PRÓBA ZŁOTEGO

PRÓBA ZŁOTEGO

Dodano: 
Od kilku lat złoty nie stracił na wartości tyle i tak szybko jak w ostatnich dniach - w ubiegły piątek przez nieco ponad godzinę za dolara trzeba było płacić prawie 4,8 zł, gdy jeszcze 12 kwietnia - niecałe 4,1 zł (spadek wyniósł prawie 15 proc.).
W ciągu czterech godzin złoty staniał o 15 groszy. Maklerzy walutowi byli bliscy paniki. Kilkanaście milionów Polaków gorączkowo zastanawiało się, czy wycofywać lokaty złotowe i inwestować w dolary, marki czy funty.
Ci, którzy kupili dolary rano, zyskiwali niemal 10 proc. więcej niż kupujący amerykańską walutę po południu. W kantorach kurs zmieniał się co kilkanaście minut.


Ile jest warta polska waluta

W panikę wpadli przedsiębiorcy, którzy zaciągnęli dolarowe kredyty. Nerwowa atmosfera panowała w bankach i ministerstwach. Obserwowano wyprzedaż polskich papierów skarbowych - jednego dnia zagraniczni inwestorzy skapitalizowali papiery warte pół miliarda dolarów. Obawiano się załamania na miarę krachu brazylijskiego reala czy tajlandzkiego bahta. I wszystko to w czasie, gdy praktycznie - poza saldem bilansu handlowego - od początku roku zasadniczo nie zmieniły się najważniejsze wskaźniki makroekonomiczne. Nad polską walutą zawisło widmo krachu, choć nie było ku temu racjonalnych powodów.
Kondycję polskiej waluty pogorszyło w piątek poranne "wyborcze" wystąpienie prezydenta Kwaśniewskiego, który obarczył rząd, NBP i Radę Polityki Pieniężnej winą za słabnięcie złotego, choć wszystkie te instytucje zrobiły to, co do nich należało i to już miesiąc temu. Wcześniej na wartość złotego negatywnie wpływały kłótnie w koalicji rządzącej, torpedowanie przez część polityków AWS i opozycję propozycji podatkowych wicepremiera Leszka Balcerowicza, lekkomyślne wypowiedzi Jerzego Kropiwnickiego, szefa Rządowego Centrum Studiów Strategicznych, a także prywatne sądy niektórych członków Rady Polityki Pieniężnej.

Słaba mocna waluta
Tymczasem spadek kursu złotego nie jest nieszczęściem. Wręcz przeciwnie, może być dla Polski zbawienny. Nasza waluta była bowiem w ostatnich latach przewartościowana w stosunku do dolara i to o ponad 20 proc. Przed uwolnieniem kursu (12 kwietnia 2000 r.) złoty nie miał właściwie nigdy adekwatnej ceny rynkowej. - Dopiero po uwolnieniu kursu złotego widać jego rzeczywistą wartość. O jego cenie wreszcie decyduje rynek, czyli podaż i popyt, a nie państwo. W gospodarce rynkowej cena pieniądza, podobnie jak cena każdego towaru, musi być rynkowa - mówi prof. Cezary Józefiak, członek Rady Polityki Pieniężnej. "Waluta pokazuje rzeczywistą siłę gospodarki. Kurs jest także odbiciem poziomu deficytu obrotów bieżących" - twierdzi Hanna Gronkiewicz-Waltz, prezes Narodowego Banku Polskiego. W ostatnich miesiącach sytuacja polskiej waluty była absurdalna: mieliśmy znacznie wyższą niż zakładano inflację (niemal 10 proc.), rósł deficyt obrotów bieżących (za trzy miesiące tego roku wyniósł 3,59 mld USD), a złoty był bardzo mocny - w pierwszych trzech miesiącach tego roku jego realna wartość wzrosła o 4 proc. - Choć w stosunku do dolara złoty stracił w ciągu ostatniego roku 10-15 proc., nic nie stracił w stosunku do euro. Opowieści o słabości złotego są więc mitem. Niepokojące jest raczej to, że inflacja jest w Polsce pięciokrotnie wyższa niż w strefie euro, a nasza waluta na tym nie traci - mówi prof. Witold Orłowski z Niezależnego Ośrodka Badań Ekonomicznych w Łodzi.
Tak silne umocnienie złotego sprawiało, że artykuły z importu były nieracjonalnie tanie, czyli bardziej konkurencyjne niż produkowane w kraju. Przedsiębiorcy zachowywali się w tej sytuacji racjonalnie: kupowali towary za granicą, gdyż były po prostu tańsze. To samo dotyczyło kredytów: znacznie tańszych na Zachodzie, co sprawiło, że polskie firmy w krótkim czasie zadłużyły się na 25 mld USD. - Sytuacja się poprawi, jeśli polskie firmy będą zmuszone do szukania rynków zbytu za granicą. Szkodzi temu wszelki protekcjonizm. Przedsiębiorstwa, których nie zmusi się do konkurowania za granicą, nigdy nie wyjdą poza getto rynku wewnętrznego - przekonuje prof. Józefiak.

