Choroba z głowy

Choroba z głowy

Dodano:   /  Zmieniono: 
Wiara w siebie lekiem XXI wieku


Ponad miliard dolarów Amerykanie płacą co roku za 225 tys. operacji artroskopii kolana, które w leczeniu zwyrodnienia stawów są równie skuteczne jak dotknięcie różdżką przez uzdrowiciela. Firmy farmaceutyczne osiągają rocznie ponad 8 mld dolarów zysku ze sprzedaży nowej generacji leków na depresję, takich jak prozac, wykazujących niewiele większą skuteczność niż środki zawierające jedynie sól fizjologiczną. Jeszcze większe dochody uzyskują na całym świecie bioenergoterapeuci, healerzy i zielarze, którzy leczą głównie wiarą w cuda.

Lekarz jak lekarstwo
W 1955 r. amerykański uczony Henry K. Beecher po przeanalizowaniu 15 badań klinicznych przekonywał, że co trzeci chory odczuwa wyraźną poprawę po zastosowaniu placebo, czyli leku lub terapii działających jedynie siłą sugestii. Reklama leków, a także wiara w postęp medycyny sprawiły, że dziś jeszcze więcej ludzi jest podatnych na "uzdrawiające oszustwo" - wynika z najnowszych badań, jakie przeprowadził prof. Timothy Walsh z Columbia University.
Walsh przeanalizował prawie sto prób klinicznych leków przeciwdepresyjnych, w których firmy farmaceutyczne muszą wykazać, że ich preparaty są bardziej skuteczne niż placebo (to podstawowy warunek rejestracji środka). W ponad połowie przypadków nie można było jednak odróżnić siły sugestii od działania farmaceutyku. Wyższość prozacu nad placebo udało się wykazać dopiero po przeprowadzeniu pięciu badań. Jeszcze więcej prób wymagały inne leki o podobnym działaniu, jak zoloft i paxil.
"Wciąż tkwimy w błędnym przekonaniu, że choremu pomogła zaordynowana terapia. Tymczasem często nie wiemy, co tak naprawdę zadecydowało o powodzeniu leczenia" - przyznaje prof. Andrew Leuchter z University of California w Los Angeles. Przekonują o tym najnowsze badania obrazowania mózgu, które wykazują, że efekt placebo nie ogranicza się do poprawy samopoczucia chorych! U pacjentów cierpiących na depresję pod wypływem sugestii aktywność mózgu (zarówno w korze przedczołowej, jak i układzie limbicznym, czyli w tzw. minimózgu) zmienia się podobnie jak u innych chorych po zażyciu antydepresantów.
"Leczenie z użyciem placebo nie jest zatem brakiem terapii, lecz terapią bez aktywnego leku" - twierdzi prowadząca badania prof. Helen Mayberg, neuropsychiatra z Uniwersytetu Toronto. Jej zdaniem, mózg ma wrodzoną zdolność do samoleczenia. Wprawdzie na ogół placebo wywołuje jedynie krótkotrwały efekt i nie może zastąpić leków, ale umiejętnie wykorzystywane może spotęgować ich działanie. "Przekonanie pacjenta o skuteczności terapii może mieć wręcz decydujące znaczenie" - podkreśla prof. Mayberg.

Operacje na niby
Coraz częściej przekonują się o tym chirurdzy, bo skalpel wywołuje efekt placebo tak samo jak pseudoleki. Przykładem jest artroskopia, czyli wziernikowanie stawu kolanowego, jeden z najczęstszych zabiegów w ortopedii. Polega on na wykonaniu w kolanie trzech niewielkich nacięć, przez które lekarze wsuwają kamerę i przepłukują odpowiednim płynem zniszczoną reumatyzmem chrząstkę stawową. Większość pacjentów twierdziła, że po takiej operacji bóle przy chodzeniu ustępują, zmniejsza się obrzęk i sztywność stawu, dzięki czemu mogą się sprawniej poruszać. Dopiero badania porównawcze 180 osób wykazały, że niemal równie często i tak samo dobrze czują się pacjenci, u których prof. John D. Bradly z Indiana University w Indianapolis jedynie upozorował zabieg. Wykonał u nich nacięcia w kolanie i tylko zamarkował irygację!
"Od dawna miałem wątpliwości dotyczące zasadności tego zabiegu, dlatego nigdy się mu nie poddałem, choć od wielu lat cierpię na zapalenie stawów" - przyznał prof. William Tipton, wiceprezes Amerykańskiego Towarzystwa Chirurgów Ortopedów (AAOS).
46-letnia Lynda McKenzie, malarka i pisarka kanadyjska, cierpiąca na zaawansowaną chorobę Parkinsona, zdecydowała się poddać nowatorskiej operacji wszczepienia do mózgu wytwarzających dopaminę komórek pobranych z poronionych płodów. Dzięki znieczuleniu miejscowemu nie czuła żadnego bólu, zapamiętała jedynie głuchy warkot wiertarki, za pomocą której lekarz przewiercał w jej czaszce cztery otwory. Wyraźnie słyszała też, jak operujący ją prof. Curt Freed, neurochirurg z University of Colorado, poprosił pielęgniarkę, by podała mu implant. Po zabiegu pacjentka poczuła się lepiej, niektóre objawy choroby zaczęły ustępować. Była przekonana, że pomogła jej eksperymentalna metoda leczenia, tymczasem lekarz jedynie zamarkował operację!

