Wojenko, wojenko...

Wojenko, wojenko...

Dodano:   /  Zmieniono: 
Wojny są zrośnięte z historią ludzkości jak gałęzie z pniem drzewa. Wątpliwe jest to, czy zdołamy się ich kiedykolwiek pozbyć
Mimo specjalnej ustawy i różnego rodzaju środków zaradczych jakoś nie widać nadziei na opanowanie w Polsce chuligaństwa stadionowego. Osobiście wątpię, czy w ogóle można w tej kwestii coś radykalnego uczynić. Podobno Anglikom się udało. Ciekawe na jak długo?

Niestety, we współczesnym świecie ciągle przybywa nierozładowanej agresji, która musi przecież znaleźć jakieś ujście. Jednym z nich jest dla dużej części młodzieży rytuał kibicowania i związane z nim bitwy. Moi studenci napisali już sporo prac magisterskich na ten temat. Wszystkie były bardzo dobre, obszernie udokumentowane i wnikliwe. A ja cały czas odnoszę wrażenie, że nie zbliżamy się do rozwiązania problemu. Bo mam pewną, dość ponurą teorię, która - jeśli byłaby prawdziwa - podważałaby w znacznym stopniu skuteczność prób spacyfikowania stadionów. Nie pamiętam, czy już kiedyś o niej pisałem, a nawet jeśli tak, warto ją przypomnieć po ostat-nich, głośnych wydarzeniach. Mam na myśli dwie śmiertelne ofiary bitwy między kibicami angielskimi i tureckimi w Stambule oraz łagodniejsze wprawdzie, ale zauważone przez media, występy fanów Wisły Kraków. Moja pseudoteoryjka jest niesłychanie prosta: jeżeli przez dłuższy czas nie ma poważnej, dużej wojny, młodzież urządza sobie jej namiastkę.
We wspomnianej już Anglii do niedawna każde pokolenie miało jakąś swoją wojenkę. Jeśli nie światową, to kolonialną, co przyczyniało się do zmniejszenia ciśnienia agresji w ojczystym kraju dzielnych wojaków.
Jednakże od dłuższego czasu Anglikom doskwiera to, że nie mają możliwości wojowania poza domem. Gdy wybuchła wojna o Falklandy, tłumy chłopaków z Liverpoolu i Manchesteru tłoczyły się przed jakimiś komisjami, które miały przyjmować ochotników. Ale przecież w Anglii jest armia zawodowa, a do małej wojenki nikt nie potrzebował niewyszkolonych łobuzów. Udział w wojnie falklandzkiej stał się przywilejem. Może książę Edward mógł ewentualnie pilotować helikopter. Wszyscy kandydaci na ochotników odeszli z kwitkiem. Nie twierdzę, że dlatego jakiś czas później najechali Belgię i stadion Heysel w Brukseli, lecz coś musieli z sobą zrobić.
Ostatnio, za rządów Blaira, Anglicy chyba trochę słabną i niewieścieją, bo wyprawa do Stambułu okazała się dla nich wyjątkowo pechowa. Kiedyś byli też u nas, ale również nie wypadli najlepiej, dostając tęgie baty od miejscowego pospolitego ruszenia. Prawdziwe wojny są zrośnięte z historią ludzkości jak gałęzie z pniem drzewa. Są oczywiście zawsze rozładowaniem jakiejś narosłej agresji i wątpię, czy jako rodzaj ludzki zdołamy się ich kiedykolwiek pozbyć. Może przeniosą się w kosmos albo w rzeczywistość wirtualną, ale dopóki będziemy ludźmi, dopóty będą wojny. Wydaje się, że ich ofiarami są przede wszystkim młodzi mężczyźni (do wojska idzie się przecież, gdy ma się 18-19 lat) jako podstawowe mięso armatnie. Gdy dzielny młodzian posiedział sobie trochę na przykład pod Verdun, choć uszedł z życiem, ale za to z syfilisem i bez nogi, na pewno już go nie rozpierała agresja.
Ludzie po wojnie są jacyś spokojniejsi, bardziej przyjaźni, skłonni do pomocy bliźniemu, rzec można - odzyskują utraconą, dobrą stronę człowieczeństwa. Pomijam zdegenerowane i zagubione jednostki. Mam na myśli ogólny nastrój większości. Radość, nadzieja, miłość, optymizm. Aż do następnego razu. Jeżeli przerwa jest zbyt długa, z młodzieży aż dymi agresja. Gdzie ma ją, do cholery, wyładować? Wolę, by młodzi kibice urządzali sobie wojny przy okazji piłki nożnej, niż na przykład masowo zaciągali się na żołnierzy mafii. A ponieważ mafia jest u nas coraz bardziej zawodowa, tak samo może nie potrzebować amatorów, jak armia brytyjska w wojnie falklandzkiej. Nasza policja w rozprawach z kibicami musi być więc jak husaria pod Kircholmem. Czekamy na piłkarskiego Chodkiewicza, który wzorem hetmana sprzed czterystu lat rozsławi imię Polski w Europie. Mimo wszystko wolę wojny futbolowe od prawdziwych.
Więcej możesz przeczytać w 18/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0