Kapitał pomysłów

Kapitał pomysłów

Dodano:   /  Zmieniono: 
William Haseltine jest przedstawicielem nowoczesnej generacji badaczy, którzy umieją zarabiać na nauce
Doskonale przygotowany, absolwent najlepszych uczelni, chemię fizyczną kończył na Uniwersytecie Berkeley, biofizykę - na Harvardzie, doktorat robił na MIT. W Harwardzkiej Szkole Zdrowia Publicznego kierował instytutem badań nad procesami starzenia się, równocześnie doradzając posiadaczom dużych kapitałów, w jakich sektorach nauki je lokować. Założył siedem firm zajmujących się różnymi dziedzinami medycyny.
Przenikliwy, doskonały taktyk, twardy w biznesie, przestraszył dyrektora Narodowych Instytutów Zdrowia Harolda Varmusa, kiedy osiem lat temu założył Human Genome Sciences Inc., pierwszą prywatną firmę zamierzającą skomercjalizować wyniki badań nad ludzkim materiałem genetycznym.
Dr Varmus ostrzegał wówczas pracowników swoich 70 instytutów, aby pomyśleli dwa razy, zanim zdecydują się "pójść z Haseltine'em do łóżka", czyli zanim podpiszą z nim porozumienie pozwalające korzystać z wyników prac Human Genome Science Inc. Firma Haseltine'a w rekordowym czasie stworzyła ogromną bazę danych o ludzkich genach. Nawet następna generacja jej użytkowników będzie musiała się liczyć z należącym do HGS prawem własności intelektualnej odkrytych przez ten zespół genów i ich funkcji.
Przez pewien czas dr Haseltine współpracował z innym przedsiębiorczym biologiem, Craigiem Venterem, który w kwietniu tego roku wyprzedził naukowców biorących udział w państwowym programie Human Genom Project w odszyfrowaniu składu wszystkich genów wybranej osoby. Cele obu badaczy były jednak różne: Venter chciał poznać cały ludzki genom, a Haseltine'a interesowała tylko jego niewielka część - geny czynne, stanowiące u ludzi zaledwie 3 proc. całego DNA. W lutym na waszyngtońskiej konferencji zatytułowanej "Geny i leki" Haseltine poinformował, że jego firma wystąpiła o przyznanie patentów na 6450 nowo odkrytych genów, a także zapowiedział wprowadzenie na rynek kilku leków nowej generacji. Dwa będą chronić wrażliwe tkanki przed niszczącymi skutkami terapii antynowotworowej, a jeden umożliwi odnawianie naczyń krwionośnych w sercu i kończynach. Spółkę Haseltine'a wspiera sieć koncernów farmaceutycznych, dzieli się więc z nimi wynikami swoich prac i nadzieją na wielkie zyski.
W 1996 r. prawie dwie trzecie ze 184 mld USD wydanych w USA na badania i rozwój pochodziło z przemysłu. W 1997 r. przedsiębiorstwa prywatne przeznaczyły na ten cel 134 mld USD, dodatkowo otrzymały jeszcze 23 mld USD z funduszy rządowych. Spółki gotowe są wydawać coraz więcej, żeby zdobyć wiedzę, która pomoże zwyciężyć w konkurencji z innymi firmami. W 1997 r. sto największych spółek zainwestowało w badania 81 mld USD.
Do sektorów najszybciej się rozwijających należy przemysł informatyczny. Zapotrzebowanie w tej dziedzinie rosło w ostatniej dekadzie dwa razy szybciej niż produkt krajowy brutto USA. Następny pod względem tempa rozwoju jest rynek biotechnologiczny. Monsanto, gigant zatrudniający dwanaście tysięcy pracowników, w ciągu trzech lat przeznaczył trzy miliardy dolarów na biotechnologiczną transformację takich roślin, jak ziemniak, bawełna, soja i rzepak. Na początku kwietnia w laboratoriach dr. Leroya Hooda na Uniwersytecie Stanowym w Seattle, finansowanych przez Monsanto, rozszyfrowano genom ryżu. "Informacje zdobyte przez firmę będą dostępne dla wszystkich członków międzynarodowego projektu sekwencjonowania genomu ryżu" - oświadczył z tej okazji japoński minister rolnictwa, dodając, że jest to pierwszy wypadek, gdy przedsiębiorstwo prywatne dzieli się z innymi tak dużym pakietem informacji za darmo.
Inna wielka korporacja - DuPont, światowy lider w dziedzinie chemii makromolekularnej i produkcji nowych materiałów, wychodzi z założenia, że dofinansowywanie wybranych badań podstawowych zapewnia sukcesy w biznesie. Zgodnie z tą polityką, firma DuPont inwestowała w nie w ostatnich pięciu latach milion dolarów rocznie. Według "World Science Report 1998" wydanego przez UNESCO, prywatne firmy amerykańskie przeznaczają na badania i rozwój prawie połowę swoich zysków.