Cena ryzyka
Paradoksalnie, przez całą ostatnią dekadę polskie firmy pożyczające pieniądze za granicą lub emitujące swoje papiery w obcych walutach nie musiały się ubezpieczać od ryzyka kursowego. Dopiero uwolnienie kursu złotego uświadomiło przedsiębiorcom, że przed ryzykiem kursowym (w wypadku dewaluacji) może ich ochronić tylko odpowiednia polisa, za którą muszą sami zapłacić. Jeśli się nie zabezpieczą, zbankrutują. - Ocena ryzyka jest jedną z najtrudniejszych decyzji związanych z kierowaniem firmą. Ale jest nieodłączną cechą wolnego rynku - mówi prof. Stanisław Gomułka, doradca ministra finansów. Ostatni spadek wartości złotego uświadomił przedsiębiorcom, że rynek będzie teraz w znacznie większym stopniu weryfikował wartość ich firm. Może to wreszcie zmusi ich do poprawy konkurencyjności, do zwiększania eksportu.
- Nasze firmy muszą się szybko nauczyć, że nie będą traciły na zmianach kursów walut, jeśli będą stosować adekwatne do sytuacji strategie walutowe. Nie można podpisywać kontraktów, nie zastanawiając się, w jakiej walucie najkorzystniej jest się rozliczać - mówi Grzegorz Wójtowicz, członek Rady Polityki Pieniężnej. Uwolnienie kursu złotego jest wprawdzie terapią wstrząsową, ale nie ma lepszego sposobu na przekonanie społeczeństwa, że budżet nie jest z gumy, a deficyt finansowany pustymi pieniędzmi jest okradaniem ludzi (szczególnie przyszłych pokoleń), a nie pomaganiem im.
Co ważne, przez ostatnie dziesięć lat rynkowa wartość złotego była zafałszowywana przez dopływ walut z prywatyzacji. Dopiero kilka miesięcy temu zaproponowano (m.in. prof. Stanisław Gomułka), by znaczna część tych środków trafiła na specjalne konto walutowe rządu w NBP. Równie ważne jest to, że uwolnienie kursu polskiej waluty nie tylko pozwoli na ustalenie jego rzeczywistej rynkowej ceny, ale także przybliża nas do europejskiej unii walutowej, czyli zamiany złotego na euro. Niektórzy ekonomiści, na przykład prof. Jacek Rostowski i Andrzej S. Bratkowski, proponują nawet, by już wkrótce zrezygnować z własnej waluty i zastąpić ją euro, co mogłoby nas uchronić przed ewentualnym kryzysem walutowym.

Filozofia Gierka
W ostatnich latach żaden kraj o w miarę ustabilizowanej gospodarce rynkowej nie pozwalał zagranicznym inwestorom portfelowym tak dobrze zarabiać jak Polska. Skoro inwestycje w nasze papiery wartościowe były i są zyskowne, przyciągały kapitał krótkoterminowy. Łącznie kapitał ten oceniany jest na polskim rynku na 15 mld USD (polskie rezerwy walutowe wynoszą ok. 26 mld USD). Przy tym za taką politykę wcale nie odpowiada obecny rząd. On tylko płaci rachunki za rozwój w stylu nawiązującym do epoki Gierka. To koalicja SLD-PSL w żaden sposób nie hamowała inwestycyjnego rozmachu, choć suma oszczędności krajowych absolutnie na to nie pozwalała. W tamtym czasie popyt wewnętrzny wzrastał w tempie 10-11 proc. rocznie, podczas gdy u odbiorców naszych towarów popyt ten był trzy-, czterokrotnie niższy. Musiał więc narastać deficyt w handlu zagranicznym.
- O kursie walutowym decyduje popyt i podaż obcych walut. Jeśli pożyczamy pieniądze za granicą lub napływają one do Polski w formie inwestycji bezpośrednich bądź portfelowych i przechodzą przez rynek, nie sposób uniknąć wzmacniania krajowej waluty. To oczywiście pogarsza konkurencyjność eksportu i zachęca do zwiększania importu. W efekcie mamy coraz większy deficyt handlowy i deficyt obrotów bieżących - uważa prof. Orłowski. Tak właśnie działo się przynajmniej od 1995 r. Przedsiębiorstwa szybko uzależniały się od taniego importu, konsumenci bez problemu zaciągali kredyty na zakup nowych, w dużej części importowanych samochodów i innych dóbr trwałego użytku, masowo spędzali wakacje za granicą. Formalnie rósł poziom życia, tempo wzrostu PKB przekroczyło w 1997 r. 7 proc. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie pogarszający się bilans obrotów bieżących i postępujące uzależnienie gospodarki od napływu zagranicznego kapitału, najczęściej zwyczajnie przejadanego.
Politycy poprzedniej koalicji nie spieszyli się przy tym z reformowaniem polityki fiskalnej i strukturalnej, żeby się nie narazić swojemu elektoratowi. Unikano podejmowania decyzji, które ograniczyłyby spożycie, gdyż dowodziłoby to, że rząd wcale nie radzi sobie tak dobrze, jak twierdzi. - Populistyczne mity o sukcesach gospodarczych poprzedniej ekipy uśpiły społeczeństwo. Silne związki zawodowe dostawały zwykle to, czego się domagały, szybko rosły więc płace i dochody. W tej atmosferze powszechnej szczęśliwości zapominano o wzrastającym deficycie, nie dostrzegano ewidentnych przejawów psucia gospodarki - tłumaczy prof. Jan Macieja, ekonomista z PAN. Podobnie jak w czasach Gierka żyliśmy ponad stan i - jak wtedy - całkiem dobrze miał się sektor publiczny - kosztem deficytu budżetowego. Jest oczywiste, że po przejęciu władzy ekipa Jerzego Buzka musiała zacząć od schłodzenia rozwijającej się na kredyt gospodarki.

