Stan zapalny

Stan zapalny

Dodano:   /  Zmieniono: 
Jak poprawnie diagnozować i skutecznie leczyć zmiany miażdżycowe
Połowa pacjentów, którzy trafiają w Polsce do szpitala z zawałem serca, ma normalny poziom całkowitego cholesterolu we krwi. U wielu z nich lekarz nigdy nie wykrył innych czynników ryzyka choroby niedokrwiennej serca, bowiem nie zlecił wykonania bardziej specjalistycznych badań, co jest błędem w sztuce lekarskiej. Nawet jeśli lekarz w miarę szybko postawi prawidłową diagnozę, zalecona terapia najczęściej polega na zażywaniu tabletek bez skłonienia pacjenta do zmiany diety, przez co przynajmniej u połowy chorych leczenie jest nieskuteczne - mówi prof. Marek Naruszewicz, kierownik Zakładu Biochemii Klinicznej i Diagnostyki Laboratoryjnej w Centrum Badań nad Miażdżycą Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie.
Miażdżyca jest przewlekłą chorobą polegającą na odkładaniu się cholesterolu na wewnętrznych ścianach naczyń krwionośnych, czemu towarzyszy stan zapalny. Wywołuje ją nie tylko duża liczba krążących we krwi lipoprotein, ale także wiele innych czynników, m.in. wysoki poziom homocysteiny i fibrynogenu czy wirusy i bakterie, na przykład Chlamydia pneumoniae.
Konsekwencją przewlekłego stanu zapalnego jest aktywacja komórek śródbłonka. W wyniku tego procesu wzrasta wielokrotnie ich przepuszczalność i dochodzi do nadmiernego gromadzenia się w nich cholesterolu. W celu wykrycia ryzyka niedokrwiennej choroby serca trzeba bowiem oznaczyć nie tylko całkowite stężenie tej substancji we krwi, lecz również stężenie cholesterolu zawartego w lipoproteinach o wysokiej gęstości (HDL) i w lipoproteinach o niskiej gęstości (LDL). HDL przenosi cholesterol z tkanek obwodowych, m.in. z naczyń wieńcowych do wątroby, gdzie jest neutralizowany, czyli metabolizowany do kwasów żółciowych. LDL powstaje w wątrobie i jest przenoszony do tkanek obwodowych, gdzie może wywoływać miażdżycę. Gdy tzw. wskaźnik aterogenności, czyli stosunek cholesterolu całkowitego do jego frakcji HDL, jest wyższy niż 5, istnieje poważne zagrożenie chorobą wieńcową.
Miażdżyca rozwija się dynamicznie i zawsze może zaskoczyć. Podwyższony stan zapalny śródbłonka naczyniowego może być oznaką mającego wkrótce nastąpić zawału serca. W każdym niemal laboratorium w Polsce można oznaczyć poziom fibrynogenu we krwi. Za wysoki wskazuje na możliwość wystąpienia zawału serca. Niektórzy chorzy mają tzw. mutację punktową genu odpowiedzialnego za poziom fibrynogenu we krwi. Podczas wysiłku fizycznego poziom tej substancji gwałtownie u nich wzrasta. Fibrynogen zwiększa krzepliwość krwi, dlatego tak często zawały serca występują u tych osób po intensywnym wysiłku fizycznym. Zmierzenie poziomu fibrynogenu i wykonanie EKG przed i po wysiłku fizycznym pozwala wykryć pacjentów ze skłonnościami do podwyższonego poziomu tej substancji we krwi. W Polsce takie badania wykonuje się rzadko - nie tylko dlatego, że lekarze nie są świadomi ich konieczności, ale także z powodu braku pieniędzy. Lekarze rodzinni mają ograniczone fundusze na diagnostykę laboratoryjną. Problemem staje się nawet rutynowe zbadanie poziomu cholesterolu całkowitego.