Przeszczep pozorowany
"Musieliśmy się przekonać, czy przeszczep komórek płodowych jest skuteczną metodą terapii" - twierdzi prof. Freed, który tego typu operacje wykonuje od 1988 r. Wcześniejsze testy kliniczne leków sugerowały, że cierpiący na chorobę Parkinsona dość mocno i nadzwyczaj długo reagują na efekt placebo. A. Jon Stoessl, neurolog z University British Columbia w Vancouver, wykazał, badając mózg przy użyciu pozytonowej tomografii emisyjnej (PET), że po podaniu roztworu soli fizjologicznej jako skutecznego leku na tę chorobę organizm pacjentów zaczął wydzielać do mózgu dopaminę. Tak samo działo się w wypadku badanych, którzy otrzymali środek zawierający ten neuroprzekaźnik.
Po operacjach, jakie przeprowadził prof. Curt Freed, poprawił się stan zdrowia niemal wszystkich pacjentów - bez względu na to, czy faktycznie przeszczepiono im wytwarzające dopaminę komórki płodowe. U Lyndy McKenzie gwałtowne pogorszenie nastąpiło dopiero wtedy, gdy lekarze ujawnili, że przeprowadzili pozorowaną operację. Zabieg powtórzono, podobnie jak u wszystkich pozostałych pacjentów, u których był on zamarkowany. Te próby wykazały, że przeszczep jest tylko o 30 proc. bardziej skuteczny niż placebo.
O roli sugestii przekonują wykonywane dawniej operacje na otwartym sercu, polegające na podwiązaniu dwóch tętnic wieńcowych po to, by zwiększyć ukrwienie mięśnia sercowego u chorych cierpiących na anginę pectoris (dusznicę bolesną wywołaną najczęściej chorobą wieńcową). Te zabiegi przynosiły ulgę aż dwóm trzecim chorych. Dopiero Leonard Cobb, kardiochirurg z Seattle, wykazał, że te zabiegi niczym się nie różnią od placebo. U kilku pacjentów zamarkował operację, jedynie rozcinając klatkę piersiową. Mimo to czuli się oni tak samo dobrze jak chorzy, u których podwiązano tętnice.

Odroczona śmierć
Siłą woli nie można się wyleczyć na przykład z raka, ale nie ma wątpliwości, że odpowiednio zaktywizowany mózg wpływa na odporność organizmu podobnie jak ćwiczenia fizyczne, dobry sen i witaminy. Po raz pierwszy wykazały to badania prof. Marian Cleeves Diamond z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley. Pobudzanie w płacie czołowym szczurów i myszy jednego z ośrodków (dorosolateral cortex) zwiększało wytwarzanie dojrzewających w grasicy białych ciałek krwi - limfocytów T (typu CD4). "W przyszłości będzie można pobudzać mózg, by usprawnić działanie układu immunologicznego w walce z chorobą" - twierdzi uczona.
Przykładem są chore na raka piersi. Układ odpornościowy kobiet, które oprócz zalecanego przez onkologów leczenia stosowały również ćwiczenia relaksacyjne i tzw. wizualizację, wykazywał większą aktywność. Siłą wyobraźni można nawet wzmacniać mięśnie. Mężczyźni w wieku 20-35 lat, którzy jedynie wyobrażali sobie ćwiczenia fizyczne, po 12 tygodniach takiej mentalnej gimnastyki mieli o 35 proc. większą siłę w palcach rąk oraz o 13,5 proc. większą w zgięciu łokcia. Joga pomaga chorym na astmę.
"Śmiertelnie chorzy ludzie są w stanie odroczyć własną śmierć o kilka dni, a nawet kilka tygodni, jeśli pragną doczekać ważnego wydarzenia, jak urodziny, rocznica rodzinna lub święta religijne" - wywnioskował Robert Butler z Międzynarodowego Centrum Dłu-gowieczności w Nowym Jorku po przeanalizowaniu okoliczności prawie 2 tys. zgonów. Eksperci Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego (APA) twierdzą, że pozytywne myślenie przedłuża życie ludzi starszych nawet o 7,5 roku. Ma większy wpływ na długość życia niż porzucenie nałogu palenia tytoniu czy regularne uprawianie ćwiczeń fizycznych.
Lekarz wzbudzający w chorym zaufanie może sprawić, że pacjent będzie mu przypisywał wręcz magiczną moc. Najlepszym tego przykładem są uzdrowiciele. Stosowana przez nich terapia polega przede wszystkim na nawiązaniu silnej więzi emocjonalnej z chorym. - Wielcy lekarze osiągali znakomite efekty leczenia, ponieważ potrafi zarówno zastosować odpowiednią terapię, jak i wyzwolić w organizmie chorego mechanizmy samoregulacyjne i samonaprawcze - twierdzi prof. Kazimierz Imieliński, prezes Polskiej Akademii Medycyny, organizator odbywających się co roku konferencji poświęconych humanizacji medycyny.