Nie oznacza to jednak, że nauką i pracami aplikacyjnymi rządzi wyłącznie niewidzialna ręka rynku. Prof. Cezary Ambroziak, dyrektor Instytutu Technologii Elektronowej w Warszawie, który kilka lat był radcą naukowym polskiej ambasady w Waszyngtonie, uważa, że na tempo badań ogromny wpływ ma doskonale widoczna "ręka rządu". Narodowa Fundacja Nauki inwestuje co roku ponad 3 mld USD w 20 tys. projektów dotyczących inżynierii. Specjalna ustawa zobowiązuje każdą federalną agencję i ministerstwa finansujące badania, które mogą przeznaczyć na ten cel ponad milion dolarów, do promowania małych i średnich firm zajmujących się nauką. Państwo dotuje też kilkadziesiąt wielkich narodowych laboratoriów, takich jak Argon National Laboratory pod Chicago, Los Alamos National Laboratory i Narodowe Instytuty Zdrowia. - Nie jest prawdą, że w krajach kapitalistycznych rząd nie finansuje badań. Wiadomo jednak, że pieniądze prywatne są lepiej wykorzystywane, gdyż właściciele niczego nie robią pochopnie. Natomiast środki z budżetu rozdają osoby nie zawsze zainteresowane efektami pracy. Prywatni właściciele są też bardziej bezwzględni wobec personelu, nie tolerują niezdolnych - mówi prof. Ambroziak, znakomity specjalista, jeden z twórców pierwszych układów scalonych na świecie, uznany przez amerykańskie profesjonalne pismo "Elektronics" za jednego z trzech Europejczyków, którzy najbardziej przyczynili się do rozwoju mikroelektroniki.
Prywatne przedsiębiorstwa finansują także coraz więcej prac uniwersyteckich. W tak zwanym trójkącie badawczym (Triangle Research Park), którego wierzchołki tworzą Uniwersytet Karoliny Północnej w Chapel Hill, Duke University w Durham i Uniwersytet Stanowy Karoliny Północnej w Raleigh, swoje siedziby ma wiele prywatnych firm medycznych, biomedycznych, farmaceutycznych, komputerowych, optycznych i inych. Uczelnie czerpią zyski z wynalazków opracowanych w ich instytutach badawczych i są współwłaścicielami z naukowcami patentów. W Stanach Zjednoczonych obowiązuje tzw. system pierwszego wynalazcy, zgodnie z którym nie tylko uczelnia, ale również pracujący w niej naukowiec mogą zdobyć prawa do wyników badań finansowanych z funduszy federalnych. Według Stowarzyszenia Menedżerów Uczelni Technicznych, firmy prywatne dzięki licencjom zakupionym od uniwersytetów w 1998 r. odnotowały 21 mld USD dochodu. Natomiast dziesięć największych szkół wyższych uzyskało z tantiem 170 mln USD.
Wielu amerykańskich badaczy wybiera pracę w prywatnych spółkach. Prof. Anna Podhajska, która współtworzyła pierwszy w Polsce Wydział Biotechnologii na Uniwersytecie Gdańskim, uważa, że efektywność i determinacja naukowców w prywatnych firmach w USA jest większa niż akademików. O rezultatach analiz decyduje nie tylko potrzeba zaspokojenia ciekawości, ale i perspektywa wzbogacenia się. - Nawet jeśli początkowo jest to mała firma borykająca się z trudnościami, ale ma dobry pomysł, wykupuje ją koncern i zapewnia jej potrzebny kapitał - mówi prof. Podhajska. - Często bywam w USA na konferencjach organizowanych przez rywalizujące grupy badaczy pracujących na uczelniach i w firmach prywatnych, na przykład poświęconych nowym metodom terapii genowej. Na spotkaniach zdominowanych przez środowiska akademickie można się z reguły zapoznać z mniej atrakcyjnymi doniesieniami. Jeśli ktoś odchodzi z uniwersytetu, to znaczy, że ma ducha konkurencyjności. Zmienia się też środowisko uczelniane. Przedtem oczekiwano na pieniądze z National Science Foundation, Narodowych Instytutów Zdrowia czy innych agend rządowych. Teraz uniwersyteccy pracownicy dostają zlecenia z prywatnych firm albo sami zajmują się zjawiskami, które mogą zainteresować niepubliczny kapitał. Nawet ci, którzy nie lubili tego nowego "fenotypu" (uczonych na zlecenie), bo sami zajmowali się naukami podstawowymi, teraz zakładają własne spółki, by nie dzielić się pieniędzmi i patentami.
Warto zauważyć, że rozkwit prywatnej nauki w Stanach Zjednoczonych, coraz poważniejsze sponsorowanie badań akademickich przez przemysł, nowy typ współpracy małych firm high-tech i posiadaczy dużych kapitałów zostały spowodowane między innymi koniecznością cięć w budżecie w celu zmniejszenia olbrzymiego deficytu federalnego. Wykorzystano więc pomysły i pieniądze prywatne.



Więcej możesz przeczytać w 18/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0