówić sceptycznego Putina do akceptacji planu odsunięcia od władzy Jasera Arafata. Równocześnie wszyscy porozumieli się co do przyznania kilkunastu miliardów dolarów pomocy Afryce. Gdyby takie decyzje trzeba było podejmować na forum ONZ, potrwałoby to zapewne kilka miesięcy.
George W. Bush znany jest z tego, że przywódców, na których mu zależy, zaprasza do Camp David lub częstuje stekami na swoim ranczu w Teksasie. Putin przyjmuje takich gości w Sankt Petersburgu lub w Soczi. To właśnie tam premier Włoch Silvio Berlusconi rozmawiał z nim o nawiązaniu przez Rosję bliższych stosunków z NATO. Niedługo później córki Putina spędziły kilka dni w willi Berlusconiego na Sardynii.

Pogrzeby robocze
Moda na "dyplomację na luzie" przyszła do Europy zza oceanu. - Amerykanie od dawna byli zwolennikami uproszczonej dyplomacji - opowiada Longin Pastusiak, amerykanista, marszałek Senatu. Dopiero jednak w 1978 r. Amerykanie przekonali świat, że kameralne spotkania to wyższa forma dyplomacji. Na terenie prezydenckiej posiadłości w Camp David zamieszkali na trzynaście dni Jimmy Carter, prezydent Egiptu Anwar Sadat i premier Izraela Menachem Begin. Nie było dziennikarzy ani korpusów dyplomatycznych. Spotkanie zakończyło się podpisaniem pierwszego traktatu pokojowego między Izraelem a jego arabskim sąsiadem.
W dawnym bloku wschodnim najlepszą okazją do przełamywania lodów i rozmów w cztery oczy były... pogrzeby. Margaret Thatcher w swoich pamiętnikach za "bardzo wartościowe" uważa rozmowy w Moskwie, gdy chowano Jurija Andropowa i Konstantina Czernienkę. W latach 90. za najbardziej niekonwencjonalnego dyplomatę uchodził Borys Jelcyn. Z byłym kanclerzem Niemiec Helmutem Kohlem w dzień polowali, w nocy zaś oddawali się suto zakrapianym biesiadom.
Rozluźnienie w dyplomacji nie oznacza braku reguł. - Czas spotkań nieformalnych jest na ogół ściśle określony - mówi Irena Kamińska-Radomska. - Zachowane są ogólne zasady protokołu, między innymi zasada precedencji, czyli pierwszeństwa, ale rezygnuje się z ceremoniałów - opowiada Bogumiła Więcław, zastępca dyrektora Departamentu Protokołu Dyplomatycznego w MSZ.
W pewnych miejscach, takich jak Watykan, protokół pozostaje niezmienny. Coś wie o tym Wiesław Walendziak, który - obcięty na jeża - próbował przed czterema laty dostać się na papieską audiencję. Gwardziści szwajcarscy zagrodzili mu drogę, mówiąc: "Ochrony nie wpuszczamy". Dwór Windsorów także pozostał konserwatywny. Doświadczył tego Lech Wałęsa, który jako prezydent RP spędził noc w zamku królowej. Nad ranem oświadczył monarchini, że powinna wymienić instalację elektryczną. Uwaga ta została, niestety, przyjęta jako faux pas. Szkoda, bo zlekceważenie porady było brzemienne w skutki. Rok później wybuchł tam pożar, po którym remont budowli trwał pięć lat i kosztował prawie 40 mln funtów.

Cambon wiecznie żywy
Polski protokół dyplomatyczny pozostaje sztywny i szczegółowo reguluje wiele kwestii.
- Wzorowaliśmy go na protokole francuskim - mówi Tadeusz Kalinowski, w latach 70. szef protokołu w MSZ. - We Francji od 1907 r. funkcjonuje dokument "Porządek służb w czasie uroczystości publicznych", który w detalach określa, gdzie ma siedzieć prorektor uniwersytetu, gdzie dziekan, a gdzie woźny - opowiada. - Od dawna panuje przekonanie, że im dalej na wschód, tym reguły dyplomacji są sztywniejsze - komentuje Józef Oleksy, były premier, przedstawiciel Sejmu w Konwencie Unii Europejskiej.
Nasi politycy nie są ani lepsi, ani gorsi od innych, jeśli chodzi o przestrzeganie podstawowych zasad savoir-vivreu. - Częściej sięgają po alkohol, trzymają ręce w kieszeni, zbyt głośno się zachowują, oburzają się, kiedy kelner zabiera kieliszek, którego jeszcze nie opróżnili - zauważa Irena Kamińska-Radomska. "W świecie polityki nie wystarczy mieć rację, trzeba się jeszcze podobać i umieć zachować" - mawiał dziewiętnastowieczny francuski dyplomata Paul Cambon. Po z górą stu latach można tylko dodać do tego: sztuką dyplomacji staje się umiejętne łamanie protokołu.
Więcej możesz przeczytać w 40/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0