Podróż do wnętrza Malkovicha

Podróż do wnętrza Malkovicha

Dodano:   /  Zmieniono: 
"Być jak John Malkovich" to anarchiczna fantazja, w której granice logiki zostały przekroczone nie raz, lecz pięć, dziesięć, a może i piętnaście razy
Tomasz Raczek: - Panie Zygmuncie, film "Być jak John Malkovich" kandydował w tym roku do Oscara. To dziwne, bo nie jest on typowy dla produkcji hollywoodzkiej, należałoby go chyba raczej potraktować jako eksperyment lub wręcz dziwactwo.
Zygmunt Kałużyński: - Uważam nawet, że jest to takie kuriozum, jakiego jeszcze w kinie nie było, co jest silnie powiedziane, bo w kinie już wszystko było. Ale nie zobaczymy niczego podobnego! Jest to anarchiczna fantazja, w której granice logiki zostały przekroczone nie raz, lecz pięć, dziesięć, a może i piętnaście razy.
TR: - John Malkovich to - jak wiadomo - znany i ambitny aktor kina amerykańskiego. W tym filmie jest nie tylko tytułowym bohaterem, ale również gra samego siebie. Mamy więc przedziwną historię o tym, jak można wejść w świadomość Johna Malkovicha, ześlizgując się do niej tunelem prowadzącym z piętra 71/2 pewnego nowojorskiego biurowca.
ZK: - To zaledwie początek cyklu obłędnych wydarzeń. Styl i oryginalność tego filmu polegają na tym, że wszystko dzieje się w jak najbardziej rzeczywistym, funkcjonującym normalnie Nowym Jorku.
TR: - Nie jest to jednak zupełnie "normalny" Nowy Jork, choćby ze względu na miejsce, w którym rozgrywa się akcja. Jest to piętro drapacza chmur niższe niż pozostałe; ma bodaj 160 cm wysokości. Ludzie chodzą tu pochyleni i skurczeni. Podobno zostało ono wybudowane przez właściciela domu z miłości do pewnej karlicy, która cierpiała w "za dużym" dla niej świecie.
ZK: - A wszystko zaczyna się od bohatera, który jest lalkarzem - specjalność nawet w Ameryce dosyć szczególna. Jest bezrobotny, więc żona zmusza go, by się postarał o zajęcie. I wtedy, z ogłoszenia, udaje się on na piętro 71/2. Ponieważ, jak wiadomo, winda zatrzymuje się albo na siódmym, albo na ósmym piętrze, żeby się dostać na to pół, trzeba drzwi po drodze otworzyć łomem. Rzeczywiście, sufit jest tu tak nisko, że przez większość czasu aktorzy grają przygarbieni.
TR: - Nie wiem, czy pan wie, panie Zygmuncie, że ta sytuacja nie jest tak do końca niemożliwa. Podobno w Krakowie istnieje hotel, całkiem nowoczesny, w którym jedno piętro wybudowano niższe niż nakazują normy. Właśnie dlatego przez jakiś czas nie używano go.
ZK: - Atrakcyjność tego filmu polega właśnie na bezustannym zderzaniu się fantastycznych niemożliwości z realistycznym wytłumaczeniem. Tak więc nasz bohater, grany przez Johna Cusacka, przypadkowo odnajduje tunel, przez który na kwadrans dostajemy się do środka Johna Malkovicha. Przy tym jest to doznanie szalenie precyzyjne: będąc w Malkovichu, widzimy świat jego oczami, słyszymy dźwięki.
TR: - Nie rozumiem jednak, dlaczego to ma być aż tak ekscytujące, skoro w tych momentach Malkovich nie robi nic szczególnego. A to się myje w łazience, a to rozmawia z kimś przez telefon, a to uczy się roli ze scenopisu.
