Kapitalizm fikcyjny

Kapitalizm fikcyjny

Dodano:   /  Zmieniono: 
Spośród niemal trzech milionów polskich firm większość założono głównie w celu obejścia zbyt wysokich podatków
 

W Polsce dziennie przybywa prawie 700 firm. Większość z nich się jednak nie rozwija. Drobnym przedsiębiorcom brakuje kapitału, wiedzy i umiejętności. Nie mają od kogo uzyskać pomocy lub nie wiedzą, gdzie jej szukać. Nie korzystają z kredytów, bo boją się je zaciągać lub nie mogą ich uzyskać. Ale przede wszystkim większość właścicieli firm nie myśli o ich rozwoju. Małe polskie przedsiębiorstwa są jak Oskar z "Blaszanego bębenka" - aby rosły, musi się wiele zmienić dookoła nich, ale żeby zaczęły się rozwijać, muszą przede wszystkim same tego chcieć.

Przeciętnie w małych i średnich firmach w Unii Europejskiej zatrudnionych jest 6,3 pracownika, w polskich zaś - 4,4 osoby. Na półtora miliona działających przedsiębiorstw (zarejestrowanych jest ponad milion więcej) tylko 4 tys. to firmy duże, zatrudniające powyżej 250 osób. Jedenaście tysięcy podmiotów gospodarczych należy do grupy średnich (z personelem 51-250 osób). Ale nie liczba przedsiębiorstw, tylko ich aktywność decyduje o ich udziale w tworzeniu produktu krajowego brutto.
- Większość biznesmenów zadowala się małymi obrotami, a ewentualne zyski przeznacza na konsumpcję i nie reinwestuje ich - twierdzi Józef Chmiel, zastępca dyrektora w Zakładzie Badań Statystyczno-Ekonomicznych GUS, autor raportu poświęconego tendencjom rozwojowym sektora prywatnych firm w Polsce. Nowe przedsiębiorstwa na ogół nie zmieniają liczby zatrudnionych. - Może to być powodem ich kłopotów w przyszłości. Wszelkie zawirowania na rynku są wtedy niebezpieczne. W działalności produkcyjnej takie defensywne podejście jest samobójcze. Firma, która się nie rozwija, jest coraz słabsza - dodaje Chmiel.

Przeciw fiskusowi
Dla wielu osób zarejestrowanie działalności gospodarczej jest często tylko formą ucieczki przed podatkami. Zamiast pracować na etacie, sprzedają swoje usługi pod szyldem własnej firmy. Propozycja takiej zmiany często wychodzi od dotychczasowego szefa. Zakres obowiązków pracownika się wtedy nie zmienia, a pieniądze zamiast na konto fiskusa trafiają do kieszeni pracownika lub pracodawcy. Wzrasta też liczba osób, które prowadzą działalność gospodarczą, jednocześnie pracując na etacie w innym zakładzie. Nowe propozycje podatku od dochodów osobistych mogą się przyczynić do wzrostu takiej "przedsiębiorczości" Polaków. Liczba zarejestrowanych firm może niedługo przekroczyć trzy miliony. Ile z nich będzie intensywnie działało i stwarzało nowe miejsca pracy?
Przeciętny mały biznes (mniej niż 3,2 mln zł obrotów rocznie) działa zaledwie cztery lata - tak wynika z analiz przeprowadzonych przez Fundację Edukacji i Badań Bankowych oraz Centrum Badań Marketingowych Indicator. Ponad 60 proc. z nich to firmy jednoosobowe, a przeszło połowa zajmuje się handlem. Są to zwykle rodzinne sklepiki, dla których największym zagrożeniem są supermarkety. - Spó-łek handlowych jest za dużo, część z nich upadnie niezależnie od tego, jakie mechanizmy ochronne się zastosuje - uważa Krystyna Gurbiel, dyrektor generalny Polskiej Fundacji Promocji Małych i Średnich Przedsiębiorstw.
- Trzeba stawiać na te, które mają szanse rozwoju, gdyż tylko one mogą się przyczynić do ograniczenia bezrobocia. Dla nich największą barierą jest utrudniony dostęp do technologii, do know-how - dodaje Józef Chmiel. Lokalne samorządy powinny organizować placówki wspomagające biznes, wiele też zależy od współpracy z ośrodkami naukowymi. W lepszej kondycji są firmy kooperujące z większymi, często zagranicznymi koncernami. Tam bariery rozwoju mogą być przełamywane szybciej.