Od 25 proc. do 40 proc. pacjentów z niedokrwienną chorobą serca ma podwyższony poziom homocysteiny we krwi. Wśród zdrowej populacji odsetek ten wynosi tylko ok. 7 proc. Homocysteina jest cytotoksycznym aminokwasem, który może prowadzić do odklejania się śródbłonka naczyniowego i tym samym ułatwiać osadzanie się cholesterolu. Mimo niskiego stężenia lipidów we krwi, pacjent może mieć zaawansowaną miażdżycę. Homocysteina dodatkowo potęguje w naczyniach stan zapalny i zaburza procesy krzepnięcia krwi. Podwyższony poziom tej substancji we krwi może być uwarunkowany genetycznie, wywołany nadmiernym spożyciem białka zwierzęcego lub niedoborami witaminy B6, B12 oraz kwasu foliowego. W USA kwas foliowy dodawany jest do produktów spożywczych, co - jak obliczono - zmniejsza rocznie liczbę zawałów serca o ok. 150 tys. Podobna akcja w Polsce umożliwiłaby zmniejszenie liczby zawałów o 15-20 tys. rocznie. Oznaczanie poziomu homocysteiny we krwi kosztuje ok. 45 zł. Obecnie w Polsce badanie takie wykonuje się tylko w trzech ośrodkach, wymaga bowiem specjalistycznego sprzętu i odpowiednio przeszkolonego personelu.
Liczne badania wykazały, że czynnikiem sprzyjającym powstawaniu miażdżycy jest cukrzyca. Prowadzi ona do zaburzeń w metabolizmie zawierających cholesterol lipoprotein. W połączeniu z otyłością, nadciśnieniem krwi i miażdżycą stanowi zespół schorzeń, który nieuchronnie prowadzi do zawału serca lub niedokrwiennego udaru mózgu.
- Nadciśnienie tętnicze często współistnieje z podwyższonym poziomem cholesterolu, otyłością i innymi zaburzeniami metabolicznymi, na przykład cukrzycą - mówi prof. Andrzej Januszewicz, kierownik Kliniki Nadciśnienia Tętniczego w Instytucie Kardiologii w Warszawie. - Nadciśnienie tętnicze, zwłaszcza w połączeniu z zaburzeniami lipidowymi, m.in. z podwyższonym poziomem cholesterolu całkowitego i jego frakcji LDL, przyspiesza rozwój miażdżycy. W Polsce dostępne są wszystkie nowoczesne leki obniżające ciśnienie. Trzeba jednak pamiętać, że niezależnie od regularnego przyjmowania leków równie ważne jest tzw. leczenie niefarmakologiczne. Nawet jeśli chory zażywa leki obniżające ciśnienie, musi zmodyfikować swój styl życia, zwalczyć nadwagę, spożywać więcej ryb oraz bogatych w potas warzyw i owoców, powinien zrezygnować z palenia papierosów i picia alkoholu. Bardzo ważne jest zmniejszenie ilości soli kuchennej w diecie. Obniżeniu ciśnienia tętniczego sprzyja również umiarkowany wysiłek fizyczny. Najbardziej wskazany jest spacer trzy razy w tygodniu po 45 minut i równie częsta jazda na rowerze lub pływanie.
W leczeniu miażdżycy i nadciśnienia najistotniejsze znaczenie ma prawidłowe odżywianie. Dopiero gdy zmiana diety nie przynosi skutków, rozpoczyna się leczenie farmakologiczne. W Polsce lekarze od razu przepisują leki, nie doceniając znaczenia diety. Nie będąc do niej dostatecznie przekonani, nie potrafią do niej zachęcić pacjentów. Często nie mają na to po prostu czasu. Gdy pacjent zaczyna się właściwie odżywiać, złagodzenie bólów wieńcowych serca następuje już po kilku tygodniach. Właściwie skomponowana dieta obniża poziom cholesterolu we krwi, zmniejsza jej krzepliwość, obniża ciśnienie tętnicze, poprawia elastyczność naczyń. Kilka lat temu we Francji przeprowadzono badania nad wpływem diety na rozwój miażdżycy. U pacjentów cierpiących na to schorzenie jako jedyną terapię zastosowano dietę śródziemnomorską z małą ilością mięsa, za to dużą zawartością warzyw, owoców i tłuszczów roślinnych. Jak się okazało, liczba zgonów z powodu chorób układu krążenia zmniejszyła się u nich o 70 proc. w porównaniu z grupą kontrolną, która nie stosowała diety.

Więcej możesz przeczytać w 18/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0