Lekarz w mózgu
Trzy główne układy naszego organizmu - nerwowy, immunologiczny i hormonalny - są z sobą ściśle powiązane. Wiele komórek nerwowych w grasicy, szpiku kostnym i śledzionie, gdzie powstają i dojrzewają komórki odpornościowe, stymuluje działanie limfocytów i makrofagów. Wzajemne oddziaływanie tych układów odbywa się też za pośrednictwem hormonów, neuropeptydów, cytokin i innych substancji nazywanych mediatorami. Przykładem jest wydzielana w stanach napięcia emocjonalnego adrenalina, tłumiąca działanie układu odpornościowego (pobudza go acetylocholina). Uszkodzenie podwzgórza i hipokampu w mózgu hamuje zaś aktywność limfocytów T.

KAZIMIERZ IMIELIŃSKI
prezes Polskiej Akademii Medycyny
W trakcie szczerej i życzliwej rozmowy rodzi się zaufanie pacjenta do lekarza i nadzieja na wyzdrowienie. To wybitnie stymuluje mechanizmy samoregulacyjne i samonaprawcze chorego organizmu. Podawane leki są wówczas wydatnie wspomagane przez siły samego organizmu. Czasami efekt placebo jest tak duży, że koryguje lub przezwycięża działanie leku niezbyt dobrze dobranego, a nawet szkodliwego dla chorego.

Cohen na górze Baldy
Pobyt w buddyjskim klasztorze na górze Baldy w pobliżu Los Angeles okazał się dla Leonarda Cohena, poety, powieściopisarza i piosenkarza, najlepszym sposobem pokonania depresji. "Naprawdę próbowałem wielu rzeczy - wielu filozofii, wielu narkotyków, wielu kobiet. Szukałem ratunku w piciu i w sztuce. Ale nic mi nie pomagało. Do czasu kiedy zostałem mnichem i zamknąłem się przed światem na kilka lat. Dokładnie nie wiem, co się stało i jak to się stało, ale znalazłem rozwiązanie" - przekonuje.

Ćwiczenia relaksacyjne zwiększają aktywność układu odpornościowego u kobiet chorych na raka piersi. Joga pomaga chorym na astmę, a medytacja transcendentalna pozwala obniżyć stężenie hormonów stresu, złagodzić ból i nadciśnienie, a także spowalnia rozwój miażdżycy.

Przeszczep komórek płodowych do mózgu osób cierpiących na chorObĘ Parkinsona jest tylko o 30 procent bardziej skuteczny niż placebo

Śmiech na receptę
W USA i Europie coraz więcej szpitali wykorzystuje właściwości lecznicze śmiechu, który łagodzi ból, wzmaga krążenie krwi i zwiększa w niej liczbę immunoglobulin wzmacniających układ odpornościowy. Ciężko chore dzieci w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie regularnie odwiedzają cyrkowi klowni. Towarzyszą oni maluchom podczas bolesnych zabiegów. "Kiedy pojawiam się w klinice, chorzy nie mają czasu, by myśleć o chorobie" - mówi Patch Adams z USA, najbardziej znany na świecie "śmiecholog".
Więcej możesz przeczytać w 40/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0