Od ilości do jakości
- Żeby małe przedsiębiorstwa mogły być motorem wzrostu gospodarczego, muszą przejść od ilości do jakości - mówi Richard Woodward z Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych. Największym ich problemem - według niego - jest to, że brakuje im wystarczającego wsparcia ze strony organizacji biznesowych, agencji rozwoju gospodarczego czy inkubatorów przedsiębiorczości, czyli instytucji, w których nowa firma za niewielkie pieniądze może wynająć biuro, korzystać z podstawowego sprzętu (faksu, komputera), wreszcie brać udział w szkoleniach i zasięgnąć porady prawnej.
W bazie danych Polskiej Fundacji Promocji Małych i Średnich Przedsiębiorstw można znaleźć ok. 700 instytucji wspomagających mały biznes. W rzeczywistości jest ich dużo więcej. Nie dysponują jednak odpowiednim kapitałem i nie są wystarczająco efektywne. Środki publiczne, którymi często zarządzają, przeznaczane są na przykład na rozwój terenów wiejskich lub przeciwdziałanie bezrobociu. Trudno więc określić, jaka część z nich wspiera małą przedsiębiorczość. Nikt nie prowadzi statystyk, ile pieniędzy trafia do lokalnych organizacji, na przykład z grantów zagranicznych.
Paradoksalnie, częściowo za brak efektywności odpowiedzialni są zrzeszeni w tych instytucjach przedsiębiorcy. Nie są oni skłonni do zaangażowania się w ich działalność, nie współpracują z sobą, bo nie widzą takiej potrzeby, a pracę w ośrodku traktują często wyłącznie jako sposób na osiągnięcie krótkotrwałych korzyści (na przykład taniego lokum). Z drugiej strony, ponieważ większa część pieniędzy na działalność instytucji pochodzi z zewnętrznych funduszy, budżetu państwa, samorządów lub funduszy pomocowych, instytucje te, ubiegając się o nie, siłą rzeczy dostosowują swe wnioski do wymagań stawianych przez donatorów.

Włoski model
Jak dużą rolę w rozwoju gospodarczym całych okręgów może odgrywać dobrze zorganizowana pomoc dla małego biznesu, pokazuje przykład północnowłoskiego regionu Emilia-Romagna. W latach 60. i 70. głównie dzięki małym i średnim firmom z zacofanego rolniczego obszaru stał się on jednym z najbogatszych w kraju. Kluczem do sukcesu było promowanie przez władze lokalne i regionalne tworzenia różnych organizacji obsługujących spółki, które miały potencjał wzrostowy. Stworzono tam na przykład wspólne dla wielu niedużych przedsiębiorstw agencje marketingowe, firmy prowadzące księgowość, zapewniające bieżącą informację na temat standardów i przepisów obowiązujących w krajach, do których chciałyby one eksportować, laboratoria do badania jakości, instytuty opracowujące oprogramowanie, centra szkoleniowe. Ich zasadniczą rolą było skłonienie małych przedsiębiorstw do współpracy.
Równie ważny był większy dostęp do kapitału. Tu najlepszym rozwiązaniem w wielu krajach Europy Zachodniej okazały się fundusze poręczeniowe, które powstawały zazwyczaj w wyniku restrukturyzacji organizacji branżowych, zrzeszeń rzemieślników. Nawiązywały one współpracę z bankami lub przekształcały się w instytucje finansowe.

Bankowe wsparcie
W naszym kraju istnieje kilkanaście funduszy, większość z nich działa jednak na skalę lokalną. Największy i jedyny obejmujący zasięgiem całą Polskę prowadzony przez Bank Gospodarstwa Krajowego udzielił od momentu powstania (w 1995 r.) tylko 450 poręczeń, a średnia kwota poręczanego przezeń kredytu to 200-250 tys. zł. Dlaczego tak mało? Po pierwsze, większość potencjalnych klientów nie zdaje sobie sprawy z tego, że mogą z takiej usługi skorzystać. Po drugie, wynika to z warunków udzielenia poręczenia. Kredyt musi być przeznaczony na inwestycje lub uruchomienie produkcji. Tymczasem 80 proc. wniosków składają firmy handlowe, które potrzebują pieniędzy na zakup towaru.
- W Polsce system wsparcia dla małego i średniego biznesu jest znacznie słabszy niż na Zachodzie, a co ważniejsze, jest niestabilny - ocenia Krystyna Gurbiel. Przy zmieniających się często przepisach nie sposób stworzyć długofalowej strategii rozwoju regionu i skoordynowanych z nią programów wspierania przedsiębiorczości. W ostatnich czterech latach, jej zdaniem, kredyty dla małych i średnich firm stały się łatwiej dostępne. Prawie wszystkie największe banki dostrzegły tę grupę klientów i przygotowały dla nich specjalne oferty. Korzysta z nich jednak tylko 28 proc. małych i 47 proc. średnich przedsiębiorstw.
Zdaniem Pawła Karpińskiego, prezesa Fundacji Edukacji i Badań Bankowych, niepokojący jest niski poziom optymizmu szczególnie wśród właścicieli małych firm. Tylko 38 proc. z nich postrzega warunki rozwoju jako dobre lub bardzo dobre, co piąty natomiast uważa, że są one złe bądź bardzo złe. Sygnałem ostrzegawczym jest też to, że 24 proc. małych przedsiębiorstw nie przyniosło w 1998 r. zysku. Z badań FEiBB wynika również, że raczej nie staną się one lokomotywami gospodarki w walce z bezrobociem i nie przyczynią się do wzrostu naszego eksportu. Czyżby istotnie głównym celem polskiej małej przedsiębiorczości było omijanie przepisów podatkowych?

Więcej możesz przeczytać w 20/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0