ZK: - Dochodzimy do momentu, gdy musimy sobie postawić pytanie, jaka jest intencja tego filmu i po co on został w tak dziwaczny sposób wymyślony? Najbardziej narzucające się wytłumaczenie jest takie: autorzy okazali w ten sposób niezadowolenie każdego z nas z tego, kim jest, i chęć, żeby być kimś innym, na przykład - głośnym aktorem. Otóż to marzenie jest tutaj skompromitowane. Przy tym Malkovich z przedziwnym masochizmem i samozaparciem osobiście poddaje rewizji ten pogląd. Okazuje się, że jest tylko narzędziem...
TR: - ... pustym naczyniem...
ZK: - ... w które każdy, kto się z nim spotyka, wkłada swoje poglądy, choćby nawet były bezdennie głupie, jak w wypadku szofera, który zadowolony, że wiezie znanego aktora, chwali go za role, jakich on nigdy nie grał.
TR: - On po prostu pomylił go z kimś innym. Panu się nigdy nie zdarzyło, że pana pomylono z innym krytykiem?
ZK: - Teraz ustawił mnie pan w sytuacji, jak sam miałbym zagrać podobną rolę.
TR: - Swoją drogą, chciałbym się kiedyś ześlizgnąć do pana świadomości i zobaczyć tak naprawdę świat pana oczami.
ZK: - Zapraszam pana gorąco w każdej chwili, bez tunelu i bez piętra 71/2. Wynik pewnie będzie tak samo niezadowalający dla pana jak to się dzieje w wypadku Malkovicha. Bo przecież chodzi ciągle o kompromitację marzenia, aby być kimś innym, a najlepiej kimś wybitnym.
TR: - Ale tu jest jeszcze surrealistyczna wizja: Malkovich dowiaduje się o istnieniu tunelu i postanawia się ześlizgnąć do siebie samego, niejako dublując siebie. Świat, jaki wtedy widzi, jest przerażający: wypełniają go klony, które wyparły wszystko, co nie jest Malkovichem. Nawet w restauracyjnym menu wszystkie potrawy nazywają się malkovich.
ZK: - Co zresztą jest godne uwagi jako wyczyn filmowy. Nawet zastanawiałem się, jak to się udało zrobić. Pewnie użyto jakiejś zaawansowanej techniki komputerowej. Malkovich nagle znajduje się w sali, gdzie jest dwudziestu innych Malkovichów: jeden drzemie, drugi popija...
TR: - ... a trzeci jest piosenkarką, pokładającą się na fortepianie i seksownie śpiewającą jakiś przebój.
ZK: - Właśnie, nawet kobiety są Malkovichami. Ale jest tu jeszcze więcej: nasz główny bohater, lalkarz, wchodzi w Malkovicha i zamienia go w sławnego animatora lalek. Rezultat jest następujący: lalkarz, który chciał zrobić karierę, nie zrobił jej, bo to Malkovich jest na jego miejscu; zaś Malkovich robi coś, co zupełnie do niego nie należy.
TR: - A więc zmiana tożsamości niczemu dobremu posłużyć nie może?
ZK: - Po drodze dzieją się zdumiewające perwersje: dwie panie, które mają do siebie skłonność lesbijską, mają pożycie z pomocą Malkovicha...
TR: - Jedna z nich nie jest prawdziwą lesbijką, ponieważ chce żyć z mężczyzną, widząc w nim kobietę.
ZK: - Panie Tomaszu, nie wdawajmy się ryzykownie w wytłumaczenie filmu, bo to się staje coraz bardziej niebezpieczne.
TR: - Raczej absurdalne, ale taki był zamysł filmu "Być jak John Malkovich".
ZK: - Widzę w nim także efekt nowoczesnej mentalności komputerowej, która polega na tym, że możemy uczestniczyć w grze, nie będąc sobą.
TR: - Zgadza się. Nawet jest teraz taka możliwość, że zakładając sobie pocztę internetową, możemy ustalić tzw. aliasy, pozwalające nam jednocześnie występować jako różne osoby.
ZK: - Tak, nie byłoby tego filmu bez mentalności telewizji i komputera.

Więcej możesz przeczytać w 19/2000 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0