Wielka warszawska

Wielka warszawska

Dodano: 
Zrywanie plomb na drzwiach stołecznych urzędów, nocne zajazdy, starcia ochroniarskich drużyn, bitwa na łokcie i analizy prawne - to na froncie warszawskim
Groźby wyjścia z koalicji, oskarżanie premiera o "nadużycie władzy państwowej w interesie partyjnym" i propozycje jego dymisji - na froncie koalicyjnym. Sformułowania o "rozboju w biały dzień dokonanym przez premiera", straszenie szefa rządu Trybunałem Stanu, a w końcu zapowiedź odwołania się do Rady Europy - to już ciężka artyleria, która wkroczyła na linię ognia opozycja-koalicja. Rozważanie zasadności dymisji Jerzego Buzka i oskarżenie go o udział "w partyjniackich grach" - to uderzenie ze strony Pałacu Prezydenckiego. Nic nie wskazuje, by rozpoczęta w ubiegłym tygodniu wielka bitwa warszawska miała się szybko zakończyć. Rozgorzała bowiem nie wokół problemów stolicy, jak próbują to przedstawiać kolejne strony konfliktu, i nie lokalni dowódcy dali rozkaz natarcia. Była i pozostaje próbnym poligonem walki o wpływy wewnątrz partyjnych frakcji, o pieniądze potrzebne przed kampanią prezydencką i parlamentarną oraz o obsadzanie najwyższych stanowisk w kraju. Właśnie ten fakt, bardziej nawet niż powołanie rządowego komisarza w gminie Centrum, świadczy o tym, że największym przegranym w "wielkiej warszawskiej" jest idea samorządności.
Prowadzone po wyborach samorządowych debaty nad warszawską umową koa-licyjną połączone były z rozmowami o obsadzeniu stanowisk we władzach miasta, przedsiębiorstwach komunalnych, ale i ewentualnej rekonstrukcji rządu. Po miesiącach rozmów umowę sygnowali liderzy partii koalicyjnych. W kwietniu 1999 r. prezydentem miasta i burmistrzem gminy Centrum został polityk UW z pierwszego szeregu: Paweł Piskorski. Ze strony AWS - już bardzo podzielonej - politykę warszawską prowadzili również posłowie z pierwszej ligi: Andrzej Anusz, wówczas sekretarz Klubu Parlamentarnego AWS, i Maciej Jankowski, jeden z nieformalnych liderów "Solidarności". Ze strony SLD pierwsze skrzypce w Warszawie grała Danuta Waniek, ale zbyt związana z nurtem "umiarkowanym" sojuszu, musiała je przekazać Janowi Wietesce, bliższemu liderowi partii Leszkowi Millerowi.
W lutym 2000 r. rozpadła się stołeczna koalicja AWS-UW. W rzeczywistości rozpadła się warszawska AWS, część jej rozłamowców stworzyła własny klub, a koalicja utraciła większość. Nowelizacja ustawy warszawskiej nakazywała rozdzielić stanowisko prezydenta stolicy i burmistrza najbogatszej gminy Centrum, a w razie gdyby się to nie udało, premier miał obowiązek wprowadzić zarząd komisaryczny miasta. W lutym nad Warszawą po raz pierwszy zawisła groźba ustanowienia zarządu komisarycznego. W jej obliczu Unia Wolności stworzyła nową większość, tym razem z SLD. Na prezydenta stolicy głosami UW, SLD i części AWS wybrany został ponownie Paweł Piskorski.
