O Bogu i o cesarzu

O Bogu i o cesarzu

Dodano:   /  Zmieniono: 
Miejsce polskich katolików jest po europejskiej stronie polskiej barykady
"55 procent i rośnie"
tytuł poprzedniego felietonu w wersji oryginalnej

W zeszłym tygodniu aż zdrętwiałem w samolocie, kiedy wracając z mojej regularnej peregrynacji do brugijskiego kampusu College of Europe, wziąłem do ręki najnowszy numer tygodnika "Wprost". Tytuł mojego felietonu "55 procent i rośnie" zamienił się na "Z Bogiem do unii". Nie byłbym tak zasadniczy w kwestionowaniu tego zdarzenia, gdyby nie fakt, że ta zmiana, poczyniona zapewne w najlepszej wierze, nie tylko wypacza moją intencję, ale przede wszystkim wprowadza gruntowne nieporozumienie co do sposobu, w jaki - moim zdaniem - należy patrzeć na "religijny" kontekst polskiego wchodzenia do Unii Europejskiej.
W całej mojej działalności publicznej zawsze dawałem wyraz przekonaniu, że nie wolno instrumentalizować religii, naginając ją do bieżących celów politycznych. Uczono mnie - i staram się na swą skromną miarę tę naukę pamiętać - by nie wzywać boskiego imienia nadaremnie. Kierowałem się tą zasadą w pierwszej dekadzie "Solidarności", potem w czasie mo-jego zaangażowania politycznego i wreszcie teraz, gdy mogłem po kilkunastu latach spędzonych w Sejmie i w urzędach publicznych powrócić do mojego pierwotnego powołania, bliższego akademii niż ministerialnych gmachów. Nie uważam wcale, by czyjeś wyznanie albo relacje z religią były tak zwaną sprawą prywatną, żeby należało się kryć z przekonaniami. Wręcz przeciwnie, uważam, że zwłaszcza osoby publiczne ponoszą wynikający z własnego zaangażowania religijnego obowiązek świadczenia o swojej przynależności i o swoich przekonaniach, oraz że powinny one w jednoznaczny sposób kierować się tymi właśnie wyznacznikami w swojej działalności publicznej. Pewnie dlatego tak bliska jest mi postać Roberta Schumana - gorącego katolika i równocześnie wielkiego polityka, twórcy idei zjednoczonej Europy, który odróżniając "boskie" i "cesarskie", kierował się w swym politycznym dziele właśnie chrześcijańską wrażliwością...
I dlatego - przekonany głęboko, że miejsce polskich katolików jest po europejskiej stronie polskiej barykady - zbieram skrupulatnie argumenty na rzecz poszerzenia naszego narodowego "tak" w nadchodzącym referendum europejskim. Znajduję je w wielu środowiskach, a zważywszy na proklamowaną powszechnie katolickość naszego społeczeństwa i na moje osobiste preferencje, szczególnie cenię sobie argumenty proeuropejskie w ustach osób najbliżej związanych z Kościołem katolickim - zarazem moim Kościołem. Jednym z moich najszczęśliwszych dni spędzonych w ławach poselskich był dzień, w którym Jan Paweł II wypowiedział na Wiejskiej swe jasne credo w sprawie Unii Europejskiej. W zeszłotygodniowym felietonie zacytowałem z satysfakcją wypowiedzi watykańskiego "ministra spraw zagranicznych", a także rektora Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie oraz należącego do naukowej czołówki polskiego prawnika kanonisty i teologa. Cieszę się, że razem z nimi - i z papieżem Polakiem na czele - moja ojczyzna zmierza do członkostwa w Unii Europejskiej. Z nimi, a Pan Bóg, którego miejsce jest i w unii, i poza nią, i wszędzie indziej - oby błogosławił naszym poczynaniom!
Więcej możesz przeczytać w 40/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0