Ostatni mur

Ostatni mur

Dodano:   /  Zmieniono: 
Rozpoczął się powolny demontaż koreańskiej żelaznej kurtyny
Bambusowa kurtyna, od końca II wojny światowej dzieląca Półwysep Koreański na dwa państwa, nadal jest jedną z najszczelniejszych granic świata. Coraz częściej jednak uchylają się w niej niewielkie furtki. Współbracia mogą się odwiedzać, choć nadal głównie na oficjalnym szczeblu. W ciągu ostatnich dwóch lat 9,6 tys. Koreańczyków z południa przebywało w Korei Północnej. Wbrew pozorom to znacząca zmiana, bowiem w ciągu poprzednich dziesięciu lat wspólną granicę przekroczyło ledwo 2,5 tys. osób.
Zwiększony ruch jest skutkiem osobistego zaangażowania się w wewnątrzkoreański dialog prezydenta Korei Południowej Kim Dae Junga. Liczy on na to, że lepsze kontakty z rodakami z komunistycznej północy doprowadzą kiedyś do pojednania i reunifikacji kraju podzielonego po krwawej wojnie w latach 1950-1953. Kim Dae Jung opowiadał się za dialogiem z komunistami jeszcze jako przywódca opozycji na początku lat 70., gdy żaden seulski mąż stanu nie poruszał tej sprawy z obawy o swą polityczną przyszłość. Nowa szansa pojawiła się w 1998 r. - po wygranych wtedy wyborach Kim wezwał Phenian do zorganizowania spotkania na szczycie. Być może dojdzie do niego już w czerwcu, bowiem strona północnokoreańska zgodziła się na rozpoczęcie rozmów przygotowawczych w granicznym Panmunjonie.
Dwa lata pobytu nowego szefa państwa południowokoreańskiego w prezydenckim Błękitnym Pałacu przyniosły wzrost dwustronnego handlu i turystyki. Wymiana osiągnęła w 1999 r. wartość prawie 350 mln USD. Według oficjalnej statystyki, 581 południowokoreańskich firm robi interesy z kontrahentami za północną granicą. W ubiegłym roku również 210 tys. turystów z południa miało okazję podziwiać widok "kultowych" dla Koreańczyków Gór Diamentowych (Kumgang) na północy. Grupy wycieczkowe poruszają się precyzyjnie wytyczonymi szlakami, nie wolno im też rozmawiać z "północnymi". Dla tych ostatnich wyjazd za granicę jest wciąż niemożliwy.
Mimo oznak ocieplenia, obie Koree są ciągle formalnie w stanie wojny. Od 1953 r. obowiązuje jedynie porozumienie rozejmowe. Przez 47 lat nieprzyjaźni sobie partnerzy nie potrafili się porozumieć w sprawie łączenia podzielonych przez wojnę rodzin - szacuje się, że aż 10 mln Koreańczyków z południa ma nadal bliskich na drugim brzegu granicznej rzeki Jalu. Najczęściej mogą się tylko domyślać, że jeszcze żyją.
Zgoda komunistów na rozmowy na najwyższym szczeblu może stanowić sygnał, że Kim Dzong Il zaczyna postępować pragmatycznie. Prawda wydaje się jednak bardziej banalna. W establishmencie pheniańskim narastają obawy o spokój społeczny. Zastraszone, lecz wygłodzone społeczeństwo niebezpiecznie zbliżyło się do granic wytrzymałości. Z pacyfikacją nastrojów mogą sobie nie poradzić nawet liczne, ponadmilionowe siły zbrojne. Amerykański wywiad zarejestrował wiele sygnałów mogących świadczyć o niezadowoleniu w wojsku północnokoreańskim, które także nie jest rozpieszczane nadmiernymi racjami żywnościowymi.
Kontakty z zamożnym południem są szansą na dalsze inwestycje, dźwignięcie gospodarki z ruiny i przedłużenie rządów reżimu. Obcy kapitał przestał już być traktowany jako narzędzie zniewolenia, ale skala jego zaangażowania nie jest wielka - inwestycje z południa nie sięgnęły nawet miliarda dolarów. Największe znaczenie mają przedsięwzięcia koncernu Hyundai, którego sędziwy szef Chung Ju Yung (sam zresztą pochodzący z północy) od lat promuje nawiązywanie współpracy z północą. Dwa lata temu podarował głodującym rodakom kilkaset krów, potem zainicjował turystykę w rejon Diamentowej Góry.
Zniesienie sankcji i wsparcie ekonomiczne w zamian za rezygnację ze zbrojeń i liberalizację wewnętrzną obiecują pheniańskiemu reżimowi również Amerykanie. Waszyngton zapowiada, że będzie hojny, jeśli Phenian zrezygnuje z dalszych badań nuklearnych. Korea Północna i tak posiada już broń jądrową oraz rakiety dalekiego zasięgu typu Rodong. Dwa lata temu taki pocisk przeleciał nad Japonią. Przez chwilę powiało grozą. Od tamtej pory Kim Dzong Il wstrzymuje podobne demonstracje siły. Czyżby doszedł do wniosku, że niewielkie ocieplenie w stosunkach z seulskimi "sługusami imperializmu" może mu się bardziej opłacić?

Więcej możesz przeczytać w 18/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0