Prawdziwa wojna rozpoczęła się jednak o władzę w gminie Centrum. Na nic zdały się protesty AWS, dziwaczne, bo bezterminowe zawieszenie posiedzenia rady gminy Centrum przez jej wiceprzewodniczącego z akcji (przewodniczący rady, Henryk Skrobel z AWS, przebywa na zwolnieniu lekarskim) i nieobecność części radnych AWS podczas kolejnych obrad. Stanowisko burmistrza gminy Centrum objął Jan Wieteska z SLD, a przewodniczącego rady gminy - Ryszard Soroka. - Stanęliśmy wtedy przed dylematem, czy oddać władzę w mieście nie tylko na najbliższe dwa lata, do wyborów w 2002 r., ale i na następne cztery, jeśli nowa koalicja będzie sprawnie działać. Część polityków akcji nie chciała się na to zgodzić - opowiada poseł AWS. Opór wynikał z lęku przed "flirtem UW z komunistami" i powtórzeniem koalicji warszawskiej na szczeblu centralnym. Przede wszystkim jednak politycy akcji obawiali się na przykład utraty wpływu na zarządzanie nieruchomościami (tylko w tym roku w gminie Centrum w drodze przetargów mają być sprzedane 72 nieruchomości) i miejskimi przedsiębiorstwami czy na zarządy budynków komunalnych, w których gestii są siedziby niektórych partii (na przykład zajmowany wciąż przez SLD budynek na Rozbrat). Wszyscy nasi rozmówcy, bez względu na partyjne barwy, przyznają, że Warszawa z jej możliwościami finansowymi jest nie do przecenienia w momencie wyborów prezydenckich, a zwłaszcza parlamentarnych.
W AWS liderem "nieustępliwych" jest Andrzej Anusz. - Rzeczywiście, Piotr Wójcik, Andrzej Smirnow i ja namawialiśmy premiera, by wprowadził zarząd komisaryczny w stolicy. Nie widziałem innego wyjścia z zaistniałej sytuacji - tłumaczy Anusz. W lobbingu na rzecz zarządu komisarycznego trafili na podatny grunt w Klubie Parlamentarnym AWS, a zwłaszcza w RS AWS; stosunki z Unią Wolności na szczeblu centralnym ulegały bowiem stałemu pogorszeniu. - W tej sytuacji zwyciężyła opcja, by przypomnieć unii, kto jest starszym bratem w tej koalicji, i usiąść z powrotem do negocjacji - twierdzi osoba z otoczenia wojewody warszawskiego Antoniego Pietkiewicza. Na pole, gdzie miała się odbywać "lekcja poglądowa", wybrano Warszawę.
W ostatnich tygodniach wydarzenia nabrały szybkiego tempa. Najpierw wojewoda uchylił decyzje rady podjęte już po wyłonieniu nowych władz, potem nowy zarząd zaskarżył decyzję wojewody do NSA. Następnie powędrował wniosek wojewody do ministra spraw wewnętrznych i administracji o powołanie komisarza dla gminy Centrum, a minister wystąpił do premiera w tej samej sprawie. W tym okresie padły poważne ostrzeżenia ze strony Unii Wolności. Przez krótki czas premier był gotów nie powoływać komisarza. Zmienił zdanie w ostatniej chwili i - jak stwierdził wicepremier Leszek Balcerowicz - wbrew wcześniejszym zapowiedziom. Według naszych informacji, ostatecznym argumentem była, z jednej strony, analiza prawna dostarczona przez prof. Huberta Izdebskiego, stwierdzająca legalność decyzji o powołaniu komisarza, z drugiej - nacisk części posłów AWS, którzy oznajmili, że mogą nie poprzeć ustalonych koalicyjnych kandydatur na szefa IPN i rzecznika praw obywatelskich. Komisarz został więc powołany, a decyzja premiera zaskarżona do NSA przez zawieszonych radnych gminy. Od tygodnia nie milkną oskarżenia o to, kto jaką decyzją bardziej łamie zasadę samorządności. Do gry włączył się prezydent i - oczywiście - SLD, który sprawę gminy Centrum ma zamiar zgłosić do... Kongresu Władz Lokalnych Rady Europy. Na co premier z całą powagą stwierdził, że powołanie zarządu komisarycznego nie zaszkodzi postrzeganiu Polski w Europie. Sprawa warszawskiej gminy przekroczyła więc nie tylko granice stolicy, ale i kraju. Przede wszystkim jednak przekroczyła granice zdrowego rozsądku. Ich przywróceniem zajmie się NSA oraz sami politycy, jeśli zdołają ustanowić nowy ustrój miasta, które coraz mniej daje się lubić. Co już ocenią wyborcy.
Okładka tygodnika WPROST: 22/2000
Więcej możesz przeczytać w 22/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0