Widmo kryzysu
Gdyby tego nie zrobiono, Polska - podobnie jak Węgry w latach 1993-1994 i Czechy w roku następnym - przeżyłaby załamanie gospodarki i to znacznie głębsze niż tamte kraje. Ekonomiści są zgodni, że polityka finansowania krajowych inwestycji pożyczonymi pieniędzmi ma sens, gdy deficyt obrotów bieżących nie przekracza 2-3 proc. PKB. Gdy jest on wyższy niż 6 proc. PKB, zagrożenie kryzysem jest cały czas realne, a jeden atak krótkoterminowego kapitału spekulacyjnego może osłabić kurs krajowej waluty nawet o 15-20 proc. - Trudno zrozumieć, dlaczego w Polsce sądzi się, że nie jesteśmy narażeni na kryzys walutowy. Oczywiście - jesteśmy, a uwolnienie kursu złotego jest najlepszym sposobem uniknięcia kłopotów - tłumaczy prof. Orłowski. Przede wszystkim ryzyko kursowe odstręcza inwestorów portfelowych od transakcji, na których mogą sporo stracić. W efekcie powinno to wpłynąć na zmniejszenie ujemnego salda obrotów bieżących.
Krzysztof Dzierżawski z Centrum im. Adama Smitha, przypomina, że kij ten ma też drugi koniec: gwałtowny odpływ kapitału - poprzez wyprzedaż polskich papierów skarbowych i zamianę złotówek na dolary i euro - może doprowadzić do dużego osłabienia złotego, a na dłuższą metę do wzrostu inflacji. Czy z taką wyprzedażą mamy do czynienia? Raczej nie. Część inwestorów na pewno nerwowo zareagowała na informację, że deficyt obrotów bieżących wzrósł w marcu o 1,43 mld USD, lecz główne wskaźniki polskiej gospodarki, a co ważniejsze, jej perspektywy, są raczej optymistyczne.

Próba ognia
Członkowie Rady Polityki Pieniężnej są przekonani, że wahania kursu złotego nauczą Polaków, że rynek finansowy nie jest i nie może być oderwany od reszty gospodarki. Nie może też być oderwany od sytuacji na świecie, bo to świadczyłoby o zamknięciu naszego kraju w autarkicznym rezerwacie. Skoro mamy wolny rynek i wolny kurs walutowy, złoty musi reagować na zwyżkę wartości dolara w stosunku do walut europejskich. - Nie niepokoi mnie słabnięcie kursu złotego. Jest przecież szansa na zwiększenie opłacalności eksportu, a w efekcie na poprawę wyników w handlu zagranicznym. Nie należy się jednak spodziewać powrotu kursu złotego do poziomu sprzed kryzysu - mówi prof. Władysław Welfe z łódzkiego Instytutu Prognoz i Analiz Ekonomicznych. - Osłabienie złotego byłoby niebezpieczne, gdyby rząd poluzował dyscyplinę budżetową, przez co wzrosłyby wydatki, na przykład koszty obsługi zadłużenia zagranicznego. Inna rzecz, że jeśli nie nastąpi ożywienie eksportu, pod koniec roku dolar może kosztować nawet 5 zł, choć ustawa budżetowa zakłada 4,07 zł.
- Musimy wiedzieć, ile jest wart złoty, gdyż wkrótce zaczną spadać wpływy z prywatyzacji, a rosnąć będą koszty obsługi zadłużenia. Środki na ten cel musi wypracować gospodarka, szczególnie eksporterzy. Złoty musi przejść próbę ognia, by się przekonać, czy jest papierową, czy naprawdę twardą walutą - konkluduje prof. Jan Macieja. Zachwianie wartości polskiej waluty (8 maja kurs spadł do 4,58 zł) uzmysłowiło, że najpewniej trzeba będzie zrezygnować z obniżenia podatków, choć gdyby je obniżono wtedy, gdy proponował to Leszek Balcerowicz, obecnych kłopotów udałoby się uniknąć. Wyższa niż zakładano będzie też inflacja, a niższy wzrost gospodarczy.
Okładka tygodnika WPROST: 20/2000
Więcej możesz przeczytać w 20/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0