Dżungla rozwoju

Dżungla rozwoju

Dodano:   /  Zmieniono: 
Na "płucach Ziemi" można nieźle zarobić


Wielu Brazylijczyków uważa amazońską dżunglę za barierę postępu, którą trzeba usunąć jak najszybciej, by zastąpić ją polami uprawnymi i farmami. Tymczasem w Acre, najmniej rozwiniętym stanie Brazylii, coraz więcej osób widzi w lasach tropikalnych wybawienie od panującej tu chronicznej biedy.

Ekodolary
Chłopi są znów zachęcani do uprawy kauczuku i orzechów brazylijskich, które stanowiły dwa filary tutejszej gospodarki, nim jeszcze w latach 70. zaczęło się trzebienie lasów. Dążąc do wykorzystania zwiększającego się popytu na produkty ekologiczne, mieszkańcy tutejszych lasów utworzyli spółdzielnie produkujące luksusowe meble, leki z miejscowych roślin, a nawet prezerwatywy.
- Wracamy do przeszłości - mówi Carlos Vicente, sekretarz leśnictwa i wydobycia surowców w stanie Acre. - Zdajemy sobie sprawę, że las może być źródłem bogactw, jeśli mądrze się z nich korzysta, i że sukces ekonomiczny gospodarki leśnej jest bezpośrednio uzależniony od zdrowia lasu. Takiej postawy w pozostałych regionach Amazonii życzyliby sobie organizatorzy niedaw-nego Światowego Szczytu Zrównoważonego Rozwoju ONZ. Pilotażowym programem objętych jest ponad 10 tys. km2 "rezerwatu wydobywczego" blisko granicy z Peru i Boliwią. Nazwano go imieniem Chico Mendesa, przywódcy ruchu ochrony przyrody, urodzonego i wychowanego w tym rejonie, który zginął z rąk zamachowca w 1988 r. Pozyskiwanie drewna w rezerwacie jest pod ścisłą kontrolą.

Naturalne prezerwatywy
Foster Brown z Woods Hole Research Center uważa, że "największym wyzwaniem będzie uzyskanie większej wartości rynkowej produktów leśnych". Korzystając z wiedzy grupy włoskich projektantów i wytwórców mebli, jedna z tutejszych fabryk już produkuje sprzęty domowe dla odbiorców w oddalonym o ponad 3 tys. km na południe Săo Paulo. W innej fabryce przetwarza się, pakuje i eksportuje do Europy i Stanów Zjednoczonych brazylijskie orzechy. Powstaje kolejna, specjalizująca się w produkcji naturalnych substancji oleistych, na przykład oleju andiroba, używanego do odstraszania komarów, lub oleju copaiba o właściwościach przeciwzapalnych.
W mieście Xapuri produkuje natomiast się prezerwatywy. Menedżerowie fabryki są przekonani, że mogliby zaspokoić krajowy popyt, jeśli tylko uda im się stworzyć odpowiednią mieszankę kauczuku i przyciągnąć kapitał zagraniczny. Pierwsza partia 400 tys. prezerwatyw opakowanych w zielony plastik z napisem: "naturalny produkt z kauczuku pochodzącego z Acre" już trafiła na rynek.
Według sekretarza leśnictwa Carlosa Vicente, dzięki programowi pilotażowemu w rezerwacie do dżungli powróciło ponad 3 tys. rodzin, które wyniosły się przedtem do miast. Podwoiły się ich dochody, a zależność od pośredników zarówno na rynku produktów, jak i kredytów spadła. Ponadto mieszkańcy rezerwatu płacą wyższe podatki, poprawił się też stan ich zdrowia.

Indianie konsumentami
- Na każde 10 rodzin pracujących w lesie przypada 30 nowych miejsc pracy w ośmiotysięcznym mieście. Spodziewamy się, że do 2004 r. powstanie ich 400 - mówi Julio Barbosa, burmistrz Xapuri. - Na mnie jednak jeszcze większe wrażenie robi rozwój handlu i usług, który wynika z tego, że samowystarczalni przedtem rolnicy mają stały dochód i stali się konsumentami.
Krytycy programu utrzymują jednak, że daje on efekty jedynie dlatego, że opiera się na dotacjach, które rząd stanowy nazywa "inwestycjami w środowisko". Według rządowych wyliczeń, producenci kauczuku otrzymują o 70 proc. wyższą cenę niż rynkowa, by ich zachęcić do przystąpienia do spółdzielni i do pracy w rezerwacie. - Produkcja kauczuku być może jest opłacalna w Malezji, ale tu już nie - mówi Flaviano Melo, dawniej gubernator stanowy, a obecnie przywódca opozycji politycznej. - Uważam, że nie powinniśmy marnować pieniędzy na coś, co ekonomicznie nie trzyma się kupy. Trzeba raczej inwestować w uprawy, które są rentowne i dają rolnikom utrzymanie.
Przedstawiciele rządu spodziewają się jednak, że dotacje będą coraz mniejsze, w miarę jak rozwiną się tu inne formy działalności gospodarczej. Entuzjaści programu podkreślają też jego niewymierne korzyści. - Rynek musi się nauczyć, że wartość dodana nie jest jedynym kryterium oceny korzyści ekonomicznych. Inne rzeczy też trzeba wziąć pod uwagę - przekonuje Gisela Brugnara, koordynator tutejszego kompleksu przemysłowego. - Ochrona przyrody ma wartość dla nas wszystkich, pośrednio lub bezpośrednio, a ludzie, którzy tu pracują, powinni być wynagradzani za to, że robią to również dla nas.

Więcej możesz przeczytać w 40/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0